Homilie Papieża Franciszka

Kochany ojciec święty Franciszek i wszystko co z nim związane :)

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 01 sty 2017, 21:28

Homilia Papieża Franciszka wygłoszona w Uroczystość Bożej Rodzicielki Maryi


„Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19). W ten sposób Łukasz opisuje postawę, z jaką Maryja przyjmuje to wszystko, co przeżywali w tamtych dniach. Nie chcąc bynajmniej zrozumieć i kontrolować sytuacji, Maryja jest niewiastą, która potrafi zachowywać, to znaczy chronić, strzec w swoim sercu przejścia Boga w życiu swego ludu. Ze swego łona nauczyła się słuchać bicia serca swego Syna, a to ją nauczyło na całe życie odkrywania pulsowania Boga w dziejach. Nauczyła się być matką, a ucząc się tego dała Jezusowi piękne doświadczenie poczucia się Synem. W Maryi, odwieczne Słowo nie tylko stało się ciałem, ale nauczyło się poznawania matczynej czułości Boga. Wraz z Maryją, Bóg-Dzieciątko nauczył się słuchać tęsknot, lęków, radości i nadziei narodu obietnicy. Wraz z Nią odkrył siebie jako Syna świętego Ludu Bożego.

Maria pojawia się w Ewangelii jako kobieta niewielu słów, bez wielkich przemówień, nie będąc główną postacią, ale spoglądając uważnie, umiejąc strzec życia i misji swego Syna, a więc tego wszystkiego, co On kocha. Potrafiła strzec zarania życia pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej i nauczyła się w ten sposób być matką licznych rzesz. Była blisko najróżniejszych sytuacji, aby siać nadzieję. Towarzyszyła krzyżom niesionym w milczeniu serca swoich dzieci. Tę wspaniałą prawdę przypomina nam wiele nabożnych praktyk, wiele sanktuariów i kaplic w najbardziej odległych miejscach, tyle obrazów w licznych domach. Maryja dała nam matczyną serdeczność, która nas otacza pośród trudności; matczyną serdeczność pozwalającą, aby nic i nikt nie gasił w łonie Kościoła rewolucji czułości rozpoczętej przez Jej Syna. Tam, gdzie jest matka, tam jest czułość. A Maryja ze swoim macierzyństwem ukazuje nam, że pokora i czułość to nie cnoty słabych, ale silnych, uczy nas, że nie trzeba źle traktować innych, aby czuć się ważnymi (por. adhort. ap. Evangelii gaudium, 288). Od zawsze święty wierny lud Boży uznawał ją i pozdrawiał jako Świętą Bożą Rodzicielkę.

Świętowanie macierzyństwa Maryi jako Matki Boga i naszej matki na początku nowego roku oznacza przypomnienie pewności, która będzie towarzyszyła naszym dniom: jesteśmy ludem posiadającym Matkę, nie jesteśmy sierotami.

Matki są najsilniejszym antidotum na nasze skłonności indywidualistyczne i egoistyczne, na nasze zamknięcia i apatie. Społeczeństwo bez matek byłoby nie tylko społeczeństwem zimnym, ale społeczeństwem, które straciło by serce, które utraciło by „zmysł rodzinny”. Społeczeństwo bez matek byłoby społeczeństwem bez litości, zostawiło by miejsce jedynie na wyrachowanie i spekulację. Ponieważ matki, nawet w najgorszych chwilach, potrafią być świadkami czułości, bezwarunkowego poświęcenia, siły nadziei. Wiele nauczyłem się od tych matek, które mając dzieci w więzieniu lub leżące na szpitalnym łóżku czy też zniewolone narkotykami mimo zimna czy upału, deszczu lub suszy, nie poddają się i stale walczą, aby dać im to, co najlepsze. Albo te matki, które w obozach dla uchodźców, czy wręcz w samym środku wojny potrafią bez wahania objąć i wspierać cierpienie swoich dzieci. Matki, które dosłownie oddają życie, aby żadne z dzieci się nie zatraciło. Gdzie jest matka, tam jest jedność, tam jest przynależność, przynależność dzieci.

Rozpoczynanie roku pamiętając o dobroci Boga w matczynym obliczu Maryi, w macierzyńskim obliczu Kościoła, w twarzach naszych matek, chroni nas przed zjadliwą chorobą „osierocenia duchowego”, tego osierocenia, jakie przeżywa dusza, gdy czuje się bez matki i gdy brakuje jej czułości Boga. Tego osierocenia, które przeżywamy, gdy gaśnie w nas poczucie przynależności do rodziny, narodu, do konkretnej ziemi, do naszego Boga. Tego osierocenia, które znajduje miejsce w narcystycznym sercu, umiejącym patrzeć tylko na siebie i na swoje interesy i które narasta, gdy zapominamy, że życie jest darem – że zawdzięczamy je innym – i że jesteśmy zachęcani, by je dzielić z innymi w tym wspólnym domu.

To właśnie owo duchowe osierocenie autoreferencyjne doprowadziło Kaina, do stwierdzenia: „Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4,9), jakby chciał oświadczyć: on do mnie nie należy, nie uznaję go. Taka postawa osierocenia duchowego jest rakiem, który w milczeniu niszczy i degraduje duszę. W ten sposób krok po kroku poniżamy siebie, ponieważ nikt do nas nie należy, a my nie należymy do nikogo: degraduję ziemię, bo nie jest moja, degraduję innych, ponieważ do mnie nie należą, degraduję Boga, bo do Niego nie należę, a na koniec doprowadzamy do degradowania samych siebie, bo zapominamy, kim jesteśmy, jakie Boże „imię” posiadamy. Utrata więzi, które nas łączą, typowa dla naszej niepełnej i porwanej na kawałki kultury, sprawia, że narasta owo poczucie osierocenia, a zatem wielkiej pustki i samotności. Brak kontaktu fizycznego (a nie wirtualnego) powoduje znieczulenie naszych serc (por. Enc. Laudato si’, 49), sprawiając, że tracą one zdolność do czułości i zadziwienia, litości i współczucia. Osierocenie duchowe sprawia, że tracimy pamięć o tym, co to znaczy być dziećmi, wnukami, być ojcami, dziadkami, być przyjaciółmi, być wierzącymi. Sprawia, że tracimy pamięć wartości zabawy, śpiewu, śmiechu, odpoczynku, bezinteresowności.

Obchodzenie uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki sprawia, że na naszym obliczu ponownie pojawia się uśmiech z powodu poczucia się ludem, poczucia, że do niego należymy; świadomości, że tylko w obrębie pewnej wspólnoty, rodziny, ludzie mogą znaleźć „atmosferę”, „ciepło”, które pozwala nauczyć się rozwoju po ludzku, a nie tylko jako zwykłe przedmioty zachęcane, aby „konsumować i być konsumowanymi”. Obchodzenie uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki przypomina nam, że nie jesteśmy towarem handlowym lub terminalami receptorów informacji. Jesteśmy dziećmi, jesteśmy rodziną, jesteśmy ludem Bożym.

Obchodzenie uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki pobudza nas do tworzenia i troski o wspólne przestrzenie, które dałyby nam poczucie przynależności, zakorzenienia, poczucia się jak w domu w naszych miastach, we wspólnotach, które nas łączą i nas obejmują (por. tamże, 151).

Jezus Chrystus w chwili największego daru swego życia na krzyżu nie chciał czegokolwiek zachować dla siebie i oddając swoje życie oddał nam również swoją Matkę. Rzekł do Maryi; oto syn twój, oto twoje dzieci. A my chcemy ją powitać w naszych domach, w naszych rodzinach, w naszych wspólnotach, w naszych krajach. Chcemy napotkać jej macierzyńskie spojrzenie. To spojrzenie, które wyzwala nas z osierocenia; to spojrzenie, które nam przypomina, że jesteśmy braćmi: że należę do ciebie, ty należysz do mnie, że jesteśmy z tego samego ciała. To spojrzenie, które uczy nas, że musimy nauczyć się troski o życie w taki sam sposób i z taką samą czułością, z jaką Ona się zatroszczyła: zasiewając nadzieję, przynależność, siejąc braterstwo.

Obchodzenie uroczystości Świętej Bożej Rodzicielki przypomina nam, że mamy Matkę; nie jesteśmy sierotami, mamy matkę. Wyznajemy wspólnie tę prawdę! A ja zachęcam was, aby wyrazić Jej podziw trzy razy, jak uczynili to wierni w Efezie: Święta Boża Rodzicielko, Święta Boża Rodzicielko, Święta Boża Rodzicielko.

Tłumaczenie: Radio watykańskie

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 07 sty 2017, 20:57

Homilia Ojca św. Franciszka wygłoszona w Uroczystość Objawienia Pańskiego


„Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon” (Mt 2,2).

Tymi słowami Magowie przybyli z odległych krain pozwalają nam poznać motyw ich długiej podróży: adorowanie nowonarodzonego króla. Widzieć i adorować: dwa działania, które wybijają się w ewangelicznej narracji: ujrzeliśmy gwiazdę i chcemy adorować.

Ci ludzie zobaczyli gwiazdę, która sprawiła, że wyszli. Odkrycie czegoś niezwykłego, co wydarzyło się na niebie wywołało niezliczoną serię zdarzeń. Nie była to gwiazda, która świeciła wyłącznie dla nich, nie mieli też oni specjalnego DNA, aby ją odkryć. Jak dobrze przyznał pewien ojciec Kościoła, Magowie nie wyruszyli, bo widzieli gwiazdę, lecz wyruszyli w drogę zanim ujrzeli gwiazdę (por. Jan Chryzostom). Mieli otwarte serce na widnokrąg i mogli zobaczyć, to co ukazywało niebo, gdyż było w nich pragnienie, które ich pobudzało: byli otwarci na nowość.

W ten sposób Magowie wyrażają obraz człowieka wierzącego, człowieka który tęskni za Bogiem; tych, którzy odczuwają brak swego domu, ojczyzny niebieskiej. Odzwierciedlają obraz wszystkich ludzi, który w swym życiu nie dopuścili, aby ich serce uległo znieczuleniu.

Święte pragnienie Boga wypływa z serca wierzącego, albowiem wie, że Ewangelia nie jest wydarzeniem z przeszłości, ale teraźniejszości. Święta tęsknota za Bogiem pozwala nam mieć oczy otwarte na wszelkie próby ograniczania i zubożenia życie. Święta tęsknota za Bogiem jest wierzącą pamięcią, buntującą się w obliczu wielu proroków nieszczęść. Ta tęsknota podtrzymuje nadzieję wspólnoty wierzącej, która z tygodnia na tydzień, błaga słowami: „Przyjdź, Panie Jezu”.

To ta właśnie tęsknota zachęciła starca Symeona, by każdego dnia przychodzić świątyni, będąc pewnym, że jego życie nie dobiegnie końca zanim nie będzie mógł wziąć w ramiona Zbawiciela. To ta właśnie tęsknota zachęciła syna marnotrawnego do porzucenia postawy destrukcyjnej i poszukiwania ramion swego ojca. To właśnie tę tęsknotę odczuł w swym sercu pasterz, gdy opuścił 99 owiec, aby szukać tej, która się zagubiła i tego właśnie doświadczyła Maria Magdalena w niedzielny poranek, aby pobiec do grobu i spotkać swego Zmartwychwstałego Mistrza; to także ta tęsknota pobudziła Boga we Wcieleniu. Tęsknota za Bogiem wyciąga nas z naszych deterministycznych ogrodzeń, które prowadzą nas do myślenia, że ​​nic nie może się zmienić. Tęsknota za Bogiem jest postawą, która przełamuje nudny konformizmu i popycha do zaangażowania się na rzecz tej zmiany, do której tęsknimy i której potrzebujemy. Nostalgia za Bogiem ma swoje korzenie w przeszłości, ale tam się nie zatrzymuje: idzie w poszukiwaniu przyszłości. Wierzący „radośnie tęskniący”, pobudzony przez wiarę, idzie na poszukiwanie Boga, podobnie jak Mędrcy, w najbardziej odległe miejsca historii, bo wie w swoim sercu, że tam oczekuje go Jego Pan. Idzie na obrzeża, na granicę, na miejsca gdzie nie było ewangelizacji, aby móc się spotkać ze swoim Panem; i nie czyni tego w ogóle w postawie wyższości, ale czyni to jako żebrak, który nie może pomijać oczu tego, dla którego Dobra Nowina jest wciąż terenem do odkrycia.

Natomiast przeciwnie, w pałacu Heroda (który był oddalony zaledwie o kilka kilometrów od Betlejem), nie zdawano sobie sprawy z tego, co się działo. Podczas gdy Mędrcy szli, Jerozolima spała. Spała wespół z Herodem, który zamiast poszukiwać, również spał. Spała pod znieczuleniem przytępionego sumienia. I była zaskoczona. Bała się. Jest to zaskoczenie, które w obliczu nowości rewolucjonizującej historię, zamyka się w sobie, w swoich osiągnięciach, w swojej wiedzy, w swoich sukcesach. Zaskoczenie ludzi siedzących na swoim bogactwie, nie będących w stanie widzieć coś poza nim. Zaskoczenie rodzące się w sercach i pragnące kontrolować wszystko i wszystkich. Jest to zaskoczenie ludzi pogrążonych w kulturze zwycięstwa za wszelką cenę; w tej kulturze, w której jest miejsce tylko dla „zwycięzców” i to niezależnie od ceny. Jest to zaskoczenie rodzące się ze strachu i lęku w obliczu tego, co stawia nam wyzwania i naraża na szwank nasze zabezpieczenia i prawdy, nasze sposoby wiązania się ze światem i życiem. A Herod się bał i ten strach doprowadził go do poszukiwania bezpieczeństwa w zbrodni: „Zabijasz maleństwa, bo strach zabija twe serce” (św. Kwodwultdeus, Kazanie 2 o wyznaniu wiary: PL 40, 655).

Chcemy adorować. Ci ludzie przyszli ze Wschodu, by oddać pokłon i przyszli, aby to uczynić w miejscu właściwym dla króla: do pałacu. Dotarli tam ze swoim poszukiwaniem, było to miejsce odpowiednie, ponieważ właściwym dla króla jest urodzenie się w pałacu, posiadanie swego dworu i poddanych. To znak władzy, sukcesu, udanego życia. Można się spodziewać, że król jest czczony, że się go boją i schlebiają mu, ale niekoniecznie musi być kochany. Takie są schematy światowe, małe bożki, którym oddajemy cześć; kult władzy, pozorów i wyższości. Bożków, które obiecują tylko smutek i niewolę.

I to właśnie tam rozpoczęła się najdłuższa podróż, jaką musieli odbyć ci mężowie przybyli z daleka. Tam zaczęła się najtrudniejsza i skomplikowana śmiałość. Odkrycie, że to, czego szukali nie było w pałacu, ale znajdowało się w innym miejscu, nie tylko geograficznym, ale egzystencjalnym. Tam nie ujrzeli gwiazdy, która doprowadziła ich do odkrycia Boga, który chce być kochanym. Jest to możliwe tylko pod znakiem wolności a nie tyranii; odkrycie, że spojrzenie tego nieznanego, choć upragnionego króla nie upokarza, nie zniewala, nie wtrąca do więzienia. Odkrycie, że spojrzenie Boga podnosi z upadku, przebacza, uzdrawia. Odkrycie, że Bóg zechciał się narodzić tam, gdzie się Go nie spodziewano, gdzie może Go nie chcemy. Albo gdzie wiele razy się Go wypieramy. Odkrycie, że w spojrzeniu Boga jest miejsce dla poranionych, znużonych, źle traktowanych i opuszczonych: że Jego siła i Jego moc nazywa się miłosierdziem. Jakże odległa jest dla niektórych Jerozolima od Betlejem!

Herod nie mógł adorować, bo nie chciał lub nie mógł zmienić swojego spojrzenia. Nie chciał zaprzestać oddawania kultu samemu sobie, wierząc że wszystko zaczęło się i skończyło się wraz z nim. Nie mógł adorować, ponieważ chciał, by to jego adorowano. Również kapłani nie mogli adorować, gdyż dużo wiedzieli, znali proroctwa, ale nie byli gotowi ani chodzić ani też się zmienić.

Mędrcy odczuwali nostalgię, nie chcieli jedynie tego, co zwykle. Byli nawykli, przyzwyczajeni i znużeni Herodami swojej epoki. Ale tam, w Betlejem, była obietnica nowości, obietnica bezinteresowności. Tam działo się coś nowego. Magowie byli zdolni do adorowania, ponieważ mieli odwagę kroczyć i oddając pokłon malutkiemu, oddając pokłon ubogiemu, oddając pokłon bezbronnemu, oddając pokłon niezwykłemu i nieznanemu Dzieciątku z Betlejem odkryli chwałę Boga.

Tłumaczenie: Radio watykańskie

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 09 sty 2017, 18:45

Papież na Mszy: poznawajmy, adorujmy i naśladujmy Jezusa


Po Bożym Narodzeniu zaczyna się tzw. okres zwykły roku liturgicznego, ale w centrum chrześcijańskiej egzystencji pozostaje Chrystus. Na tej myśli Ojciec Święty skupił się w swojej homilii podczas porannej Mszy w kaplicy Domu św. Marty. Wskazał na Syna Bożego; to „Zbawiciel świata – nie ma innego, On jest jedyny”.

„I to stanowi centrum naszego istnienia: Jezus Chrystus. Jezus Chrystus, który się objawia, pokazuje, a my zostajemy zaproszeni do znajomości z Nim, do rozpoznawania Go w życiu, w różnych okolicznościach życia. Ktoś mi może powiedzieć: «Ależ ja, Ojcze, znam żywot tego świętego, tej świętej czy objawienia stąd i stamtąd». To dobrze – święci to święci, wielcy ludzie! Jednak nie wszystkie objawienia są prawdziwe. Więc święci mają swoją wagę, ale pośrodku stoi Chrystus. Bez Jezusa nie ma świętych! I tutaj pojawia się pytanie: Czy Jezus Chrystus stanowi to centrum mojego życia? Jaka jest moja z Nim relacja?” – powiedział Papież.

Franciszek wskazał na trzy elementy konieczne do tego, by umieścić Syna Bożego na głównym miejscu. Pierwszy to wspomniany już wysiłek codziennego poznawania Go coraz lepiej, którego dokonuje się przez czytanie Ewangelii, a później przez otwarcie na działanie Ducha Świętego. Następne zadanie do wypełnienia to adorowanie Jezusa. Chodzi tu o trwanie przed Chrystusem w milczeniu i pozbycie się z własnego serca rzeczy interesujących nas bardziej niż On.

„Istnieje pewna krótka modlitwa, jakiej używamy – «Chwała»: «Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu». Jednak często powtarzamy ją jak papugi. A ona to właśnie adoracja! «Chwała»: ja adoruję Ojca, Syna i Ducha Świętego. Adorować, przy pomocy małych modlitw, w milczeniu przed wielkością Boga. Adorować Jezusa mówiąc: «Jesteś jedyny, stanowisz początek i koniec, i z Tobą pragnę pozostać przez całe me życie, całą wieczność». I wyrzucić to, co mi przeszkadza w adoracji Jezusa” – wskazał Ojciec Święty.

Po trzecie Syna Bożego należy naśladować, iść za Nim jak Apostołowie. I tylko o to chodzi w naszej wierze.

„Życie chrześcijańskie jest proste, bardzo proste, ale potrzeba nam łaski Ducha Świętego, aby obudził w nas to pragnienie poznania Jezusa, adorowania Go oraz naśladowania. I dlatego w kolekcie na początku Mszy prosiliśmy Pana o rozeznanie, co powinniśmy zrobić, i o siłę, by tego dokonać. Każdego dnia, aby być chrześcijaninem, nie trzeba jakichś nadzwyczajnych, trudnych, ponadprogramowych rzeczy. Nie, to proste. Niech w tej codzienności Pan udziela nam łaski poznawania Jezusa, adorowania Jezusa i naśladowania Jezusa” – zakończył Papież.

tm/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 10 sty 2017, 22:51

Papież w Domu św. Marty: Jezus miał autorytet, bo służył ludziom

Pan Jezus miał autorytet, bo służył ludziom, był blisko nich i żył tym, co mówił, w przeciwieństwie do uczonych w Prawie, którzy zachowywali się jak książęta – to myśl przewodnia dzisiejszego kazania wygłoszonego przez Papieża na Mszy w Domu św. Marty.

Franciszek podkreślił, że Jezus nauczał z pokorą. Mówił swoim uczniom, że największy spośród nich ma się stać ich sługą, ma być najmniejszym, podczas gdy faryzeusze zachowywali się jak książęta.

„Jezus służył ludziom, tłumaczył różne rzeczy, aby je lepiej rozumieli, usługiwał im. Zachowywał się jak służący i dzięki temu miał autorytet. Natomiast uczeni w Prawie... tak, ludzie ich słuchali, szanowali, ale nie czuli, że stanowią oni dla nich autorytet, bo mieli psychikę książąt. «Jesteśmy nauczycielami, książętami i to my was nauczamy. Nie służymy: my rozkazujemy, a wy słuchacie». Natomiast Jezus nigdy nie zachowywał się jak książe: On zawsze służył wszystkim i dzięki temu miał autorytet”
– powiedział Ojciec Święty.

Papież wskazał ponadto, że Jezus nie tylko służył, ale zawsze był blisko ludzi, nie miał na nich alergii, dotykał trędowatych, chorych, nie gardził nimi. A faryzeusze lubili chodzić po placach w pięknych strojach.

„Faryzeusze odnosili się do ludzi z dystansem, nie byli blisko nich. Jezus był bardzo blisko i dzięki temu miał autorytet. Ci izolujący się doktorzy Prawa mieli psychikę sklerykalizowaną, nauczali z klerykalnym autorytetem, czyli z klerykalizmem” – mówił Franciszek.

Ojciec Święty zaznaczył, że bardzo mu się podoba postawa bł. Pawła VI, który był blisko ludzi. Odwołał się tutaj do jego adhortacji apostolskiej o ewangelizacji w świecie „Evangelii nuntiandi”, gdzie, – jak zauważył – widać serce pasterza, który jest blisko ludzi; na tym opierał się autorytet Pawła VI – na bliskości.

Wśród rzeczy, które odróżniały Jezusa od uczonych w Prawie, Franciszek wymienił jeszcze jedną: koherencję – Jezus żył tym, co mówił, „była w nim jedność, harmonia między tym, co myślał, czuł i robił”. Natomiast jeżeli ktoś czuje się księciem, ma klerykalne zachowania, to znaczy zachowuje się jak obłudnik, mówi co innego, a co innego robi.

„Natomiast ci ludzie, ci uczeni w Prawie nie byli koherentni i ich osobowość była podzielona w punkcie, o którym Jezus mówił swoim uczniom: «Róbcie to, co wam mówią, ale uczynków ich nie naśladujcie», bo co innego mówili, a co innego robili. Niekoherencja. Byli niekoherentni. Pan Jezus wiele razy określał ich mianem: obłudnicy. I teraz rozumiemy, że ktoś, kto czuje się księciem, zachowuje się klerykalnie, jest obłudnikiem, nie ma autorytetu! Mawia prawdę, ale nie ma autorytetu. Natomiast Jezus, który był pokorny, który służył, był blisko, nie gardził ludźmi, jest koherentny i ma autorytet. I to jest ten autorytet, który czuje Boży lud” – stwierdził Ojciec Święty.

pp/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 12 sty 2017, 21:32

Papież na rannej Mszy: w sercu rozgrywa się „dziś” naszego życia


„Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych” – te słowa z dzisiejszego czytania z Listu do Hebrajczyków stały się myślą przewodnią papieskiej homilii w kaplicy Domu św. Marty. To „dziś” jest „naszym życiem”, „pełnym dni”, ale „po nim nie ma już powtórki, nie ma jutra”
. To dar od Boga, w czasie którego otrzymujemy Jego miłość, możemy odnowić nasze przymierze z Jego wiernością.

Franciszek podkreślił, że w życiu mamy tylko jedno „dziś”, tymczasem grozi pokusa, by mówić „Tak, dobrze, zrobię to jutro”. To „pokusa jutra, którego nie będzie”, o czym mówi Jezus w przypowieści o nieroztropnych pannach. Zapomniały one oliwy do lamp i poszły ją kupić, ale jak wróciły, drzwi domu były już zamknięte.

„Nie mówię tego po to, aby was przestraszyć, ale aby po prostu powiedzieć, że nasze życie jest jednym «dziś»: dziś albo nigdy. To mam na myśli. Jutro będzie wiecznym jutrem, bez zachodu, z Panem, na zawsze, o ile jestem wierny owemu «dziś». Pytanie, jakie chcę wam teraz zadać, jest tym samym, które zadaje Duch Święty: «Jak żyję, jak przeżywam moje dziś?»” – pytał Papież.

Następnie Ojciec Święty zwrócił uwagę na słowo „serce”. W nim spotykamy Jezusa, który wzywa nas, abyśmy nie zatwardzali naszych serc i pytali się, czy aby nie jest ono bez wiary, zwiedzione przez grzech.

„W sercu rozgrywa się nasze «dziś». Czy nasze serca są otwarte na Pana? Zawsze mnie porusza, kiedy spotykam osobę starszą – nieraz kapłanów czy siostry –mówiącą: «Ojcze, pomódl się, abym wytrwał w wierze do końca». – «Ależ przeżyłeś dobrze całe życie, wszystkie dni swojego ‘dziś’ oddałeś na służbą Panu i boisz się?...» – «Nie, nie, jeszcze moje życie się nie skończyło, pragnąłbym przeżyć je do końca, modlić się, aby ‘dziś’ wypełniło się, z sercem umocnionym wiarą, a nie pogrążonym w grzechu, nałogach, zepsuciu...»” – mówił Papież.

Na zakończenie Franciszek pytał, jakie jest nasze «dziś» i jakie są nasze serca.

„Ale «dziś» się nie powtórzy: takie jest życie. I serce, serce otwarte, otwarte na Pana, nie zamknięte, nie zatwardziałe, bez wiary, nie przewrotne, nie uwiedzione grzechami. Jezus spotkał wielu takich, którzy mieli zamknięte serca: uczonych w Prawie, wszystkich tych ludzi, którzy go prześladowali, którzy wystawiali Go na próbę, aby Go oskarżyć... a w końcu udało im się to zrobić. Wróćmy do domu z tymi tylko dwoma słowami: jakie jest moje dziś? Zachód może nadejść już dzisiaj, w tym dniu lub wiele dni później. Ale jak przeżywam moje „dziś” w obecności Pana? I moje serce, jakie jest? Czy jest otwarte? Czy jest mocne w wierze? Czy pozwala się prowadzić miłości Pana? Z tymi dwoma pytaniami prośmy Pana o łaskę, której każdy z nas potrzebuje”
– zakończył Ojciec Święty.

pp / rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 13 sty 2017, 20:05

Papież na piątkowej Mszy: pójście za Jezusem wymaga ryzyka


By iść za Jezusem, trzeba się ruszać; dusza nie może stać w miejscu – wskazał Franciszek na porannej Mszy w kaplicy Domu św. Marty. Nawiązując w homilii do dzisiejszej Ewangelii o paralityku spuszczonym przez otwór w dachu domu, w którym znajdował się Jezus, Papież zwrócił uwagę, że wiara, jeśli jest autentyczna, daje prawdziwą nadzieję, chociaż wymaga zawsze podejmowania ryzyka.

Ojciec Święty zauważył, że ludzie chodzili za Jezusem ze względu na własny interes albo po to, by usłyszeć słowo pociechy. Podkreślił, że nawet jeżeli intencja nie jest całkiem czysta, doskonała, ważne jest iść za Chrystusem. Ludzie, którzy za Nim poszli, zostali pociągnięci Jego autorytetem, tym, co mówił i w jaki sposób to mówił, a także tym, że uzdrawiał. Wielu przychodziło do Niego po uzdrowienie. Czasem zarzucał On im, że szukają bardziej swojej korzyści, niż Słowa Bożego. Kiedyś chciano Go ogłosić królem, uważając, że jest doskonałym politykiem, a wtedy Jezus się ukrył. Na ogół jednak pozwalał On wszystkim iść za sobą, bo wiedział, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Większym problemem byli ci, którzy za Nim nie szli, tylko zatrzymywali się w miejscu – mówił Franciszek.

„Zatrzymujący się! Ci, którzy byli na poboczu drogi, patrzyli. Siedzieli. Tak, właśnie siedzieli. Siedziało tam kilku uczonych w Piśmie. Nie szli oni za Jezusem, tylko patrzyli. Patrzyli z balkonu. W swoim życiu nie szli, tylko spędzali je «na balkonie»! Właśnie tam! Nigdy nie podejmowali ryzyka. Jedynie sądzili. Byli czyści i nie dawali się wplątać. A ich osądy były ostre, nieprawda? Myśleli w swoich sercach: «Ależ to ignoranci! Jacy to zabobonni ludzie!». A ileż to razy także nam, kiedy widzimy pobożność ludzi prostych, przychodzi do głowy ten klerykalizm, który tak szkodzi Kościołowi” – powiedział Ojciec Święty.

Papież zwrócił uwagę, że oprócz tych, co siedzieli „na balkonie”, patrzyli i sądzili, byli też inni ludzie, którzy zatrzymali się w życiu. Takim był chory, który od 38 lat czekał przy sadzawce, zgorzkniały życiem. Także on nie szedł za Jezusem i nie miał nadziei. Ci natomiast, którzy za Nim poszli, podejmowali ryzyko, aby Go spotkać, i znaleźć to, czego szukali – podkreślił Franciszek.

„Ci ludzie z dzisiejszej Ewangelii zaryzykowali, kiedy zrobili dziurę w dachu. Narazili się na to, że właściciel wytoczy im proces, zaprowadzi ich do sędziego i zmusi do zapłacenia za wyrządzoną szkodę. Ryzykowali, ale chcieli iść do Jezusa. Zaryzykowała też owa kobieta chora od 18 lat, kiedy chciała ukradkiem dotknąć tylko skrawka płaszcza Jezusa; naraziła się na wstyd. Ryzykowała: pragnęła zdrowia, pragnęła dotrzeć do Jezusa. Pomyślmy także o Kananejce. A kobiety podejmują ryzyko bardziej niż mężczyźni, tak! To prawda, wychodzi im to lepiej! Musimy to przyznać” – zauważył Papież.

Ojciec Święty przypomniał tu też grzesznicę, która przyszła do Jezusa w domu faryzeusza Szymona, i Samarytankę, która rozmawiała z Nim przy studni. Wszystkie te kobiety narażały się na ryzyko i znalazły zbawienie. Jezus odpuszcza grzechy. A kiedy zbliżamy się do Niego z prośbą o zdrowie czy o rozwiązanie jakiegoś problemu, stoi za tym pragnienie uzdrowienia duszy i otrzymania przebaczenia – zauważył Franciszek. Następnie zachęcił, by zadać sobie pytanie, czy idąc za Jezusem podejmujemy ryzyko, czy też traktujemy Go tylko jak biuro ubezpieczeniowe. Bo wówczas – ostrzegł – nie idziemy za Nim, tylko zatrzymujemy się w miejscu, tak samo jak Ci, którzy Go sądzili.

„Iść za Jezusem, bo czegoś potrzebujemy, czy iść za Jezusem ryzykując – to znaczy iść za Nim z wiarą. To jest wiara: zawierzyć Jezusowi, ufać Mu. I z tą wiarą w Jego osobę ci ludzie zrobili dziurę w dachu, żeby spuścić nosze z paralitykiem przed Jezusa, tak by mógł On go uzdrowić. «Czy ufam Jezusowi, zawierzam Mu swoje życie? Czy idę za Nim, choćbym czasem naraził się przez to na pośmiewisko? Albo siedzę z boku patrząc, co robią inni, patrząc na życie? Czy siedzę, a moja dusza jest – powiedzmy tak – ‘siedząca’, jest zamknięta z powodu goryczy i braku nadziei?». Każdy z nas może sobie postawić dzisiaj te pytania”.

ak/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 17 sty 2017, 16:39

Papież na Mszy: nie stójcie w miejscu, miejcie odwagę i nadzieję


„Nie bądźcie chrześcijanami stojącymi w miejscu, ale odważnymi, umocnionymi nadzieją”
– to zachęta, którą dziś rano Papież skierował podczas Mszy do wiernych. Odwaga, aby iść dalej, musi się stać dla nas życiową postawą, podobnie jak dla tych, którzy trenują na stadionie, aby wygrać.

Jednak w dzisiejszym czytaniu z Listu do Hebrajczyków, do którego nawiązał Franciszek, czytamy także o postawie przeciwnej – o lenistwie. „To życie jak gdyby w lodówce – stwierdził Ojciec Święty – aby wszystko pozostało tak, jak jest”.

„Chrześcijanie leniwi to chrześcijanie, którzy nie chcą iść do przodu, którzy nie walczą o to, by świat się zmieniał, nie walczą o rzeczy nowe, o rzeczy, które służyłyby wszystkim, gdyby się zmieniły. Są leniwi, stanęli w miejscu: znaleźli w Kościele dobry parking. A kiedy mówię chrześcijanie, to mam na myśli wiernych świeckich, księży, biskupów... Wszystkich. Bo jednak są chrześcijanie, którzy się zatrzymali. Dla nich Kościół jest parkingiem, który chroni ich życie i idą do przodu, ale z wszystkimi możliwymi zabezpieczeniami. A ci chrześcijanie, którzy się zatrzymali, przypominają mi coś, co mówili mi dziadkowie, kiedy byłem dzieckiem: «Uważaj, bo woda, która stoi i nie płynie, pierwsza się zepsuje»” – stwierdził Ojciec Święty.

Następnie Papież zwrócił uwagę na nadzieję, bo to ona sprawia, że chrześcijanie znajdują odwagę, aby zmieniać świat. Leniwi nie mają nadziei, są jak na emeryturze. „Emerytura jest czymś dobrym, ale niedobrze spędzić na niej całe życie”. A nadzieja jest jak kotwica, której trzeba się uchwycić, aby walczyć także w trudnych momentach.

„I to jest przesłanie na dziś: nadzieja; ta nadzieja, która nie zawodzi, ale idzie dalej. I mówi [List do Hebrajczyków]: nadzieja jest «kotwicą bezpieczną i silną», która podtrzymuje nasze życie. Nadzieja jest kotwicą: zarzuciliśmy ją i uchwyciliśmy się liny, aby dojść do celu. To jest nasza nadzieja. Nie należy myśleć: «Tak, ale jest niebo, o, jakie piękne, zostaję»... Nie. Nadzieja to walka, uchwyciwszy się liny, aby dojść do celu. W naszej codziennej walce nadzieja jest cnotą, która otwiera nas na [nowe] horyzonty, a nie zamyka! Może to cnota, którą mało rozumiemy, ale ona jest najmocniejsza. Nadzieja, żyć w nadziei, żyć nadzieją, ciągle z odwagą patrząc naprzód. Jednak ktoś może powiedzieć: «Tak ojcze, ale przychodzą momenty trudne, kiedy wszystko wydaje się być ciemnością, i co wtedy mam zrobić?» Uchwycić się liny i przetrzymać” – powiedział Ojciec Święty.

Chrześcijanie, którzy mają odwagę zmieniać świat – kontynuował Franciszek – wiele razy się mylą, ale wszyscy się mylimy. A tym, którzy tylko stoją w miejscu, wydaje się, że się nie popełniają błędów. Dlatego trzeba być wytrwałym i znosić trudne sytuacje.

Na zakończenie dzisiejszej homilii Papież zachęcił, abyśmy się zastanowili, czy jesteśmy chrześcijanami zamkniętymi, czy takimi, którzy mają horyzonty i są zdolni do przezwyciężania trudnych momentów z nadzieją, która nie zawodzi.

„Zadajmy sobie pytanie: Jaki jestem? Jak żyję wiarą? Czy jest to życie z horyzontami, z nadzieją, z odwagą, aby iść do przodu, a może to życie letnie, które nie potrafi znieść trudnych momentów? Niech Pan da nam tę łaskę, o którą prosiliśmy w kolekcie, abyśmy potrafili przezwyciężyć nasz egoizm, bo chrześcijanie, którzy stoją w miejscu, którzy się zatrzymali, są egoistami. Są wpatrzeni w siebie, nie potrafią podnieść głowy i zobaczyć Pana. Oby Pan dał nam tę łaskę” – zakończył Ojciec Święty.

pp/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 19 sty 2017, 21:10

Papież na Mszy: życie chrześcijanina walką, niech Jezus pomaga


„Życie chrześcijanina to ciągła walka; pozwólmy, aby Jezus nam w niej pomagał”
– mówił Papież 19 stycznia na Mszy w Domu św. Marty. Nawiązując do dzisiejszej Ewangelii Franciszek zwrócił uwagę, że za Jezusem szło wielkie mnóstwo ludzi. Towarzyszyli Mu, bo chcieli Go słuchać, nie mówił bowiem jak uczeni w Piśmie, ale przemawiał z mocą i to poruszało ich serca.

Papież dodał, że tłum przychodził spontanicznie, „nie był przywożony autobusami, jak niejednokrotnie się zdarza, kiedy organizuje się manifestacje i wielu ludzi musi brać w nich udział, żeby być przy sprawdzaniu obecności i nie stracić miejsca pracy”. Szli za Jezusem, bo wyczuwali w Nim coś niezwykłego.

„Czy ten tłum szedł do Jezusa? Ależ tak! Czy odczuwał taką potrzebę? Oczywiście. Niektórzy kierowali się ciekawością, ale to była mniejszość. A ten tłum został pociągnięty przez Ojca: to Ojciec był tym, kto przyciąga ludzi do Jezusa. Do tego stopnia, że Jezus nie pozostawał obojętny, jak jakiś nauczyciel bez uczuć, który mówi, co miał powiedzieć, a potem umywa ręce. Nie! Ci ludzie poruszali serce Jezusa. Sama Ewangelia mówi o Jezusie, że wzruszył się i ulitował się nad nimi, bo byli jak owce nie mające pasterza. A Ojciec przez Ducha Świętego przyciąga ludzi do Jezusa” – mówił Franciszek.

Następnie Papież zauważył, że po scenach mówiących o entuzjazmie ludu podążającego za Jezusem mowa jest o duchach nieczystych, które na widok Jezusa padały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Synem Bożym”.

„To jest prawda; taka jest rzeczywistość, jaką odczuwa każdy z nas, kiedy zbliża się do Jezusa. Duchy nieczyste usiłują temu przeszkodzić, prowadzą wojnę przeciwko nam. «Ależ, Ojcze – powie mi ktoś – jestem dobrym katolikiem, zawsze chodzę na Mszę... Nigdy, ale to nigdy nie miałem takich pokus. Dzięki Bogu nie!». «Módl się, bo jesteś na złej drodze!». Życie bez pokus nie jest chrześcijańskie: jest ideologiczne, jest gnostyckie, ale nie chrześcijańskie. Kiedy Ojciec przyciąga ludzi do Jezusa, jest też ktoś inny, który przyciąga w sposób przeciwny i wypowiada ci wewnętrzną wojnę! I dlatego Paweł mówi o życiu chrześcijańskim jako o walce: codziennej walce”– powiedział Ojciec Święty.

Franciszek dodał, że jest to walka, by pokonać i zniszczyć imperium zła, imperium szatana. Jezus bowiem przyszedł po to, aby zniszczyć szatana, jego wpływ na nasze serca. A o ile Ojciec przyciąga ludzi do Jezusa, to zły duch usiłuje niszczyć. Zatem życie chrześcijańskie jest walką i aby w nim postępować, trzeba walczyć, aby mógł zwyciężyć Jezus.

„Zastanówmy się, jakie jest nasze serce: Czy odczuwam tę walkę w moim sercu? Czy odczuwam walkę między wygodnictwem a służbą innym, między rozrywką a modlitwą i oddawaniem czci Ojcu, między jednym a drugim? Między chęcią czynienia dobra a czymś, co mnie zatrzymuje? Czy jestem przekonany, że moje życie wzrusza serce Jezusa? Jeśli nie jestem o tym przekonany, to muszę dużo się modlić, aby w to uwierzyć, abym otrzymał tę łaskę. Niech każdy z nas spojrzy w swoje serce, jak wygląda sytuacja. I prośmy Pana, byśmy byli chrześcijanami, którzy potrafią rozeznać, co się dzieje się w naszym sercu, i dobrze wybrać drogę, na której Ojciec przyciąga nas do Jezusa” – zakończył Papież.

pp/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 22 sty 2017, 11:43

Papież na piątkowej Mszy: nie przypominać Bogu naszych grzechów

Trzeba przezwyciężyć egoistyczną mentalność uczonych w prawie, którzy zawsze potępiali – wskazał Franciszek na porannej Mszy w kaplicy Domu św. Marty.

Nawiązując w homilii do dzisiejszego czytania z Listu do Hebrajczyków podkreślił, że nowe przymierze, które Bóg zawiera z nami w Chrystusie, zmienia nasze serca i mentalność, sposób odczuwania, działania, widzenia. Prawo Boże nie jest czymś zewnętrznym.

„Nowe przymierze zmienia nasze serce i pozwala nam widzieć prawo Pańskie tym nowym sercem, nowym umysłem. Pomyślmy o uczonych w prawie, którzy prześladowali Jezusa. Czynili oni wszystko, naprawdę wszystko, co było nakazane przez prawo, mieli je w małym paluszku całkowicie, w każdym szczególe. A jednak ich mentalność była daleka od Boga. Była to mentalność egoistyczna, skoncentrowana na sobie samych: ich serce było takie, że zawsze, bezustannie potępiało. Nowe przymierze przemienia nasze serce i nasz umysł. To przemiana mentalności” – mówił Ojciec Święty.

Przebaczając Bóg zapewnia nas, że nie będzie już pamiętał naszych grzechów – zwrócił uwagę Papież i dodał: „Nieraz lubię mówić Panu Bogu żartem: «Ty nie masz dobrej pamięci!». Bóg ma taką «słabość», że kiedy przebacza, to zapomina”.

„On zapomina, ponieważ przebacza. Widząc serce skruszone przebacza i zapomina: «Zapomnę, nie będę już pamiętał ich grzechów». Jednak to również jest wezwaniem, żeby nie przypominać Panu Bogu grzechów, czyli już więcej nie grzeszyć: «Ty mi przebaczyłeś, zapomniałeś, ale ja powinienem...». Życiowa przemiana, nowe przymierze odnawia mnie, zmienia mi życie – nie tylko mentalność i serce, ale całe życie. Mam żyć w ten sposób: bez grzechu, z dala od grzechu. To jest stworzenie na nowo. W ten sposób Pan stwarza na nowo nas wszystkich” – wskazał Franciszek.

Na zakończenie homilii Ojciec Święty podkreślił potrzebę zmiany przynależności. Należymy odtąd do Boga, a nie do innych bożków, które przecież nie istnieją, które są niczym. Zmiana mentalności, serca, życia i przynależności jest nowym stworzeniem, którego Pan dokonuje w sposób jeszcze bardziej cudowny niż pierwszego. Musimy Go prosić, by dał nam być wiernymi temu przymierzu.

„Pieczęcią tego przymierza jest wierność: być wiernym temu, czego Pan dokonuje, by zmienić naszą mentalność, by zmienić nam serce. Prorocy mówili: «Pan przemieni twoje serce kamienne w serce z ciała». Trzeba zmienić serce, zmienić życie, nie grzeszyć już więcej i nie przypominać Panu Bogu tego, co zapomniał, naszymi grzechami popełnianymi dzisiaj. Trzeba zmienić przynależność: nie należeć już nigdy do światowości, do ducha tego świata, do błahostek tego świata, ale tylko do Pana” – powiedział Papież.

ak/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4760
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 23 sty 2017, 19:10

Papież w Domu św. Marty: pozwólmy Bogu przebaczać



Pozwólmy, aby Bóg nam przebaczał, nie zamykajmy przed Nim naszych serc – takie wezwanie Papież skierował do wiernych w kazaniu wygłoszonym w kaplicy Domu św. Marty. Jego treść oparł na dzisiejszych czytaniach liturgicznych. Mówił o kapłaństwie Chrystusa i o bluźnierstwie przeciw Duchowi Świętemu, które nie będzie odpuszczone.

Kapłaństwo Jezusa realizuje się na trzech etapach, które Franciszek nazwał cudami. Pierwszy to zbawienie, dzięki któremu Chrystus odpuszcza nam grzechy, ofiarując samego siebie i przywracając harmonię w stworzeniu. Drugim jest modlitwa, którą Jezus zanosi za nas do Boga Ojca. Ileż to razy prosimy kapłanów o modlitwę, ponieważ „wiemy, że ich modlitwa posiada szczególną moc, zanurzoną w ofierze Mszy”. Trzeci cud Jezusowego kapłaństwa dokona się wtedy, gdy powróci On, „nie w związku z grzechem, lecz dla zbawienia tych, którzy Go oczekują”.

„Ten wielki cud Jezusowego kapłaństwa ukazuje się na trzech etapach: kiedy odpuszcza On nam grzechy, jeden raz na zawsze; kiedy obecnie wstawia się za nami; i kiedy powróci. Ale jest także coś przeciwnego: bluźnierstwo, za które nie otrzyma się rozgrzeszenia. Z bólem słucha się Jezusa, który mówi takie rzeczy, ale naprawdę mówi, a kiedy On coś mówi, jest to prawda. «Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone – i wiemy, że Pan przebacza wszystko, jeśli otworzymy przed Nim nasze serca. Wszystko! Grzechy i wszystkie bluźnierstwa, jakie wypowiemy, także one będą odpuszczone. – Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego»” – powiedział Ojciec Święty.

Aby wytłumaczyć, czym jest bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu, Papież odwołał się do kapłańskiego namaszczenia Jezusa.

„Także Jezus jako Arcykapłan otrzymał namaszczenie. Kiedy ono miało miejsce po raz pierwszy? W łonie Maryi za sprawą Ducha Świętego. A ktoś, kto bluźni przeciw temu, bluźni przeciw fundamentowi miłości Boga, którym jest odkupienie, stworzenie na nowo. Bluźnierstwo przeciw kapłaństwu Jezusa. Powie ktoś: «Ależ jak niedobry jest Pan, że nie przebacza!» – «O, nie! Pan przebacza wszystko! Ale ten, kto mówi takie rzeczy, jest zamknięty na przebaczenie. Nie chce, aby mu przebaczono! Nie pozwala sobie przebaczyć!». To jest straszne bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu: nie pozwolić, aby przebaczył, ponieważ neguje się kapłańskie namaszczenie Jezusa, którego dokonał Duch Święty” – mówił Papież.

Franciszek zakończył homilię powracając do tajemnicy Jezusowego kapłaństwa, wielkiego, niezasłużonego cudu, którego pamiątkę sprawujemy i którym żyjemy.

„Dziś dobrze będzie, kiedy w czasie Mszy pomyślimy o tym, że tutaj na ołtarzu sprawuje się żywą pamiątkę pierwszego etapu kapłaństwa Jezusa, kiedy ofiaruje On swoje życie za nas – ponieważ będzie tu obecny; jest tu także żywa pamiątka drugiego etapu Jezusowego kapłaństwa, bo On wstawia się tutaj za nami; ale także w czasie Mszy – wypowiemy to po modlitwie «Ojcze nasz» – jest trzeci etap kapłaństwa Jezusa, kiedy On powróci; jest nadzieja naszej chwały. I w czasie Mszy pomyślmy o tych pięknych rzeczach. I prośmy Pana o łaskę, aby nasze serca nie zamykały się nigdy – ale to nigdy! – na ten wielki, niezasłużony cud” – zakończył Franciszek.

pp / rv

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość