Przemówienia/ słowa papieża Franciszka

Kochany ojciec święty Franciszek i wszystko co z nim związane :)

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4764
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Papież do młodzieży: nie bójcie się iść pod prąd

Post autor: Agnieszka Weychan » 30 sie 2013, 19:03

Do odważnego pójścia pod prąd oraz budowania świata na takich wartościach jak piękno, dobro i prawda Franciszek wezwał włoską młodzież. W Bazylice Watykańskiej Papież spotkał się z 500-osobową grupą młodych pielgrzymów z diecezji Piacenza-Bobbio, dla których wizyta przy grobie Apostoła Piotra była zwieńczeniem drogi nawrócenia podjętej w Roku Wiary.

Młodzi poinformowali Papieża o swej wizycie w Rzymie, ale jak wyznał ks. bp Giovanni Ambrosio, nawet nie liczyli na to, że Franciszek zechce się z nimi osobiście spotkać. Gdy audiencja stała się jednak faktem poprosili swego biskupa, by w ich imieniu zwracał się do Ojca Świętego słowami: Najdroższy Ojcze Franciszku.

„Dziękuję za odwiedziny – mówił do młodych Franciszek. – W słowie powitalnym biskup powiedział, że uczyniłem wielki gest przychodząc do was. Zrobiłem to z egoizmu! Wiecie dlaczego? Ponieważ lubię być wśród was. Lubię być z młodzieżą. W waszych sercach znajduje się zapowiedź nadziei. Wy tę nadzieję niesiecie. Oczywiście żyjecie tu i teraz, ale jesteście budowniczymi przyszłości. To coś pięknego, iść ku przyszłości, pełni marzeń, ale i odpowiedzialności. Stawajcie się budowniczymi przyszłości”.

Papież wyznał, że łatwiej jest mu zrozumieć dorosłych zniechęconych życiem. Kiedy jednak narzekają młodzi ludzie ma ochotę odesłać ich do psychiatry.
- Nie mogę pojąć, dlaczego wielu młodych ludzi nie chce podjąć wyzwań związanych ze swoim życiem – wyznał papież Franciszek dodając, że lenistwo i smutek zabiją w sercu wszelkie pragnienia.
„Naszym celem są rzeczy wielkie i piękne. Jesteście budowniczymi przyszłości, ponieważ w was są trzy pragnienia. Po pierwsze – pragnienie piękna. Wy kochacie piękno. Kiedy zajmujecie się muzyką, teatrem, malarstwem szukacie piękna. Po drugie – jesteście prorokami dobra. Kochacie dobro i nim zarażacie innych. Po trzecie – jest w was pragnienie prawdy. Prawdy się nie posiada, Prawdę się spotyka. To jest spotkanie z Bogiem. Te trzy pragnienia zanieście w przyszłość – mówił Papież. – To jest wyzwanie, które przed wami stoi. Budujcie przyszłość pięknem, dobrem i prawdą! Z odwagą kroczcie w życie. Nie obawiajcie się iść pod prąd. Nie dajcie się zwieść tym, którzy będą próbowali was zniechęcić do obranej drogi. Mówcie nie narkotykom, alkoholowi, sprzeciwiajcie się tej cywilizacji, która nas niszczy. Budujcie świat na wartościach piękna, dobra i prawdy. To właśnie chciałem wam powiedzieć”.

Spotkanie z włoską młodzieżą zakończyła modlitwa maryjna. Papież Franciszek wskazał młodym Maryję jak najlepszy wzór do naśladowania. „Madonna, która jest Matką piękna, Matką dobra i Matką prawdy niech wyprosi nam łaskę odważnego życia, bo ona sama jest wzorem odwagi” – podkreślił papież Franciszek.

- W Roku Wiary nasza pielgrzymka przeszła przez bardzo różne etapy dojrzewania. Niektórzy, nieliczni niestety, byli też z Ojcem Świętym na Światowych Dniach Młodzieży. Inni przeżywali to święto w Piacenzy, w duchowej jedności z Rio. Punktem kulminacyjnym jest właśnie to spotkanie w Bazylice św. Piotra z Papieżem. Młodzi widzą w nim ojca, który ich wychowuje do wiary i ewangelizacji. Teraz są bardzo przejęci, że mogą złożyć katolickie, apostolskie wyznanie wiary wraz z tym, który jest Następcą Piotra. Jest to dla nich zwieńczenie długiej drogi, ale pełne radości, właśnie dlatego, że mogą to zrobić z papieżem Franciszkiem
– powiedział ordynariusz diecezji Piacenza-Bobbio ks. bp Giovanni Ambrosio.

Radio Watykańskie/ RIRM

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4764
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Papież do katolickich charyzmatyków o konieczności adorowani

Post autor: Agnieszka Weychan » 31 paź 2014, 21:27

Tysiąc charyzmatyków z różnych stron świata przybyło dziś do Auli Pawła VI w Watykanie. Papież spotkał się tam z przedstawicielami międzynarodowego Katolickiego Stowarzyszenia Charyzmatycznych Wspólnot Przymierza (Catholic Fraternity of Charismatic Covenant Communities and Fellowships). Zwracając się do nich, porównał życie duchowe do oddychania, które polega na wciąganiu powietrza i wydychaniu go.


„W modlitwie otrzymujemy nowe powietrze Ducha [Świętego], a «wydychając» je głosimy Jezusa Chrystusa wskrzeszonego przez tegoż Ducha – mówił Papież. – Nikt nie może żyć bez oddychania. To samo dotyczy chrześcijanina: bez wielbienia [Boga] i bez misji nie żyje on po chrześcijańsku. A z wielbieniem łączy się adoracja. Jednak o adoracji mówi się mało. Co się robi przy modlitwie? Prosi się Boga, dziękuje, wstawia za innymi. Ale trzeba też adorować Boga. To należy do tego oddychania: uwielbienie i adoracja. To Odnowa Charyzmatyczna przypomniała Kościołowi konieczność i znaczenie modlitwy uwielbienia. Kiedy mówi się o niej w Kościele, przychodzą na myśl charyzmatycy. Kiedy mówiłem o modlitwie uwielbienia podczas jednej z Mszy w Domu św. Marty, powiedziałem, że nie jest to tylko modlitwa charyzmatyków, ale całego Kościoła! Jest to uznanie królowania Boga nad nami i nad całym stworzeniem, wyrażone tańcem, muzyką i śpiewem”.

Franciszek wskazał też na potrzebę modlitwy wstawienniczej za prześladowanych dziś chrześcijan i o pokój na świecie. Przypomniał przy tym ekumeniczny charakter ruchu charyzmatycznego.

„Ekumenizm duchowy to razem się modlić i razem głosić, że Jezus jest Panem, oraz razem przychodzić z pomocą ubogim we wszystkich ich biedach. To trzeba robić i nie zapominać, że dziś krew Jezusa, przelewana przez Jego licznych chrześcijańskich męczenników w różnych częściach świata, wzywa nas do jedności. Dla prześladowców nie jesteśmy podzieleni, nie jesteśmy luteranami, prawosławnymi, ewangelikami, katolikami... Nie! Jesteśmy jedno! Dla prześladowców jesteśmy chrześcijanami! Ich więcej nie interesuje. To jest ekumenizm krwi, którego dzisiaj się doświadcza”
– powiedział Ojciec Święty.

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4764
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Przemówienie papieża Franciszka wygłoszone na forum Parlamen

Post autor: Agnieszka Weychan » 25 lis 2014, 20:02

Przemówienie papieża Franciszka wygłoszone na forum Parlamentu Europejskiego

Drodzy przyjaciele,

Dziękuję wam za zaproszenie, by zabrać głos na forum tej fundamentalnej instytucji życia Unii Europejskiej i za daną mi przez was szansę zwrócenia się za waszym pośrednictwem do reprezentowanych przez was ponad pięciuset milionów obywateli 28 państw członkowskich. Szczególną wdzięczność pragnę wyrazić Panu, panie przewodniczący Parlamentu, za pańskie serdeczne słowa powitania skierowane do mnie w imieniu wszystkich członków Zgromadzenia.

Moja wizyta ma miejsce ponad ćwierć wieku od tej, jaką złożył papież Jan Paweł II. Wiele się zmieniło od tamtych czasów w Europie i na całym świecie. Nie ma już przeciwstawnych bloków, które wówczas dzieliły kontynent na dwie części i powoli spełnia się pragnienie, aby „Europa suwerenna i wyposażona w wolne instytucje rozszerzyła się kiedyś aż do granic, jakie wyznacza jej geografia, a bardziej jeszcze historia”[1].

Oprócz rozszerzonej Unii Europejskiej jest również bardziej złożony i mocno zmieniający się świat. Jest on coraz bardziej wzajemnie powiązany i globalny, a więc mniej „eurocentryczny”. Obszerniejszej i posiadającej większy wpływ Unii zdaje się jednak towarzyszyć wizerunek Europy trochę podstarzałej i przytłumionej, skłonnej by czuć się mniej uczestniczącą w świecie, który patrzy na nią z dystansem, nieufnością, a niekiedy z podejrzliwością.

Zwracając się dziś do was i wychodząc od mojego powołania jako pasterza, chciałbym skierować do wszystkich obywateli Europy orędzie nadziei i zachęty.

Orędzie nadziei, którego podstawą jest ufność, że trudności mogą stać się silnymi katalizatorami jedności, by przezwyciężyć wszelkie obawy, jakie Europa przeżywa razem z całym światem. Nadzieję w Panu, który przekształca zło w dobro, a śmierć w życie.

Zachęty, by powrócić do stanowczego przekonania ojców założycieli Unii Europejskiej, którzy pragnęli przyszłości opierającej się na zdolności do wspólnego działania na rzecz przezwyciężenia podziałów i krzewienia pokoju i jedności wśród wszystkich narodów kontynentu. W centrum tego ambitnego projektu politycznego było zaufanie do człowieka, nie tyle jako obywatela ani też podmiotu ekonomicznego, ale do człowieka jako osoby obdarzonej godnością transcendentną.

Bardzo zależy mi na podkreśleniu ścisłego związku między tymi dwoma słowami: „godność” i „transcendentna”.

„Godność” to słowo-klucz, które charakteryzowało odbudowę po II wojnie światowej. Nasza historia najnowsza wyróżnia się z powodu niewątpliwie centralnego miejsca krzewienia ludzkiej godności wobec różnego rodzaju przemocy i dyskryminacji, których na przestrzeni wieków nie brakowało również w Europie. Dostrzeganie znaczenia praw człowieka rodzi się właśnie jako wynik długiej drogi, na którą składały się również liczne cierpienia i ofiary. Przyczyniła się ona do uświadomienia sobie wartości, wyjątkowości i niepowtarzalności każdej poszczególnej osoby ludzkiej. Ta świadomość kulturowa znajduje swój fundament nie tylko w wydarzeniach historii, ale przede wszystkim w myśli europejskiej, wyróżniającej się bogactwem spotkania, którego liczne źródła pochodzą „z Grecji i Rzymu, ze źródeł celtyckich, germańskich i słowiańskich oraz z chrześcijaństwa, które ją dogłębnie ukształtowało”[2], dając właśnie miejsce pojęciu „osoby”.

Dzisiaj promowanie praw człowieka odgrywa kluczową rolę w ramach zaangażowania Unii Europejskiej na rzecz wspierania godności osoby, zarówno w jej wnętrzu, jak i w relacjach z innymi państwami. Jest to zaangażowanie ważne i godne podziwu, bo wciąż istnieje nazbyt wiele sytuacji, w których istoty ludzkie są traktowane jak przedmioty, których koncepcję, strukturę i przydatność można zaprogramować, a które następnie można wyrzucić, gdy nie są już potrzebne, gdyż stają się słabe, chore lub stare.

Jaka bowiem godność istnieje rzeczywiście, kiedy nie ma możliwości swobodnego wyrażania swej myśli czy wyznawania bez ucisku swej wiary religijnej? Jaka godność jest możliwa bez jasnych ram prawnych, ograniczających panowanie siły i sprawiających wyższość prawa nad tyranią władzy? Jaką godność może w ogóle posiadać mężczyzna lub kobieta, którzy stali się przedmiotem jakiejkolwiek dyskryminacji? Jaką godność może mieć kiedykolwiek osoba, która nie ma pożywienia czy minimum niezbędnego do życia, czy co gorsza, pracy, która namaszcza ją godnością?

Krzewienie godności osoby oznacza uznanie, że posiada ona niezbywalne prawa, których nie może być pozbawiona arbitralnie przez nikogo, a tym mniej, na rzecz interesów ekonomicznych.

Trzeba jednak zwracać uwagę, aby nie popaść w pewne dwuznaczności, które mogą wynikać z niezrozumienia idei praw człowieka i ich paradoksalnego nadużywania. Istnieje dziś bowiem skłonność, by rościć sobie coraz więcej praw indywidualnych. Tendencja ta skrywa koncepcję osoby ludzkiej oderwanej od wszelkiego kontekstu społecznego i antropologicznego, niemal jako „monady” (μονάς), coraz bardziej nieczułej na inne otaczające ją „monady”. Koncepcji prawa zdaje się już nie towarzyszyć równie istotna i dopełniająca koncepcja obowiązku, tak że w końcu dochodzi do potwierdzenia praw jednostki, nie uwzględniając, że każda istota ludzka jest związana z pewnym kontekstem społecznym, w którym jej prawa i obowiązki są połączone z prawami i obowiązkami innych i z dobrem wspólnym społeczeństwa.

Dlatego też uważam, że ważniejsze niż kiedykolwiek jest dziś pogłębienie takiej kultury praw człowieka, która mogłaby roztropnie łączyć wymiar indywidualny, czy – lepiej – osobowy, z wymiarem dobra wspólnego, z owym «nas-wszystkich», czyli poszczególnych osób, rodzin oraz grup pośrednich, tworzących wspólnotę społeczną[3]. Faktycznie, jeśli prawo każdego nie jest harmonijnie podporządkowane dobru większemu, to w ostateczności pojmowane jest ono jako prawo bez ograniczeń, a tym samym staje się źródłem konfliktów i przemocy.

Mówienie o transcendentnej godności człowieka oznacza zatem odwoływanie się do jego natury, jego wrodzonej zdolności do odróżniania dobra od zła, do owej „busoli” wpisanej w nasze serca, którą Bóg odcisnął na całym stworzeniu[4]; oznacza nade wszystko spoglądanie na człowieka nie jako na absolut, lecz jako na istotę relacyjną. Jedną z najczęstszych chorób, jakie dostrzegam w dzisiejszej Europie jest samotność, właściwa osobom pozbawionym więzi. Jest ona szczególnie widoczna u ludzi w podeszłym wieku, często pozostawionych własnemu losowi, a także w młodych pozbawionych punktów odniesienia i szans na przyszłość; jest ona widoczna w wielu osobach ubogich zamieszkujących w naszych miastach; widać ją w zagubionych oczach imigrantów, którzy tu przybyli w poszukiwaniu lepszej przyszłości.

Samotność ta uległa zaostrzeniu przez kryzys gospodarczy, którego skutki wciąż utrzymują się z dramatycznymi konsekwencjami ze społecznego punktu widzenia. Można również zauważyć, że w ostatnich latach, oprócz procesu rozszerzenia Unii Europejskiej rośnie nieufność obywateli do instytucji uznanych za odległe, trudniące się ustanawianiem przepisów postrzeganych jako dalekie od wrażliwości poszczególnych narodów, jeśli nie wręcz za szkodliwe. Z wielu stron odnosi się ogólne wrażenie zmęczenia i starzenia się Europy – babci, już bezpłodnej i nie tętniącej życiem. Z tego względu wydaje się, że wielkie ideały, które inspirowały Europę straciły siłę przyciągania, na rzecz biurokratycznych mechanizmów technicznych swoich instytucji.

Dołączają się do tego pewne nieco egoistyczne style życia, charakteryzujące się bogactwem nie do utrzymania, a często obojętnym wobec otaczającego świata, zwłaszcza najuboższych. Ze smutkiem stwierdzamy, że w centrum debaty politycznej przeważają kwestie techniczne i ekonomiczne kosztem autentycznej orientacji antropologicznej[5]. Istocie ludzkiej grozi sprowadzenie do bycia jedynie trybikiem w mechanizmie, który traktuje ją na równi z dobrem konsumpcyjnym, którego można używać, tak że – jak to niestety często widzimy – gdy życie nie odpowiada potrzebom tego mechanizmu, jest odrzucane bez większego wahania, jak w przypadku nieuleczalnie chorych, ludzi starszych, opuszczonych i pozbawionych opieki lub dzieci zabitych przed urodzeniem.

Jest to wielkie nieporozumienie, które ma miejsce „kiedy bierze górę absolutyzacja techniki”[6], doprowadzająca do „pomieszania środków i celów”[7]. Jest ona nieuniknionym wynikiem „kultury odrzucenia” i „agresywnego konsumizmu”. Przeciwnie, potwierdzenie godności osoby oznacza uznanie, że życie ludzkie jest cenne, że jest nam ono darmo dane, a zatem nie może być przedmiotem handlu czy sprzedaży. Wy, jako parlamentarzyści, jesteście powołani także do wielkiej misji, choć może się ona wydawać nieużyteczna: do troski o kruchość narodów i osób. Zatroszczenie się o kruchość oznacza siłę i tkliwość, oznacza walkę i owocność w kontekście modelu funkcjonalistycznego i prywatności, który nieuchronnie prowadzi do „kultury odrzucenia”. Zatroszczenie się o kruchość osób i narodów oznacza pielęgnowanie pamięci i nadziei; oznacza wzięcie na siebie ciężaru chwili obecnej w jej sytuacji najbardziej marginalnej i niepokojącej oraz bycie zdolnymi do namaszczenia jej godnością[8].

Jak zatem przywrócić nadzieję na przyszłość, aby wychodząc od młodych pokoleń odnaleźć ufność, by dążyć do wielkiego ideału Europy zjednoczonej, żyjącej w pokoju, twórczej i przedsiębiorczej, szanującej prawa i świadomej swoich obowiązków?

Pozwólcie, że odpowiadając na to pytanie posłużę się obrazem. Jednym z najbardziej znanych fresków Rafaela znajdujących się w Watykanie jest tzw. Szkoła Ateńska. W jego centrum znajdują się Platon i Arystoteles. Pierwszy z palcem wskazującym w górę, ku światu idei, można powiedzieć ku niebu; drugi wyciąga rękę do przodu, w kierunku widza, ku ziemi, ku konkretnej rzeczywistości. Wydaje mi się, że obraz ten dobrze opisuje Europę i jej historię, na którą składa się ciągłe spotkanie między niebem a ziemią, gdzie niebo wskazuje otwarcie na transcendencję, na Boga, które od zawsze wyróżniało Europejczyków, zaś ziemia przedstawia zdolność praktyczną i konkretną poradzenia sobie z sytuacjami i problemami.

Przyszłość Europy zależy od odkrycia żywotnego i nierozerwalnego powiązania między tymi dwoma elementami. Europa, która nie jest już w stanie otworzyć się na transcendentny wymiar życia, jest Europą, której powoli grozi zatracenie swej duszy, a także tego „ducha humanistycznego”, którego także kocha i broni.

Właśnie wychodząc od potrzeby otwartości na transcendencję, pragnę podkreślić centralne miejsce osoby ludzkiej, która w przeciwnym razie byłaby na łasce i niełasce mody i aktualnych władz. Dlatego uważam, że fundamentalne znaczenie ma nie tylko dziedzictwo, jakie chrześcijaństwo pozostawiło w przeszłości w kształtowaniu społeczno-kulturowym kontynentu, ale nade wszystko wkład, jaki zamierza wnieść dziś i w przyszłości do jego rozwoju. Taki wkład nie stanowi zagrożenia dla świeckiego charakteru państwa i dla niezależności instytucji Unii, ale ubogacenie. Wskazują na to ideały, jakie ją kształtowały od samego początku, takie jak pokój, zasada pomocniczości i solidarności, humanizm koncentrujący się na poszanowaniu godności osoby.

Dlatego pragnę ponowić zapewnienie o gotowości Stolicy Apostolskiej i Kościoła katolickiego, za pośrednictwem Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE), do prowadzenia owocnego, otwartego i przejrzystego dialogu z instytucjami Unii Europejskiej. Jestem również przekonany, że Europa, która byłaby w stanie docenić swoje korzenie religijne, umiejąc wydobyć ich bogactwo i potencjał, mogłaby być także bardziej odporna na tak wiele ekstremizmów, jakie plenią się we współczesnym świecie, także z powodu wielkiej pustki ideowej, z jaką mamy do czynienia na tak zwanym Zachodzie, ponieważ „to właśnie zapominanie o Bogu, a nie Jego uwielbienie, rodzi przemoc”[9].

Nie możemy w tym miejscu nie wspomnieć o wielu niesprawiedliwościach i prześladowaniach, jakie codziennie wymierzone są w mniejszości religijne, zwłaszcza chrześcijan, w różnych częściach świata. Wspólnoty i osoby będące przedmiotem barbarzyńskiej przemocy: wypędzani ze swoich domów i ojczyzn; sprzedawani jako niewolnicy; zabijani, ścinani, ukrzyżowani i spaleni żywcem przy haniebnym i sprzyjającym milczeniu wielu.

Motto Unii Europejskiej brzmi: Jedność w różnorodności. Ale jedność nie oznacza uniformizmu politycznego, gospodarczego, kulturalnego czy myśli. W istocie każda autentyczna jedność żyje bogactwem tworzących ją różnorodności: jak rodzina, która jest o tyle bardziej zjednoczona, o ile każdy z jej członków może bez lęku być dogłębnie sobą. W tym sensie uważam, że Europa powinna być rodziną narodów, które mogłyby odczuć bliskość instytucji Unii Europejskiej, o ile będą one w stanie umiejętnie połączyć ideał pożądanej jedności z właściwą każdemu różnorodnością, doceniając poszczególne tradycje; zdając sobie sprawę ze swej historii i korzeni; uwalniając się od wielu manipulacji i fobii. Umieszczenie w centrum osoby ludzkiej oznacza przede wszystkim zezwolenie, aby wyrażała ona swobodnie swe oblicze i swoją kreatywność, zarówno na poziomie jednostki jak i narodu.

Z drugiej strony szczególne właściwości każdego stanowią autentyczne bogactwo, o ile służą wszystkim. Zawsze należy przypominać architekturę właściwą Unii Europejskiej, u której podstaw tkwią zasady solidarności i pomocniczości, aby dominowała wzajemna pomoc i możliwe było podążanie naprzód, ożywiane wzajemnym zaufaniem.

W tej dynamice jedności-partykularności staje przed wami, Panie i Panowie eurodeputowani, także konieczność podjęcia odpowiedzialności za troskę o żywotność demokracji narodów Europy. Nie da się ukryć, że koncepcja homologacyjna globalizacji oddziałuje na żywotność systemu demokratycznego, osłabiając bogaty, owocny i konstruktywny spór organizacji i partii politycznych między sobą. W ten sposób pojawia się ryzyko życia w sferze idei, samego słowa, obrazu, sofizmatów… aż do mylenia rzeczywistości demokracji z nowym nominalizmem politycznym. Utrzymanie w Europie żywej demokracji wymaga unikania wielu „globalizujących sposobów” rozwadniania rzeczywistości: angelicznych puryzmów, dyktatury relatywizmów, fundamentalizmów antyhistorycznych, etycyzmów bez dobroci, intelektualizmów pozbawionych mądrości[10].

Zachowanie żywotności demokracji jest wyzwaniem tego momentu dziejowego, unikając, aby ich realna siła – ekspresywna siła polityczna narodów – była osłabiana w obliczu presji interesów wielonarodowych nieuniwersalnych, które je osłabiają i przekształcają w uniformujące systemy władzy finansowej, służące nieznanym imperiom. Jest to wyzwanie, przed którym stawia was dziś historia.

Dawanie Europie nadziei oznacza nie tylko uznawanie centralnego miejsca osoby ludzkiej, ale oznacza również promowanie jej talentów. Chodzi więc o inwestowanie w nią i w miejsca, gdzie jej talenty się kształtują oraz przynoszą owoce. Pierwszym takim obszarem jest zdecydowanie edukacja, wychodząc od rodziny, komórki podstawowej i cennego elementu każdego społeczeństwa. Rodzina zjednoczona, płodna i nierozerwalna wnosi z sobą elementy fundamentalne, by dać nadzieję na przyszłość. Bez tej solidności dochodzi się do budowania na piasku, z poważnymi konsekwencjami społecznymi. Z drugiej strony, podkreślanie znaczenia rodziny nie tylko pomaga dawać perspektywę i nadzieję nowym pokoleniom, ale także wielu osobom starszym, często zmuszonym do życia w warunkach samotności i opuszczenia, bo nie ma już ciepła ogniska domowego, które byłoby w stanie im towarzyszyć i wspierać ich.

Oprócz rodziny, są też instytucje edukacyjne: szkoły i uniwersytety. Edukacja nie może ograniczać się do zapewnienia jakiegoś zbioru wiedzy technicznej, ale powinna sprzyjać bardziej złożonemu procesowi rozwoju człowieka w jego całości. Dzisiejsza młodzież chce mieć możliwość formacji odpowiedniej i pełnej, aby spojrzeć na przyszłość z nadzieją, a nie z rozczarowaniem. Istnieje też wielki potencjał twórczy Europy w różnych dziedzinach poszukiwań naukowych, z których niektóre nie zostały jeszcze w pełni zbadane. Wystarczy pomyśleć na przykład o alternatywnych źródłach energii, których rozwój w znacznym stopniu przyniósłby korzyść ochronie środowiska.

Europa zawsze stała na pierwszej linii chwalebnego zaangażowania na rzecz ekologii. Nasza ziemia wymaga rzeczywiście stałej opieki i uwagi, a każdy jest osobiście odpowiedzialny za strzeżenie stworzenia, cennego daru, który Bóg umieścił w rękach ludzi. Oznacza to z jednej strony, że natura jest do naszej dyspozycji, możemy się z niej cieszyć i dobrze wykorzystywać; z drugiej jednak strony oznacza, że nie jesteśmy jej panami. Stróżami, ale nie panami. Dlatego też mamy ją miłować i szanować, a „tymczasem często kierujemy się pychą, dążąc do panowania, posiadania, manipulowania, wykorzystywania; nie «doglądamy go», nie szanujemy, nie uważamy za bezinteresowny dar, nad którym trzeba mieć pieczę…”[11] Poszanowanie środowiska oznacza więc nie tylko ograniczanie się i uniknie jego oszpecenia, ale również wykorzystywanie go dla dobra. Myślę przede wszystkim o sektorze rolniczym, który jest powołany, by dać człowiekowi wsparcie i pokarm. Nie można się godzić, by miliony ludzi na całym świecie umierały z głodu, podczas gdy codziennie tony artykułów żywnościowych wyrzuca się z naszych stołów. Ponadto poszanowanie przyrody przypomina nam, że sam człowiek jest jej podstawową częścią. Oprócz ekologii środowiska, potrzebna jest ta ekologia ludzka, na którą składa się poszanowanie osoby, o czym chciałem przypomnieć zwracając się do was dzisiaj.

Drugim obszarem, na którym rozwijają się talenty człowieka jest praca. Nadszedł czas, aby wspierać politykę zatrudnienia, ale przede wszystkim trzeba przywrócić godność pracy, zapewniając także odpowiednie warunki do jej realizacji. Oznacza to z jednej strony znalezienie nowych sposobów, by łączyć elastyczność rynku z potrzebą stabilności i pewnością perspektyw zatrudnienia, niezbędnych dla ludzkiego rozwoju pracowników; z drugiej strony, oznacza krzewienie odpowiedniego kontekstu społecznego, który nie zmierza do wyzysku ludzi, ale zapewnienia poprzez pracę możliwości budowania rodziny i wychowywania dzieci.

Podobnie, konieczne jest wspólne stawienie czoła problemowi migracji. Nie można się godzić z tym, by Morze Śródziemne było wielkim cmentarzem! Na łodziach, które codziennie docierają do wybrzeży europejskich są mężczyźni i kobiety potrzebujący gościnności i pomocy. Brak wzajemnego wsparcia w Unii Europejskiej grozi zachęcaniem do rozwiązań partykularnych problemu, które nie biorą pod uwagę ludzkiej godności imigrantów, sprzyjając pracy niewolniczej i nieustannym niepokojom społecznym. Europa będzie w stanie poradzić sobie z problemami związanymi z imigracją, jeśli będzie umiała jasno zaproponować swoją tożsamość kulturową i wprowadzić w życie odpowiednie ustawodawstwo, które potrafiłoby jednocześnie chronić prawa obywateli europejskich i zapewnić gościnność dla imigrantów; jeśli będzie umiała przyjąć politykę poprawną, odważną i konkretną, która pomoże krajom ich pochodzenia w rozwoju społeczno-politycznym i przezwyciężeniu konfliktów wewnętrznych – głównej przyczyny tego zjawiska – zamiast polityki interesów, która zwiększa i podsyca te konflikty. Trzeba zająć się przyczynami, a nie tylko skutkami.

Panie Sekretarzu Generalny, Pani Przewodnicząca, Ekscelencje, Panie i Panowie deputowani,

Świadomość własnej tożsamości jest też konieczna, aby prowadzić kreatywny dialog z państwami, które zwróciły się o przystąpienie w przyszłości do Unii Europejskiej. Myślę szczególnie o krajach bałkańskich, dla których wejście do Unii Europejskiej będzie mogło służyć realizacji ideału pokoju w tym regionie, który poważnie ucierpiał z powodu konfliktów w przeszłości. Wreszcie świadomość własnej tożsamości jest niezbędna w kontaktach z innymi sąsiadującymi państwami, szczególnie leżącymi nad Morzem Śródziemnym, z których wiele cierpi z powodu konfliktów wewnętrznych i presji fundamentalizmu religijnego oraz międzynarodowego terroryzmu.

Do was, ustawodawców, należy zadanie zachowania i rozwoju tożsamości europejskiej, aby obywatele odzyskali zaufanie do instytucji Unii i do projektu pokoju i przyjaźni, który jest jej fundamentem. Wiedzcie, że „im bardziej wzrasta potęga ludzi, tym bardziej rozszerza się ich odpowiedzialność, czy to w przypadku jednostek, czy zbiorowości”[12]. Zachęcam was więc do pracy, aby Europa na nowo odkryła swą dobrą duszę.

Pewien anonimowy autor z II wieku pisał, że „czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie”[13]. Zadaniem duszy jest wspieranie ciała, bycie jego sumieniem i pamięcią historyczną. A historia dwóch tysięcy lat wiąże Europę i chrześcijaństwo. Historia nie wolna od konfliktów i błędów, ale zawsze ożywiana pragnieniem zbudowania dobra. Widzimy to w pięknie naszych miast, a jeszcze bardziej w pięknie wielu dzieł miłosierdzia i wspólnego wzrastania, które kształtują kontynent. Ta historia w dużej części jest jeszcze do napisania. Jest ona naszą teraźniejszością i także naszą przyszłością. Jest ona naszą tożsamością. A Europa bardzo potrzebuje odkrycia na nowo swojego oblicza, aby się rozwijać, zgodnie z duchem swoich ojców założycieli, w pokoju i zgodzie, bo sama nie jest jeszcze wolna od konfliktów.

Drodzy eurodeputowani, nadeszła pora, aby wspólnie budować Europę, która nie obraca się wokół gospodarki, ale wokół świętości osoby ludzkiej, wartości niezbywalnych; Europę śmiało obejmującą swoją przeszłość i z ufnością spoglądającą na swoją przyszłość, aby w pełni i z nadzieją żyć swoją teraźniejszością. Nadeszła chwila, aby porzucić ideę Europy przestraszonej i zamkniętej w sobie, aby rozbudzić i krzewić Europę uczestniczącą, niosącą wiedzę, sztukę, muzykę, wartości humanistyczne, a także wartości wiary. Europę kontemplującą niebo i dążącą do ideałów; Europę, która opiekuje się, broni i chroni człowieka; Europę podążającą po ziemi bezpiecznej i solidnej, będącą cennym punktem odniesienia dla całej ludzkości!

Dziękuję.

[1] JAN PAWEŁ II, Przemówienie w Parlamencie Europejskim,11 października 1988, n.5.

[2] JAN PAWEŁ II, Przemówienie do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, 8 października 1988, 3.

[3] Por. BENEDYKT XVI, Caritats in veritate, 7; Sobór Wat. II, Konst. duszpast. Gaudium et spes, 26.

[4] Por. Kompendium nauki społecznej Kościoła, 37.

[5] Por. Evangelii gaudium, 55.

[6] BENEDYKT XVI, Caritats in veritate, 71.

[7] tamże

[8] Por. Evangelii gaudium, 209.

[9] BENEDYKT XVI, Przemówienie do członków korpusu dyplomatycznego, 7 stycznia 2013.

[10] Por. Evangelii gaudium, 231.

[11] FRANCISZEK, Audiencja ogólna, 5 czerwca 2013.

[12] Gaudium et spes, 34.

[13] Por. List do Diogeneta, 6.

https://www.youtube.com/watch?feature=p ... DQzoc2NIBM

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4764
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Przemówienie papieża Franciszka wygłoszone na forum Parl

Post autor: Agnieszka Weychan » 25 lis 2014, 20:03

Przemówienie papieża Franciszka wygłoszone na forum Rady Europy

Panie Sekretarzu Generalny, Pani Przewodnicząca,

Ekscelencje, Panie i Panowie,

Cieszę się, że mogę zabrać głos na tym forum, które reprezentuje znaczące przedstawicielstwo Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, Przedstawicieli krajów członkowskich, sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jak również różnych instytucji tworzących Radę Europy. Rzeczywiście w tej auli obecna jest niemal cała Europa, wraz z jej narodami, językami, ich tożsamością kulturową i religijną, stanowiącymi bogactwo tego kontynentu. Jestem szczególnie wdzięczny Sekretarzowi Generalnemu Rady Europy, panu Thorbjørn Jaglandowi za uprzejme zaproszenie i za skierowane do mnie miłe słowa powitania. Pozdrawiam panią Anne Brasseur, przewodniczącą Zgromadzenia Parlamentarnego, a także przedstawicieli różnych instytucji tworzących Radę Europy. Serdecznie wam wszystkim dziękuję za niestrudzone zaangażowanie i wkład w zapewnienie pokoju w Europie, przez promowanie demokracji, praw człowieka i państwa prawa.

W zamiarze swoich ojców założycieli Rada Europy, która w tym roku obchodzi swoją 65. rocznicę istnienia, odpowiadała na ideowe dążenie do jedności, które wiele razy od czasów starożytnych pobudzało życie kontynentu. Jednakże na przestrzeni wieków często dominowały bodźce partykularne, charakteryzujące się następującymi po sobie różnymi dążeniami do hegemonii. Wystarczy pomyśleć, że dziesięć lat przed owym 5 maja 1949 r., kiedy podpisano w Londynie traktat ustanawiający Radę Europy, rozpoczynał się najkrwawszy i najbardziej rozdzierający konflikt, jaki pamiętają te ziemie, a którego podziały trwały przez szereg następnych lat, gdy tak zwana żelazna kurtyna dzieliła kontynent od Bałtyku do Zatoki Triesteńskiej. Plan ojców założycieli polegał na odbudowie Europy w duchu wzajemnej służby, który także dzisiaj, w świecie bardziej skłonnym do rewindykacji niż do służby, musi stanowić podstawę misji Rady Europy na rzecz pokoju, wolności i godności człowieka.

Z drugiej strony, uprzywilejowaną drogą do pokoju – by uniknąć powtórzenia się tego, co miało miejsce podczas dwóch wojen światowych ubiegłego wieku – jest uznanie w drugim nie wroga, którego należy pokonać, lecz brata, którego trzeba przyjąć. Chodzi o proces nieustanny, którego nigdy nie można uznać za w pełni osiągnięty. To właśnie było intuicją ojców założycieli, którzy zrozumieli, że pokój jest dobrem, które trzeba nieustannie zdobywać, wymagającym bezwzględnej czujności. Zdawali sobie sprawę, że wojny są podsycane zamiarem zdobycia przestrzeni, usiłowaniem skrystalizowania i zatrzymania procesów; dążyli natomiast do pokoju, który można osiągnąć tylko w stałej postawie inicjowania procesów i ich rozwijania.

W ten sposób potwierdzali wolę podążania naprzód, dojrzewając z czasem, bo to właśnie czas rządzi przestrzeniami, oświeca je i przekształca w łańcuchu ciągłego wzrostu, bez dróg powrotu. Tak więc budowanie pokoju wymaga uprzywilejowania działań rodzących nową dynamikę w społeczeństwie i angażujących inne osoby i grupy, które je rozwiną, aż przyniosą owoc w ważnych wydarzeniach historycznych .

Z tego powodu utworzyli ten trwały organizm. Kilka lat później, błogosławiony Paweł VI przypomniał, że „nawet instytucje, których zadaniem i zasługą jest głoszenie i utrzymywanie pokoju w porządku prawnym i w stosunkach międzynarodowych, swój opatrznościowy cel osiągają tylko wtedy, jeżeli są nieustannie czynne, jeżeli w każdej chwili umieją rodzić pokój, umieją tworzyć pokój” . Konieczny jest nieustanny proces humanizacji, bowiem „nie wystarczy zażegnać wojny, wstrzymać walki (…), nie wystarczy pokój narzucony, pokój utylitarny i prowizoryczny. Trzeba dążyć do pokoju kochanego, wolnego, braterskiego, czyli do pokoju opartego na pojednaniu dusz” . Oznacza to rozwijanie procesów bez niepokoju, ale z pewnością, z jasnymi przekonaniami i wytrwałością.

By zdobyć dobro pokoju trzeba przede wszystkim do niego wychowywać, odrzucając kulturę konfliktu, która dąży do zastraszenia drugiego, do zepchnięcia na margines tych, którzy myślą lub żyją w inny sposób. To prawda, że konflikt nie może być ignorowany czy też ukrywany, ale trzeba go podjąć. Ale jeśli pozostajemy w jego pułapce, tracimy perspektywę, zacieśniają się horyzonty, a rzeczywistość staje się fragmentaryczna. Gdy się zatrzymujemy w sytuacji konfliktowej, tracimy poczucie głębokiej jedności rzeczywistości , powstrzymujemy historię i popadamy w wewnętrzne wyniszczanie się bezowocnych sprzeczności.

Niestety, nadal nazbyt często dochodzi do ataków na pokój. Dzieje się tak w wielu częściach świata, gdzie szaleją różnego rodzaju konflikty. Dzieje się tak także tutaj, w Europie, gdzie nie ustają napięcia. Ileż bólu i jak wielu zabitych nadal na tym kontynencie, który tęskni za pokojem, a mimo to łatwo poddaje się pokusom przeszłości! Dlatego ważne jest i dodające otuchy dzieło Rady Europy w poszukiwaniu politycznego rozwiązania aktualnych kryzysów.

W pokój wymierzone są jednak również inne formy konfliktu, takie jak międzynarodowy terroryzm na tle religijnym, żywiący głęboką pogardę dla życia ludzkiego i zbierający na oślep niewinne ofiary. Zjawisko to jest niestety bardzo często wspomagane przez niczym nie zakłócony handel bronią. Kościół głosi, że „wyścig zbrojeń stanowi najgroźniejszą plagę ludzkości, a równocześnie nieznośną krzywdę dla ubogich” . Pokój jest również pogwałcony przez handel ludźmi, będący nowym niewolnictwem naszych czasów, który zamienia osoby w towar, pozbawiając ofiary wszelkiej godności. Nierzadko możemy zauważyć, że zjawiska te są ze sobą powiązane. Rada Europy, za pośrednictwem swoich komitetów i grup ekspertów, odgrywa ważną i znaczącą rolę w zwalczaniu tych form okrucieństwa.

Jednak pokój nie jest jedynie brakiem wojny, konfliktów i napięć. W wizji chrześcijańskiej jest on równocześnie darem Boga i owocem wolnego i racjonalnego działania człowieka, który zamierza realizować dobro wspólne w prawdzie i miłości. „Ten porządek intelektualny i moralny opiera się właśnie na decyzji ludzkiego sumienia w poszukiwaniu harmonii we wzajemnych stosunkach, w poszanowaniu powszechnej sprawiedliwości dla wszystkich” .

Jak więc dążyć do ambitnego celu pokoju?

Droga obrana przez Radę Europy to przede wszystkim promocja praw człowieka, z którą wiąże się rozwój demokracji i państwa prawa. Jest to praca szczególnie cenna, z istotnymi implikacjami etycznymi i społecznymi, ponieważ od poprawnego rozumienia tych pojęć i stałej refleksji na ich temat zależy rozwój naszych społeczeństw, ich pokojowe współistnienie oraz ich przyszłość. Takie studium jest jednym z największych wkładów, jaki Europa dała i nadal daje całemu światu.

Dlatego w tym miejscu czuję się w obowiązku przypomnieć odpowiedzialność Europejczyków i ich wkład w rozwój kulturowy ludzkości. Chciałbym to uczynić wychodząc od obrazu zaczerpniętego od włoskiego dwudziestowiecznego poety, Clemente Rebora, który w jednym ze swych utworów opisuje topolę, z gałęziami wznoszącymi się ku niebu i poruszanymi wiatrem, której pień trwa mocno wraz głębokimi korzeniami ugruntowanymi w ziemi . W pewnym sensie w tym świetle możemy pomyśleć o Europie.

W ciągu swojej historii zawsze dążyła ona ku temu, co wzniosłe, ku nowym ambitnym celom, ożywiana nienasyconym pragnieniem poznania, rozwoju, postępu, pokoju i jedności. Jednak wznoszenie się myśli, kultury, odkryć naukowych jest możliwe jedynie dzięki solidności pnia i zagłębieniu korzeni, które go karmią. Jeśli utracone zostaną korzenie, pień powoli staje się pusty w środku i umiera, a gałęzie – niegdyś bujne i proste – chylą się ku ziemi i opadają. Na tym polega być może jeden z najbardziej niezrozumiałych paradoksów wyizolowanej mentalności naukowej: aby zmierzać ku przyszłości potrzebna jest przeszłość, konieczne są głębokie korzenie, potrzebna jest także odwaga, by nie ukrywać się przed chwilą obecną i jej wyzwaniami. Potrzebna jest pamięć, odwaga, zdrowa i ludzka utopia.

Z drugiej strony – zauważa Rebora – „pień się pogrąża w to, co najprawdziwsze” . Korzenie karmią się prawdą, stanowiącą pokarm, siłę napędową każdego społeczeństwa, które chce być naprawdę wolne, humanistyczne i solidarne. Z drugiej strony, prawda odwołuje się do sumienia, którego nie można ograniczać do uwarunkowań, i z tego względu jest ono zdolne do poznania swej godności i otwarcia się na absolut, stając się źródłem fundamentalnych wyborów, którymi kieruje poszukiwanie dobra dla innych i dla siebie, oraz miejscem odpowiedzialnej wolności .

Należy również pamiętać, że bez tego poszukiwania prawdy, każdy staje się miarą samego siebie i swoich działań, torując drogę do subiektywistycznego potwierdzenia praw, tak, że pojęcie praw człowieka, które samo w sobie ma wartość uniwersalną, zastępuje się ideą prawa indywidualistycznego. Prowadzi to do zasadniczego niedostrzegania innych i promowania owej globalizacji obojętności, jaka rodzi się z egoizmu, jako owoc koncepcji człowieka niezdolnego do przyjęcia prawdy i życia autentycznym wymiarem społecznym.

Taki indywidualizm czyni po ludzku ubogimi i kulturowo bezpłodnymi, ponieważ faktycznie odcina te płodne korzenie, na których wznosi się drzewo. Z obojętnego indywidualizmu rodzi się kult bogactwa, któremu odpowiada kultura odrzucenia, w jakiej jesteśmy zanurzeni. Mamy w istocie zbyt wiele rzeczy, które często nie są potrzebne, ale nie jesteśmy już w stanie zbudować autentycznych relacji międzyludzkich, naznaczonych prawdą i wzajemnym szacunkiem. W ten sposób mamy dziś przed oczyma obraz Europy poranionej zarówno ze względu na wiele doświadczeń przeszłości, jak i z powodu kryzysu chwili obecnej, któremu zdaje się już nie być zdolna stawić czoło z witalnością i energią czasów minionych. Europy trochę zmęczonej i pesymistycznej, czującej się oblężoną nowościami pochodzącymi z innych kontynentów.

Możemy Europie postawić pytanie: gdzie jest twój wigor? Gdzie jest owo dążenie ideowe, które ożywiało i czyniło twoją historię wspaniałą? Gdzie jest twój duch zaciekawionej przebojowości? Gdzie jest twe pragnienie prawdy, które dotąd z pasją przekazywałaś światu?

Od odpowiedzi na te pytania będzie zależeć przyszłość kontynentu. Z drugiej strony – wracając do obrazu Rebory – pień bez korzeni może nadal nosić pozory życia, ale w środku jest pusty i umiera. Europa musi się zastanowić, czy jej ogromne dziedzictwo humanistyczne, artystyczne, techniczne, społeczne, polityczne, gospodarcze i religijne jest zwyczajnym zabytkiem muzealnym przeszłości, czy też jest jeszcze ona w stanie zainspirować kulturę i otworzyć swoje skarby dla całej ludzkości. W odpowiedzi na to pytanie rolę pierwszorzędną odgrywają Rada Europy i jej instytucje.

Myślę szczególnie o roli Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który jest w jakiś sposób „sumieniem” Europy w zakresie poszanowania praw człowieka. Chciałbym, aby sumienie to coraz bardziej dojrzewało, nie tyle przez marne porozumienie między stronami, ile jako owoc dążenia ku tym głębokim korzeniom, stanowiącym fundament, na którym postanowili budować ojcowie założyciele współczesnej Europy.

Obok korzeni, których trzeba szukać, zachować żywymi przez codzienne ćwiczenie pamięci, gdyż stanowią bogactwo genetyczne Europy – istnieją aktualne wyzwania kontynentu, zmuszające nas do ciągłej kreatywności, aby te korzenie owocowały w dniu dzisiejszym i rzutowały na utopie przyszłości. Pozwolę sobie wymienić tylko dwa: wyzwanie wielobiegunowości i wyzwanie przekraczania podziałów.

Historia Europy może nas prowadzić do pojmowania jej naiwnie jako pewnej dwubiegunowości, lub nawet jako pewnej trójbiegunowości (przypomnijmy dawną koncepcję: Rzym – Bizancjum – Moskwa), i do interpretowania teraźniejszość oraz wybiegania ku utopiom przyszłości w tych ramach, będących owocem redukcjonizmów geopolitycznych.

Dzisiaj tak nie jest i możemy zasadnie mówić o Europie wielobiegunowej. Napięcia – zarówno te, które budują, jak i te, które dezintegrują, istnieją między wieloma biegunami kulturowymi, religijnymi i politycznymi. Europa stoi obecnie przed wyzwaniem „globalizacji” tej wielobiegunowości w sposób oryginalny. Kultury niekoniecznie utożsamiają się z krajami: niektóre z nich mają różne kultury, a niektóre kultury wyrażają się w różnych krajach. To samo dzieje się z przejawami życia politycznego, religijnego i asocjacyjnego.

Globalizacja wielobiegunowości w sposób oryginalny pociąga za sobą wyzwanie harmonii konstruktywnej, wolnej od hegemonii, które choć pragmatycznie wydawałyby się ułatwić drogę, prowadzą w ostateczności do zniszczenia oryginalności kulturowej i religijnej narodów.

Mówienie o wielobiegunowości europejskiej oznacza mówienie o narodach, które się rodzą, rozwijają i wybiegają w przyszłość. Nie możemy sobie wyobrazić zadania globalizacji wielobiegunowości Europy na kształt kuli – gdzie wszystko jest równe i uporządkowane, ale okazuje się ograniczające, ponieważ każdy punkt jest jednakowo odległy od centrum – ale raczej jako wielościan, gdzie harmonijna całość zachowuje szczególne cechy każdej z części. Dzisiaj Europa jest wielobiegunowa w swych relacjach i napięciach. Nie można ani myśleć, ani też budować Europy bez dogłębnego podjęcia tej wielobiegunowej rzeczywistości.

Innym wyzwaniem, o którym chciałbym wspomnieć jest przekraczanie podziałów. Wyjdę z własnego doświadczenia: podczas spotkań z politykami różnych krajów Europy mogłem zauważyć, że młodzi politycy stawiają czoło rzeczywistości z innej perspektywy niż ich starsi koledzy. Może wypowiadają rzeczy pozornie podobne, ale podejście jest inne. Dotyczy to młodych polityków różnych partii. Ten empiryczny fakt wskazuje na pewną rzeczywistość współczesnej Europy, której nie można pominąć na drodze konsolidacji kontynentu i w myśleniu o jego przyszłości: uwzględnienie tego przekraczania podziałów, z jakim mamy do czynienia we wszystkich dziedzinach. Nie można tego uczynić nie odwołując się do dialogu, także dialogu między pokoleniami. Gdybyśmy chcieli zdefiniować dziś kontynent, to powinniśmy mówić o Europie dialogującej, sprawiającej, że przekraczanie podziałów opinii i refleksji może służyć narodom harmonijnie zjednoczonym.

Podjęcie tej drogi komunikacji przekraczającej podziały oznacza nie tylko empatię między pokoleniami, ale także historyczną metodę rozwoju. W dzisiejszym świecie politycznym Europy dialog wyłącznie wewnątrz organizmów własnej przynależności (politycznych, religijnych, kulturalnych) okazuje się bezpłodny. Historia wymaga dziś zdolności wyjścia ze struktur „zawierających” swą tożsamość na spotkanie, aby uczynić ją silniejszą i bardziej owocną w braterskiej konfrontacji przekraczania podziałów. Europa, która prowadzi dialog jedynie w ramach zamkniętych grup przynależności, pozostaje w połowie drogi. Potrzebny jest duch młodzieńczy, akceptujący wyzwanie przekraczania podziałów.

W tej perspektywie z zadowoleniem przyjmuję wolę Rady Europy, by zaangażować się w dialog międzykulturowy, łącznie z jego wymiarem religijnym, poprzez Spotkania na temat wymiaru religijnego dialogu międzykulturowego. Jest to korzystna okazja do otwartej, naznaczonej szacunkiem i ubogacającej wymiany między osobami i grupami o różnym pochodzeniu, tradycji etnicznej, językowej i religijnej, w duchu zrozumienia i wzajemnego szacunku.

Spotkania te wydają się być szczególnie istotne w aktualnym środowisku wielokulturowym, wielobiegunowym, poszukującym swego oblicza, aby mądrze połączyć tożsamość europejską, jaka ukształtowała się przez wieki, z żądaniami docierającymi od innych narodów, które obecnie przybywają na kontynent.

W tej logice należy pojmować wkład, jaki chrześcijaństwo może wnieść dziś do europejskiego rozwoju kulturalnego i społecznego w ramach właściwej relacji między religią a społeczeństwem. W wizji chrześcijańskiej wiara i rozum, religia i społeczeństwa, są wezwane, by wzajemnie się oświecać, wspierając się nawzajem i w razie potrzeby, oczyszczać się obustronnie z ekstremizmów ideologicznych, w które mogą popaść. Całe społeczeństwo europejskie może jedynie odnieść korzyść z odrodzenia więzi między tymi dwoma obszarami, zarówno by stawić czoło fundamentalizmowi religijnemu, który jest przede wszystkim nieprzyjacielem Boga, jak i uporać się z rozumem „zredukowanym”, który nie przysparza chluby człowiekowi.

Jestem przekonany, że istnieją dość liczne i aktualne zagadnienia, w których może mieć miejsce wzajemne ubogacenie, gdzie Kościół katolicki – w szczególności przez Radę Konferencji Biskupów Europy (CCEE) – może współpracować z Radą Europy i wnieść znaczący wkład. Przede wszystkim – w świetle tego, co przed chwilą powiedziałem – jest to przestrzeń refleksji etycznej nad prawami człowieka, do której wasze Zgromadzenie często jest wzywane. Mam tu na myśli szczególnie kwestie związane z ochroną życia ludzkiego, kwestie wrażliwe, wymagające poddania wnikliwej analizie, która bierze pod uwagę prawdę o całej istocie ludzkiej, nie ograniczając się do specyficznych środowisk medycznych, naukowych czy prawniczych.

Podobnie, istnieje wiele wyzwań współczesnego świata wymagających studium i wspólnego zaangażowania, począwszy od gościnności dla imigrantów, którzy potrzebują przede wszystkim tego, co niezbędne do życia, ale nade wszystko, aby uznano ich godność osoby. Jest także następnie cały poważny problem pracy, zwłaszcza ze względu na wysoki poziom bezrobocia wśród młodzieży, z jakim mamy do czynienia w wielu krajach – prawdziwe obciążenie na przyszłość – ale również ze względu na kwestię godności pracy.

Gorąco życzę, aby została nawiązana nowa współpraca społeczna i gospodarcza, wolna od uwarunkowań ideologicznych, potrafiąca stawić czoło zglobalizowanemu światu, podtrzymując żywe owo poczucie solidarności i wzajemnego miłosierdzia, które tak bardzo naznaczyło oblicze Europy dzięki wielkodusznemu dziełu setek mężczyzn i kobiet – niektórych z nich Kościół katolicki uznaje za świętych – którzy na przestrzeni wieków przyczynili się do rozwoju kontynentu, zarówno poprzez działalność gospodarczą, jak i dzieła edukacyjne, pomocy i ludzkiej promocji. Zwłaszcza te ostatnie są ważnym punktem odniesienia dla wielu biednych żyjących w Europie. Iluż ich jest na naszych ulicach! Proszą oni nie tylko o chleb, aby się utrzymać, co jest najbardziej elementarnym z praw, ale również o odkrycie wartości swego życia, o której łatwo zapomnieć na skutek ubóstwa, jak też o odzyskanie godności, jaką daje praca.

Wreszcie, wśród kwestii wymagających naszej refleksji i współpracy znajduje się ochrona środowiska, naszej ukochanej Ziemi, będącej wielkim bogactwem, jakie dał nam Bóg i które jest do naszej dyspozycji, nie po to, aby była oszpecona, eksploatowana i upodlona, ale abyśmy ciesząc się jej ogromnym pięknem mogli godnie żyć.

Pani Przewodnicząca, panie Sekretarzu Generalny, Ekscelencje, Panie i Panowie,

Błogosławiony Paweł VI określił Kościół jako „znawcę spraw ludzkich” . Pomimo grzechów swoich dzieci, na wzór Chrystusa nie szuka on w świecie niczego innego, jak służenia i dawania świadectwa prawdzie . Nic poza tym duchem nie kieruje nami we wspieraniu dróg ludzkości.

Z tym nastawieniem Stolica Apostolska zamierza kontynuować współpracę z Radą Europy, która odgrywa dzisiaj fundamentalną rolę w kształtowaniu mentalności przyszłych pokoleń Europejczyków. Chodzi o wspólne podejmowanie szeroko zakrojonej dyskusji, aby powstała „nowa agora”, na której każda instancja cywilna i religijna mogłaby swobodnie wymieniać opinie z innymi, oddzielając jednak płaszczyzny i w różnorodności stanowisk, dyskusji animowanej jedynie pragnieniem prawdy i budowania dobra wspólnego. Kultura bowiem zawsze rodzi się z wzajemnego spotkania, pragnącego rozbudzić bogactwo intelektualne i kreatywność tych, którzy biorą w nim udział. Jest to nie tylko realizacją dobra, ale też jest pięknem. Życzę, aby Europa, odkrywając na nowo swoje historyczne dziedzictwo i głębię swych korzeni, podejmując swą żywą wielobiegunowość i zjawisko dialogującego przekraczania podziałów, odnalazła ową młodość ducha, która uczyniła ją owocną i wielką.

Dziękuję.

https://www.youtube.com/watch?feature=p ... szbL5VrAXM

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4764
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Przemówienia/ słowa papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 08 mar 2015, 10:04

Terapie paliatywne nie ocalają życia, ale godność osoby

„Opieka nad osobą starszą i terapie paliatywne” to temat trwającej w Watykanie od 5 do 7 marca sesji plenarnej Papieskiej Akademii „Pro Vita”. Dotyczy ona dziedziny medycyny, która zajmuje się nieuleczalnie chorymi, niosąc im ulgę w cierpieniach. Nawiązał do tego Papież, spotykając się z uczestnikami obrad.

Jak podkreślił Papież, ten typ opieki świadczy, że osoba ludzka, nawet naznaczona starością i chorobą, stale jest cenna. Bóg zawsze ją kocha. Gdy dochodzi ona do schyłku życia, musimy nieść jej jak najlepszą pomoc. Wymaga tego od nas Boże przykazanie „Czcij ojca swego i matkę swoją”, które w szerszym sensie dotyczy wszystkich ludzi starszych.

Pismo Święte surowo gani tych, którzy zaniedbują i opuszczają rodziców, co dziś niestety, jak przypomniał papież Franciszek, często się zdarza. Zwrócił on uwagę, że medycyna winna być w społeczeństwie świadectwem oddawania czci osobie starszej i każdej istocie ludzkiej. Lekarze nie mają kierować się tylko skutecznością terapii czy zyskiem, a państwo nie może chcieć zarabiać na medycynie. Najważniejszym obowiązkiem społeczeństwa jest troska o osobę.

„Terapie paliatywne mają na celu złagodzenie cierpień w końcowym stadium choroby i równoczesne zapewnienie pacjentowi właściwej ludzkiej pomocy (por. Jan Paweł II, enc. Evangelium vitae, 65). Chodzi o wsparcie ważne zwłaszcza dla osób starszych, na które ze względu na ich wiek medycyna lecznicza zwraca coraz mniej uwagi i często pozostają one opuszczone” – przypomniał papież Franciszek.

- Opuszczenie to najcięższa «choroba» osoby starszej, a również największa niesprawiedliwość, jakiej może ona doznać. Ci, którzy nam pomagali wzrastać, nie mogą zostać opuszczeni, kiedy potrzebują naszej pomocy, naszej miłości i czułości. Bardzo cenię wasze zaangażowanie na polu nauki i kultury celem zapewnienia, aby terapie paliatywne mogły dotrzeć do tych wszystkich, którzy ich potrzebują. Zachęcam pracowników służby zdrowia i studentów do specjalizowania się w tego typu opiece, która nie ma mniejszej wartości z tej racji, że «nie ratuje życia». Terapie paliatywne dokonują czegoś równie ważnego: doceniają osobę –tłumaczył Papież.

Ojciec Święty zachęcił wszystkich zajmujących się terapiami paliatywnymi, by czynili to zawsze w duchu służby. Wskazał, że medycyna musi mieć zawsze na względzie dobro człowieka, którego nigdy nie osiąga się działając przeciwko jego życiu i godności. Papież przypomniał też apel św. Jana Pawła II z encykliki Evangelium vitae: „Szanuj, broń, miłuj życie i służ życiu, każdemu życiu ludzkiemu! Tylko na tej drodze znajdziesz sprawiedliwość, rozwój, prawdziwą wolność, pokój i szczęście!” (5).

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4764
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Przemówienia/ słowa papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 08 mar 2015, 10:04

Słowo Ojca Świętego Franciszka wygłoszone do przedstawicieli Drogi Neokatechumenalnej


Drodzy Bracia i Siostry!

Dzień dobry wszystkim! I bardzo chcę podziękować za wasze przybycie na to spotkanie. Zadaniem Piotra jest umacniać braci w wierze. Także wy zechcieliście tym gestem poprosić Następcę Piotra, aby umocnił wasze powołanie, wsparł waszą misję, aby pobłogosławił wasz charyzmat. I ja dzisiaj potwierdzam wasze powołanie i błogosławię wasz charyzmat! Czynię to nie dlatego, że (Kiko) mi za to zapłacił, nie! Czynię to, bo chcę tego. Pójdziecie w imię Chrystusa na cały świat, by zanieść Jego Ewangelię. Niech Chrystus was poprzedza, towarzyszy wam i doprowadzi do dopełnienia zbawienia, którego jesteście zwiastunami! Wraz z wami pozdrawiam wszystkich Kardynałów i Biskupów, którzy dzisiaj wam towarzyszą i którzy w swoich diecezjach wspierają waszą misję. W sposób szczególny pozdrawiam inicjatorów Drogi Neokatechumenalnej, Kiko Argüello i Carmen Hernández, wraz z Ojcem Mario Pezzi: także im pragnę wyrazić moje uznanie i poparcie dla wszystkiego, co poprzez Drogę czynią dla dobra Kościoła. Zawsze powtarzam, że Droga Neokatechumenalna czyni wiele dobra dla Kościoła.

Tak jak powiedział Kiko, nasze dzisiejsze spotkanie jest posłaniem misyjnym, w posłuszeństwie temu, o co prosił nas Chrystus a co usłyszeliśmy w Ewangelii. I jestem szczególnie zadowolony z tego, że wasza misja realizuje się dzięki rodzinom chrześcijańskim zjednoczonym we wspólnocie; za swoją misję uznają one dawanie dowodów wiary, które pociągną innych do piękna Ewangelii, zgodnie ze słowami Chrystusa: Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi (por. J 13,34), i bądźcie jedno, by świat uwierzył (por. J 17,21).

Te wspólnoty powołane przez biskupów składają się z prezbitera i czterech lub pięciu rodzin wraz z dziećmi – również dorosłymi – i stanowią misję ad gentes, z nakazem ewangelizacji niechrześcijan. Niechrześcijan, którzy nigdy nie słyszeli o Jezusie Chrystusie, i wielu niechrześcijan, którzy zapomnieli, kim był Jezus Chrystus, kim jest Jezus Chrystus; niechrześcijan ochrzczonych, którzy poprzez sekularyzację, światowość i inne sprawy zapomnieli o wiarze. Obudźcie te wiarę! Jeszcze przed słowem świadectwem waszego życia ukazujecie sedno Chrystusowego objawienia, a więc to, że Bóg kocha człowieka aż po pójście za niego na śmierć i przez Ojca został On przywrócony do życia, abyśmy otrzymali łaskę oddawania naszego życia za braci. Współczesny świat potrzebuje tego ważnego przesłania. Ile samotności, ile cierpienia, ile oddalenia się od Boga na wielu peryferiach Europy, Ameryki i w wielu miastach Azji. Jak bardzo współczesny człowiek na każdej szerokości geograficznej potrzebuje słyszeć, że Bóg go kocha i że miłość jest możliwa. Te wspólnoty chrześcijańskie, dzięki wam, rodzinom misyjnym, mają to podstawowe zadanie, aby uczynić widzialnym to przesłanie. A jakie jest to przesłanie? “Chrystus zmartwychwstał, Chrytus żyje! Chrytus żywy posród nas!”.

Otrzymaliście siłę, by pozostawić wszystko i wyruszyć do ziem dalekich, dzięki drodze inicjacji chrześcijańskiej, przeżywanej w małych wspólnotach, w których odkryliście ogromne bogactwa waszego Chrztu. To jest Droga Neokatechumenalna, prawdziwy dar Opatrzności dla Kościoła naszego czasu, jak potwierdzili to już moi poprzednicy: przede wszystkim Święty Jan Paweł II, kiedy powiedział do was te słowa: „Uznaję Drogę Neokatechumenalną jako drogę formacji chrześcijańskiej ważnej dla społeczności i dla współczesnych czasów” (Epist. Ogniqualvolta, 30 agosto 1990: AAS 82 [1990], 1515). Droga opiera się na tych trzech płaszczyznach Kościoła, jakimi są Słowo, Liturgia i Wspólnota. Dlatego nieustanne i posłuszne słuchanie Słowa Bożego, celebracja eucharystyczna w małych grupach po pierwszych Nieszporach niedzieli, celebracja Jutrzni w dzień Pański w rodzinie z dziećmi i dzielenie się własną wiarą z innym braćmi są źródłem wielu darów, którymi obficie obdarował was Pan, jak np. liczne powołania do prezbiteratu i życia konsekrowanego. Widzieć to wszystko jest ogromną pociechą, ponieważ potwierdza to, że Duch Święty jest żywy i działa w swoim Kościele również i dziś i odpowiada na potrzeby współczesnego człowieka.

Przy wielu okazjach uczulałem na konieczność przejścia Kościoła „od duszpasterstwa zwykłego zachowywania stanu rzeczy do duszpasterstwa zdecydowanie misyjnego” (por. Evangelii gaudium, 15). Ile razy zamykamy Jezusa w środku Kościoła i nie pozwalamy Mu wyjść… Ile razy! Jest to rzecz najważniejsza do zrobienia, jeśli nie chcemy, aby wody w Kościele zaszły mułem. Droga od lat realizuje tę misję ad gentes pośród niechrześcijan dla zaszczepienia Kościoła, nowej obecności Kościoła tam, gdzie go nie ma albo gdzie nie jest już w stanie dotrzeć do ludzi. „Ileż radości dajecie nam swoją obecnością i waszą działalnością” – powiedział do was Błogosławiony Papież Paweł VI podczas swej pierwszej audiencji z wami (8 maggio 1974: Insegnamenti di Paolo VI, XII [1974], 407). Również i ja czynię swoimi te słowa i chcę dodać wam odwagi, byście szli do przodu; powierzam was opiece Najświętszej Maryi Panny, która natchnęła Drogę Neokatechumenatu. Ona wstawia się za wami przed swoim Boskim Synem.

Najdrożsi, niech Bóg wam towarzyszy. Wyruszajcie z moim błogosławieństwem.

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4764
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Przemówienia/ słowa papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 08 mar 2015, 10:05

Słowo Ojca Świętego Franciszka wygłoszone podczas spotkania z Ruchem Comunione e Liberazione

Drodzy bracia i siostry,

witam was wszystkich i dziękuję za życzliwość! Kieruję serdeczne pozdrowienie do obecnych tutaj kardynałów i biskupów. Pozdrawiam Don Juliana Carrona, przewodniczącego waszego Bractwa, i dziękuję mu za słowa, które do mnie skierował w imieniu was wszystkich. Dziękuje mu również za piękny list, jaki napisał do wszystkich, zapraszając na to spotkanie. Bardzo dziękuję! Moja pierwsza myśl biegnie do waszego Założyciela, Don Luigiego Giussaniego, którego dziesiątą rocznicę narodzin dla Nieba wspominamy. Jestem bardzo wdzięczny Don Giussaniemu z różnych powodów. Pierwszy powód, najbardziej osobisty, łączy się z dobrem, jakiego doświadczyłem w wymiarze życia osobistego i kapłańskiego dzięki lekturze jego książek i artykułów. Inny powód dotyczy charakteru jego myśli – głęboko ludzkiej i sięgającej wnętrza człowieka, jego najgłębszych pragnień. Wiecie, jak ważne było dla Don Giussaniego doświadczenie spotkania, spotkania nie z ideą, ale z Osobą Jezusa Chrystusa. W ten sposób wychowywał on do wolności, prowadząc do spotkania z Chrystusem, ponieważ Chrystus daje nam prawdziwą wolność. Przychodzi mi na myśl „Powołanie Mateusza”, ten obraz Caravaggiego, przed którym zatrzymywałem się długo w kościele św. Ludwika, króla Francji, za każdym razem, gdy przyjeżdżałem do Rzymu. Żaden z tych, którzy tam byli – w tym chciwy Mateusz – nie mógł uwierzyć znaczeniu przesłania tego palca, który wskazywał na niego, przesłaniu tych oczu, które na niego patrzyły z miłosierdziem i wybierały go na tego, który ma pójść za Nim.

Wszystko w naszym życiu – dziś tak samo jak w czasach Jezusa – zaczyna się od spotkania. Spotkanie z tym Człowiekiem, cieślą z Nazaretu, człowiekiem jak wszyscy, a jednocześnie tak innym. Pomyślmy o Ewangelii św. Jana, gdzie opowiada on o pierwszym spotkaniu uczniów z Jezusem (por. 1,35-42). Andrzej, Jan, Szymon czuli, że On patrzy na nich aż do głębi, czuli się wewnętrznie poznani i to budziło w nich zaskoczenie, zdumienie, tak że natychmiast poczuli się z Nim związani… Albo kiedy po zmartwychwstaniu Jezus zapytał Piotra: „Czy kochasz mnie?” (J 21,15), a Piotr odpowiedział: „Tak”. To „tak” nie wynikało z siły woli, nie była to tylko decyzja człowieka – Szymona; pochodziło to przede wszystkim z Łaski: najpierw była Łaska, “primerear”, uprzedzające działanie Łaski. Było to decydujące odkrycie dla św. Pawła, św. Augustyna i wielu innych świętych: Jezus Chrystus zawsze /jest „primerea”/ nas uprzedza, jest przed nami; zanim przybyliśmy, on już czekał. On jest jak kwiat drzewa migdałowego –rozkwita jako pierwszy i zapowiada wiosnę.

I nie można zrozumieć tej dynamiki spotkania, która budzi zdumienie i prowadzi do przylgnięcia, bez miłosierdzia. Tylko ten, kto został przytulony przez czułość miłosierdzia, tak naprawdę zna Pana. Uprzywilejowanym miejscem spotkania jest pieszczota miłosierdzia Jezusa Chrystusa wobec mojego grzechu. I dlatego – wielokrotnie słyszeliście ode mnie – że uprzywilejowanym miejsce spotkania z Chrystusem jest mój grzech. To dzięki temu uściskowi miłosierdzia przychodzi pragnienie odpowiedzi i przemiany i tu może również wytrysnąć inne życie. Moralność chrześcijańska nie jest tytanicznym wysiłkiem, woluntaryzmem kogoś, kto decyduje się być spójny i udaje mu się to, nie jest samotnym wyzwaniem wobec świata. Nie. Moralność chrześcijańska jest odpowiedzią, odpowiedzią pełną wzruszenia wobec miłosierdzia zaskakującego, nieprzewidywalnego, a wręcz nawet „niesprawiedliwego” – według ludzkich kryteriów – Kogoś, kto mnie zna, zna moje zdrady i pomimo tego kocha mnie tak samo, szanuje, przytula, powołując mnie na nowo, pokłada we mnie nadzieję, czegoś ode mnie oczekuje. Moralność chrześcijańska polega nie na tym, aby nigdy nie upaść, ale na tym, aby ciągle powstawać dzięki Jego dłoni, która nas podnosi.

I droga Kościoła jest także taka: pozwolić, aby objawiło się wielkie miłosierdzie Boga. Mówiłem w ostatnich dniach do nowych Kardynałów: „Droga Kościoła jest drogą, która nie polega na wiecznym potępieniu kogokolwiek; polega ona natomiast na rozprzestrzenianiu miłosierdzia Bożego wobec wszystkich osób, które o nie proszą szczerym sercem; droga Kościoła jest drogą wyjścia zza swojego ogrodzenia, aby poszukiwać zagubionych na „peryferiach” życia; to droga całościowego przyjmowania Bożej logiki (homilia wygłoszona 15 lutego 2015 r.). Także Kościół musi odczuwać wielki radosny impuls, aby stawać się kwiatem drzewa migdałowego na wzór Jezusa: dla całej ludzkości.

Dzisiaj wspominacie także sześćdziesięciolecie początków waszego Ruchu „zrodzonego w Kościele – jak mówił do was Benedykt XVI – nie na podstawie woli organizacyjnej Hierarchii, ale z odnowionego spotkania z Chrystusem, a tym samym – można powiedzieć – z impulsu mającego swoje ostateczne źródło w Duchu Świętym” (Przemówienie do pielgrzymów wspólnoty Comunione e Liberazione, 24 marca 2007 r.: Insegnamenti III, 1 [2007], 557).

Po 60 latach charyzmat założycielski nie zatracił swojej świeżości i żywotności. Ale pamiętajcie, że centrum nie stanowi charyzmat, centrum jest tylko jedno: sam Jezus, Jezus Chrystus! Kiedy w centrum stawiam moją własną metodę duchową, moją drogę duchowości, mój sposób wcielania jej w życie, wówczas zbaczam z drogi. Cała duchowość, wszystkie charyzmaty w Kościele winny być „zdecentralizowane”. W centrum jest tylko Pan. Dlatego gdy św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian wspomina o charyzmatach, o tej niezwykle pięknej rzeczywistości w Kościele, w Ciele Mistycznym, kończy, mówiąc o miłości, czyli o czymś, co pochodzi od Boga, a właściwie jest samym Bogiem i tym, co pozwala nam Go naśladować. Nigdy o tym nie zapominajcie, aby nie być skupionym na sobie!

Charyzmatu ponadto nie konserwuje się w wodzie destylowanej! Wierność charyzmatowi nie oznacza, że mamy pozwolić mu „skostnieć” – to diabeł sprawia „skostnienie”; nie oznacza też, że mamy spisać go na pergaminie i powiesić na ścianie jak obraz. Odniesienie do dziedzictwa, które pozostawił wam Don Giussani, nie może sprowadzać się do kultywowania znajdujących się w muzeum pamiątek, podjętych decyzji, reguł postępowania.

Zakłada oczywiście wierność tradycji, ale wierność tradycji – jak mawiał Mahler – „oznacza podtrzymywanie żywego ognia, a nie czczenie popiołów”. Don Giussani nie wybaczyłby wam nigdy, gdybyście utracili wolność albo zamienili się w przewodników muzealnych lub czcicieli popiołów. Podtrzymujcie żywy płomień pamięci tego pierwszego spotkania i bądźcie wolni!

W ten sposób, skupieni na Chrystusie i Ewangelii, możecie stać sie ramionami, rękoma, stopami, myślą i sercem Kościoła wychodzącego. Drogą Kościoła jest wychodzenie w poszukiwaniu tych zagubionych na peryferiach, aby służyć Jezusowi w każdej osobie marginalizowanej, opuszczonej, bez wiary, zawiedzionej Kościołem, będącej więźniem własnego egoizmu.

“Wychodzić” znaczy również odrzucić autoreferencyjność, odnoszenie się wyłącznie do siebie samego we wszystkich wymiarach; „wychodzić” oznacza umieć słuchać tych, którzy nie są tacy jak my, ucząc się od wszystkich ze szczerą pokorą. Kiedy jesteśmy niewolnikami autoreferencyjności, w konsekwencji praktykujemy „duchowość z nazwy”. „Jestem z CL (Comunione e Liberazione)” – i od razu wpadamy w tysiące pułapek, które dają poczucie auotereferyncyjnego zadowolenia, tego spojrzenia w lustro, które nas dezorientuje i zamienia w rasowych przedstawicieli jakiejś organizacji pozarządowej.

Drodzy przyjaciele, pragnąłbym zakończyć dwoma bardzo znaczącymi cytatami Don Giussaniego – jednym z początku, a drugim z końca jego życia.

Pierwszy cytat: „Chrześcijaństwo nigdy nie urzeczywistnia się w historii w formie niezmiennych pozycji, których należy bronić, a które stoją w opozycji do współczesności. Chrześcijaństwo jest źródłem odkupienia, które otwierając się na to, co nowe, zbawia je” (Porta la speranza. Primi scritti, Genova 1967, 119).

Drugi cytat: „Nie tylko nigdy nie miałem zamiaru „zakładać” czegokolwiek, ale utrzymuję, że geniusz ruchu, którego narodzin byłem świadkiem, wynikał z odczucia przynaglenia i potrzeby głoszenia konieczności powrotu do podstawowych aspektów chrześcijaństwa, to znaczy z pasji do faktu chrześcijańskiego jako takiego, w jego najistotniejszych wymiarach. I to wszystko”( List do Jana Pawła II, 26 stycznia 2004, z okazji 50-lecia ruchu Comunione e Liberazione).

Niech Pan was błogosławi, a Maryja strzeże. I proszę, nie zapominajcie modlić się za mnie!

MarcinM1992
Posty: 4
Rejestracja: 27 mar 2015, 22:17

Re: Przemówienia/ słowa papieża Franciszka

Post autor: MarcinM1992 » 30 mar 2015, 22:40

Warto przeczytać całość wieczorem w spokoju i się zastanowić

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4764
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Przemówienia/ słowa papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 31 mar 2015, 20:01

Z okazji urodzin św. Teresy



LIST OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKA

DO PRZEŁOŻONEGO GENERALNEGO ZAKONU KARMELITÓW BOSYCH

NA 500 LAT NARODZIN ŚWIĘTEJ TERESY OD JEZUSA



Do Czcigodnego Brata

Ojca Saverio Cannistra

Przełożonego Generalnego Zakonu Karmelitow Bosych





Drogi Bracie,



w dzień pięciuset lat od narodzin świętej Teresy od Jezusa, pragnę złączyć się, wraz z całym Kościołem, w dziękczynieniu wielkiej rodziny Karmelu bosego -zakonnic, zakonnikow i świeckich - za charyzmat tej niezwykłej kobiety. Uznaję za opatrznościową łaskę, że ta rocznica zbiega się z Rokiem poświęconym Życiu Konsekrowanemu, w którym Święta z Awili jaśnieje jako pewna przewodniczka i pociągający wzor całkowitego oddania się Bogu. To jeszcze jeden motyw, by spojrzeć z wdzięcznością w przeszłość i odkryć na nowo tę "inspirującą iskrę", która dała impuls założycielom i pierwszym wspolnotom (por. List do osób konsekrowanych, 21 listopada 2014).


Ileż dobra nie przestają czynić nam wszystkim świadectwo jej konsekracji, zrodzonego bezpośrednio w spotkaniu z Chrystusem, jej doświadczenie modlitwy, jako nieustającego dialogu z Bogiem, i jej życie wspolnotowe, zakorzenione w macierzyństwie Kościoła!


Święta Teresa jest przede wszystkim mistrzynią modlitwy. W jej doświadczeniu centralnym odkryciem było człowieczeństwo Chrystusa. Poruszona pragnieniem dzielenia się tym doświadczeniem osobistym z innymi, opisuje je w sposob żywy i prosty, przystępny dla wszystkich, mowiąc, że polega ona zwyczajnie na "nawiązywaniu przyjaźni z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje" (Ż 8, 5). Wiele razy ta sama narracja przekształca się w modlitwę, jakby chciała wprowadzić czytelnika w jego wewnętrzny dialog z Chrystusem. Modlitwa Teresy nie była modlitwą zastrzeżoną jedynie do miejsca czy pory dnia. Powstawała spontanicznie w przeróżnych okazjach: "Rzeczą nie do wytrzymania byłoby, gdyby jedynie w cichych zakątkach można było zwracać się ku Tobie w akcie modlitwy" (F 5, 16). Była przekonana o wartości modlitwy ciągłej, jakkolwiek nie zawsze doskonałej. Święta prosi nas, byśmy byli wytrwali, wierni, nawet wśrod oschłości, trudności osobistych czy pilnych potrzeb, ktore nas wzywają.


Dla odnowy życia konsekrowanego dzisiaj Teresa zostawiła nam wielki skarb, pełen konkretnych propozycji, dróg i metod modlitwy, które, dalekie od zamykania nas czy prowadzenia jedynie do równowagi wewnętrznej, każą nam zawsze rozpoczynać od Jezusa i stanowią autentyczną szkołę wzrastania w miłości do Boga i do bliźniego.


Począwszy od jej spotkania z Jezusem, święta Teresa żyła "innym życiem"; stała się niestrudzoną przekazicielką Ewangelii (por. Ż 23, 1). Pragnąca służyć Kościołowi, wobec poważnych problemów swoich czasow, nie ograniczała się do bycia obserwatorem otaczającej rzeczywistości. W swojej kondycji kobiety i ze swoimi problemami zdrowotnymi, postanowiła - jak sama mówi - "uczynić choć to maluczko, co uczynić zdołam, to jest wypełniać rady ewangeliczne jak najdoskonalej i tę gromadkę sióstr, które tu są ze mną, skłonić do tego, aby czyniły podobnie" (Dd 1, 2). Tak rozpoczęła się reforma terezjańska, w której prosiła swoje siostry, by nie traciły czasu rozmawiając z Bogiem o "sprawach błahych", podczas gdy "świat płonie pożarem" (tamże 1, 5). Ten misyjny i eklezjalny wymiar od zawsze wyrożniał Karmelitanki i Karmelitow bosych.


Tak jak czyniła wówczas, tak i dziś Święta otwiera przed nami nowe horyzonty, wzywa nas do wielkiego przedsięwzięcia, by patrzeć na świat oczami Chrystusa, by szukać tego, czego On szuka i kochać to, co On kocha.



Święta Teresa wiedziała, że ani modlitwa, ani misja nie mogą istnieć bez autentycznego życia wspólnotowego. Dlatego, fundamentem, jaki kładła w swoich klasztorach, było braterstwo: "Tutaj wszystkie powinny się miłować, wszystkie wzajemnie siebie cenić i wzajemnie się wspomagać"(tamże 4, 7). Była bardzo wyczulona na upominanie swoich zakonnic, jeśli chodzi o niebezpieczeństwo skupiania się na sobie w życiu braterskim, które polega "całkowicie albo prawie całkowicie na wyrzeczeniu się siebie i swoich wygód"(tamże 12, 2) i na ofiarowaniu tego, czym jesteśmy na służbę innym. By uniknąć takiego ryzyka Święta z Awili poleca swoim siostrom, przede wszystkim, cnotę pokory, która nie jest zewnętrznym zaniedbaniem ani wewnętrzną nieśmiałością duszy, lecz jest znajomością swoich własnych możliwości i tego, co Bóg może czynić w nas (por. Sprawozdania 28). Przeciwieństwem jest to, co nazywa ona "fałszywym punktem honoru" (Ż 31, 23), źrodłem plotek, zazdrości i krytyk, ktore poważnie szkodzą relacji z innymi. Pokora terezjańska polega na akceptacji siebie, na znajomości własnej godności, na misyjnej odwadze, na wdzięczności i oddaniu Bogu.



Ze względu na szlachetne korzenie, wspólnoty terezjańskie powołane są do stawania się domami komunii, zdolnymi do dawania świadectwa o miłości braterskiej i macierzyństwie Kościoła, przedstawiając Panu potrzeby świata, poranionego przez podziały i wojny.


Drogi Bracie, nie chcę kończyć bez podziękowania terezjańskim wspólnotom karmelitańskim, które ze szczególną czułością powierzają Papieża opiece Dziewicy Królowej Karmelu, i wspierają swoją modlitwą wielkie próby i wyzwania Kościoła.



Proszę Pana, by wasze świadectwo życia, tak jak to Świętej Teresy, ukazywało radość i piękno życia Ewangelią i pociągnęło wielu młodych do bliskiego pojścia za Chrystusem.



Całej rodzinie terezjańskiej udzielam z serca mojego Błogosławieństwa Apostolskiego


Papież Franciszek

Z Watykanu, 28 marca 2015





Za: www.vatican.va

Tłumaczenie: o. Grzegorz A. Malec OCD

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4764
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Przemówienia/ słowa papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 09 kwie 2015, 19:57

Papież do Ormian: męczeństwo łączy was z Chrystusem


„Upamiętnianie ofiar sprzed stu lat stawia nas wobec mroków mysterium iniquitatis” – „tajemnicy niegodziwości” – powiedział Papież, przyjmując biskupów z synodu patriarchalnego Kościoła ormiańskokatolickiego. Z nimi koncelebrować będzie w niedzielę 12 kwietnia Eucharystię w stulecie wymordowania przez Turków półtora miliona Ormian. Na niedzielną Mszę przybędą do bazyliki św. Piotra liczni katolicy obrządku ormiańskiego z samej Armenii i z licznych krajów różnych kontynentów, gdzie obecna jest ormiańska diaspora.


„Wzniesiemy modlitwy o wieczny odpoczynek dla synów i córek waszego umiłowanego ludu – dla ofiar sprzed stu lat. Wezwiemy Bożego Miłosierdzia. Niech nam wszystkim pomoże, w miłości do prawdy i sprawiedliwości, uzdrowić wszelkie rany i przyśpieszyć konkretne gesty pojednania i pokoju między narodami, które jeszcze nie potrafią osiągnąć rozsądnego konsensusu co do tego, jak odczytywać te smutne wydarzenia” – mówił Franciszek.

Ojciec Święty przypomniał, że nieliczni, którym udało się wówczas uciec przed masakrą, znaleźli bezpieczne schronienie także w Aleppo w Syrii. Ostatnio jednak m. in. właśnie w tym męczeńskim – jak podkreślił – mieście zagrożone jest przetrwanie chrześcijan, i to nie tylko ormiańskich. Franciszek nawiązał do historii Ormian, liczącej dwa tysiąclecia. Tradycja uważa ich za naród, który pierwszy nawrócił się na chrześcijaństwo. Było to 1700 lat temu, w roku 301. Papież zachęcił ich, by dziękowali Bogu, że zachowali Mu wierność nawet w najtrudniejszych okresach.

„Jak mówi Ewangelia, z głębi serca człowieka mogą się rozpętać najmroczniejsze moce, zdolne dojść do tego, by planować systematycznie zniszczenie brata i uważać go za wroga, przeciwnika czy wprost kogoś pozbawionego ludzkiej godności – mówił Papież. - Jednak dla wierzących pytanie o zło popełnione przez człowieka prowadzi także do tajemnicy udziału w zbawczej Męce. Bolesne karty historii waszego narodu są w pewnym sensie kontynuacją Męki Jezusa, jednak w każdej z nich tkwi także zalążek Jego Zmartwychwstania. Ważne jest wspominać przeszłość, ale po to, by zaczerpnąć z niej nowe soki do ożywiania naszych dni radosnym głoszeniem Ewangelii i świadectwem miłości”.

Ojciec Święty przypomniał, że przed stu laty w obronie Ormian stanął także jego poprzednik na Stolicy Piotrowej, Benedykt XV. Interweniował on u sułtana Mehmeta V, by położył kres ich mordowaniu.

„Ten Papież był wielkim przyjacielem chrześcijańskiego Wschodu. Założył Kongregację dla Kościołów Wschodnich i Papieski Instytut Orientalny, a w 1920 r. wpisał św. Efrema Syryjczyka w poczet Doktorów Kościoła Powszechnego – mówił Papież. - Cieszę się, że to nasze spotkanie odbywa się niemal w przeddzień podobnego aktu, jakiego w niedzielę dane mi będzie dopełnić względem wielkiej postaci św. Grzegorza z Nareku. Jego wstawiennictwu zawierzam szczególnie dialog ekumeniczny między Kościołem Ormiańskim Katolickim a Ormiańskim Apostolskim. Pamiętamy, że sto lat temu, tak samo jak dzisiaj, męczeństwo i prześladowanie realizowało już «ekumenizm krwi»”.

Patriarcha ormiańskokatolicki Nerses Bedros XIX, zwracając się do Papieża Franciszka, poinformował, że na zapowiedzianej niedzielnej Mszy obecni też będą obaj główni patriarchowie Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, z Eczmiadzynu i z Libanu, oraz prezydent Armenii. Ponadto przypomniał, że Grzegorz z Nareku, który zostanie ogłoszony Doktorem Kościoła Powszechnego (żył na przełomie X i XI wieku) jest świętym najbardziej umiłowanym i najczęściej czytanym przez Ormian.

Dodajmy, że ukazało się ostatnio kilka publikacji o masakrze sprzed stu lat oraz interwencjach Benedykta XV. Włoska dziennikarka Franca Giansoldati opracowała książkę: „Marsz bez powrotu. Ludobójstwo Ormian” (La marcia senza ritorno. Il genocidio armeno). Oparła ją na badaniach dokumentów Archiwów Watykańskich z tamtego okresu. Papież Franciszek przesłał autorce list, w którym podkreśla potrzebę mówienia o tej ogromnej tragedii. Zamieszczono go na wstępie książki.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości