Homilie Papieża Franciszka

Kochany ojciec święty Franciszek i wszystko co z nim związane :)

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 17 mar 2017, 21:18

Papież u św. Marty: nie wchodźmy na drogę do deprawacji


„Uważajmy, abyśmy nie weszli na drogę, która od grzechu prowadzi do deprawacji”
– mówił Papież na Mszy w Domu św. Marty.

Nawiązując do dzisiejszej Ewangelii o bogaczu i Łazarzu, Ojciec Święty podkreślił, że ktoś, kto żyje zamknięty we własnym świecie, oddycha atmosferą swoich dóbr, próżnością, czuje się bezpiecznie i polega tylko na sobie, traci przy tym życiową orientację i nie zna ograniczeń. A to właśnie przydarzyło się bogaczowi z ewangelicznej przypowieści.

„On wiedział, kim był ten biedak. Wiedział to, ponieważ potem, kiedy rozmawia z praojcem Abrahamem, mówi: «Ale przyślij mi Łazarza». A więc wiedział nawet, jak się nazywał. Jednak wcale się nim nie interesował. Był grzesznikiem? Tak. Ale od grzechu można się odwrócić: prosi się o przebaczenie i Pan przebacza. Natomiast jego – serce poprowadziło na drogę śmierci aż do punktu, z którego nie ma już odwrotu. Jest taki punkt, taki moment, granica, skąd bardzo trudno jest zawrócić: to wtedy, gdy grzech przeradza się w deprawację. On więc nie był tylko grzesznikiem, ale człowiekiem zdeprawowanym. Miał bowiem świadomość wielkiej biedy, ale był zadowolony z siebie i nic go nie obchodziło”
– mówił Ojciec Święty.

Mówiąc o człowieku występnym, który polega tylko na sobie samym, Franciszek zwrócił się do wszystkich nas z konkretnymi pytaniami:

„Co czujemy w sercu, gdy idąc ulicą widzimy bezdomnych, samotne dzieci, które proszą o jałmużnę... «Nie, oni są z tych, którzy kradną...» i idę dalej. Czy tak nie robię? Bezdomni, biedni, opuszczeni, także i ci bezdomni dobrze ubrani, ale nie mający pieniędzy, aby zapłacić czynsz, ponieważ są bez pracy... Co wtedy czuję? To należy do panoramy, pejzażu miasta. Czy tak jak jakaś statua, przystanek autobusowy, urząd pocztowy, także i bezdomni są częścią miasta? Czy to jest normalne? Uważajcie. Uważajmy. Kiedy nasze serce odczuwa to jako normalne – «ależ tak, życie takie jest... jem, piję, ale aby nie mieć poczucia winy, daję także jałmużnę i idę dalej», to wtedy nasze życie nie zmierza w dobrym kierunku” – powiedział Papież.

W tym kontekście Franciszek podkreślił konieczność dostrzeżenia tego, kiedy znajdujemy się na śliskiej drodze od grzechu ku deprawacji. Zapytał, czy nie zobojętnieliśmy na ludzkie dramaty, kiedy np. bomby zabijają ludzi bezbronnych, dzieci, i czy nie zachowujemy się podobnie jak bogacz z dzisiejszej przypowieści – nie przejmujemy się tym.

„Dlatego prośmy Pana: «Przeniknij mnie, Boże, i poznaj moje serce, spójrz, czy moja droga jest błędna, czy jestem na tej śliskiej drodze od grzechu do deprawacji, z której zazwyczaj nie ma powrotu» – bo grzesznik, kiedy żałuje, powraca, natomiast ktoś zdeprawowany niełatwo, ponieważ jest zamknięty w sobie. Niech dzisiejszą modlitwą będzie prośba: «Poznaj moje serce i pozwól mi zrozumieć, na jakiej jestem drodze, w jakim kierunku zmierzam»” – zakończył swoją homilię Ojciec Święty.

pp/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 20 mar 2017, 20:31

Papież: niech św. Józef uprosi młodym zdolność do marzenia

„Niech św. Józef uprosi młodym zdolność marzenia, podejmowania ryzyka i trudnych zadań, które ujrzeli w swych snach” – powiedział Papież na porannej Mszy w Domu św. Marty. Homilię poświęcił postaci ziemskiego opiekuna Pana Jezusa w związku z jego uroczystością, przeniesioną w liturgii na dzisiaj ze względu na wczorajszą III Niedzielę Wielkiego Postu.

Józef – podkreślił Franciszek – był posłuszny aniołowi, który we śnie nakazał mu wziąć do siebie Maryję, oczekującą Dziecka poczętego za sprawą Ducha Świętego. Był człowiekiem, który przyjął Boże obietnice związane z „pochodzeniem, dziedzictwem, ojcostwem, usynowieniem i stabilnością”.

„Ten człowiek, ten, który miewa sny, jest zdolny do tego, aby wziąć na siebie to trudne zadanie i ma nam wiele do powiedzenia w obecnym czasie silnego poczucia osierocenia. I w ten sposób bierze on na siebie Bożą obietnicę i mężnie w cichości ją realizuje, aby to, czego chce Bóg, zostało spełnione” – powiedział Ojciec Święty.

Papież zauważył, że Józef, choć jest człowiekiem skrytym, może wiele nam powiedzieć, ale milczy i jego autorytet rośnie właśnie wtedy, gdy go nie okazuje. Bóg powierza sercu Józefa „sprawy nieoczywiste”: to „obietnice”, a one nie są oczywiste. A potem jeszcze narodziny Dziecka, ucieczka do Egiptu. Józef nosi w swoim sercu „wszystkie te słabości” z delikatnością, z jaką bierze się na ręce dziecko.

„To mężczyzna, który nie mówi, ale jest posłuszny, jest człowiekiem czułym, zdolnym do realizowania obietnic, aby stały się solidne, bezpieczne; mężczyzna zapewniający stabilność królestwa Bożego, Bożego ojcostwa, naszego usynowienia jako dzieci Bożych. Lubię myśleć o św. Józefie jako opiekunie słabości, również naszych słabości: jest zdolny, by sprawić zrodzenie wielu wspaniałych rzeczy z naszych słabości, także z naszych grzechów”
– mówił Franciszek.

Ojciec Święty zwrócił uwagę, że Józef otrzymał swoją misję w czasie snu. Jest więc zdolny do tego, aby śnić, marzyć. Dlatego Papież określił go mianem „Opiekuna Bożego marzenia”. Marzenie, „aby zbawić wszystkich ludzi”, odkupić ich, Bóg powierza właśnie jemu. Józef ma więc przesłanie do wszystkich:

„Chciałbym dziś prosić, aby św. Józef dał nam zdolność do snów, abyśmy marząc o rzeczach wielkich, pięknych, przybliżali się do Bożego marzenia, do tego, o czym Bóg marzy dla każdego z nas. Niech wyprasza ludziom młodym – bo Józef był młody – zdolność do marzeń, podejmowania ryzyka i trudnych zadań, które ujrzeli w swych marzeniach. I niech wyprasza nam wszystkim wierność, która zwykle wzrasta w takiej postawie – on sam był człowiekiem sprawiedliwym, rozwija się w milczeniu – niewiele słów – i wzrasta w czułości zdolnej, by strzec własnych słabości, a także słabości innych” – zakończył swoją homilię Franciszek.

pp/rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 21 mar 2017, 20:33

Papież na Mszy: aby wybaczać, trzeba samemu czuć się grzesznikiem


Jeśli nie będziemy mieć świadomości, że Bóg przebaczył nam grzechy, sami nigdy nie będziemy umieli wybaczyć – mówił Papież na Mszy w Domu św. Marty. W kazaniu odniósł się do czytanej dziś Ewangelii o niemiłosiernym słudze.

Franciszek stwierdził, że przebaczenie to tajemnica bardzo trudna do zrozumienia. Pierwszym krokiem ku temu jest poczucie wstydu za własne grzechy, łaska, której nie możemy „sami uzyskać”, czego nie potrafił zrozumieć niemiłosierny sługa.

„Jeśli zapytam was: «Czy wszyscy jesteście grzesznikami?», odpowiecie «Tak, ojcze, wszyscy». – «A co robicie, żeby otrzymać przebaczenie grzechów?» – «Spowiadamy się». – «I jak się spowiadasz?» – «Idę, wyznaję grzechy, ksiądz mi je odpuszcza, jako pokutę daje trzy Zdrowaś Maryjo do odmówienia i potem wraca pokój». Jeżeli tak jest, to nic nie zrozumiałeś. Poszedłeś do konfesjonału tylko po to, aby zrobić jakąś operację bankową, jakąś urzędową praktykę. Nie poszedłeś zawstydzony do tej spowiedzi. Widziałeś plamy na sumieniu i pomyliłeś się, bo byłeś przekonany, że konfesjonał jest jakąś pralnią do ich czyszczenia. Nie byłeś zdolny do tego, by zawstydzić się swoimi grzechami” – powiedział Ojciec Święty.

Przebaczenie, które otrzymaliśmy od Boga, ten cud, którego dokonał On w naszych sercach, musi potem dotrzeć do naszej świadomości. W innym wypadku znowu będziemy grzeszyć.

„Jeśli nie będziesz miał świadomości, że Bóg przebaczył ci grzechy, sam nigdy nie będziesz umiał przebaczyć, nigdy. Ciągle powtarza się ta chęć rozliczenia się z innymi. A przebaczenie jest czymś zupełnym. Jednak jest możliwe tylko wtedy, gdy widzę mój grzech, wstydzę się i proszę Boga o przebaczenie, i czuję, że Ojciec mi odpuścił, a wtedy mogę wybaczyć. Inaczej nie będziemy mogli wybaczyć, nie będziemy do tego zdolni. I dlatego przebaczenie jest tajemnicą” – kontynuował Ojciec Święty.

Powracając do historii niemiłosiernego sługi Franciszek zauważył, iż wydawało mu się, że jest przebiegły, że mu się udało. Ale tak naprawdę to nie zrozumiał „hojności swego pana”. My też niekiedy, gdy wychodzimy z konfesjonału myślimy, że się nam udało. Ale to nie jest przebaczenie, a jedynie obłudna kradzież rozgrzeszenia, przebaczenie fałszywe.

„Prośmy dziś Pana o łaskę zrozumienia słów «siedemdziesiąt siedem razy». Prośmy o łaskę wstydu przed Bogiem. To wielka łaska! Wstydzić się swoich grzechów, a tym samym otrzymać przebaczenie i łaskę hojności, aby dać je innym, bo jeśli Bóg przebaczył mi tak wiele, kimże jestem ja, by nie wybaczyć innym?” – zakończył swoją homilię Papież.

pp/rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 23 mar 2017, 21:44

Papież na Mszy: słysząc głos Pana serc nie zatwardzajcie


Jeśli zatwardzamy serca nasze na Słowo Boże, stajemy się „katolikami-ateistami” – mówił Franciszek na porannej Mszy w Domu św. Marty. W homilii odniósł się do dzisiejszego pierwszego czytania z Księgi Proroka Jeremiasza.

Franciszek podkreślił, że nieposłuszeństwo słowu Pana grozi oddaleniem się od Niego, odwróceniem się do Niego plecami. Wtedy zaczynamy słuchać innych głosów, którymi są bożki tego świata. Zamykając uszy stajemy się głusi – głusi na Słowo Boże.

„Każdy z nas, jeżeli na chwilę się zatrzyma i spojrzy w swoje serce, zobaczy ile razy – ile razy! – zamykał uszy i ile razy stawał się głuchy. A kiedy jakiś lud, jakaś wspólnota, ale także wspólnota chrześcijańska, parafia, diecezja zamyka uszy i staje się głucha na Słowo Boże, to wtedy szuka innych głosów, innych panów i kończy na bożkach, bożkach tego świata, światowości. Oddala się od Boga żywego”
– powiedział Ojciec Święty.

Następnie Papież podkreślił, że oddalanie się od Pana grozi tym, iż nasze serce stanie się zatwardziałe, nie tylko zamknięte, ale także twarde. A życie w takiej atmosferze, w takim świecie oddala każdego dnia coraz bardziej od Boga.

„I te dwie rzeczy – niesłuchanie Słowa Bożego i zatwardziałe, zamknięte w sobie serce – doprowadzają do utraty wierności. Traci się poczucie wierności. W pierwszym czytaniu mówi Pan: «Przepadła wierność». Stajemy się wtedy katolikami niewiernymi, katolikami-poganami, albo jeszcze gorzej, katolikami-ateistami, ponieważ nie mamy odniesienia miłości do Boga żywego. Niesłuchanie i obracanie się plecami – co prowadzi do zatwardziałości serca – kieruje na tę drogę niewierności” – kontynuował Papież.

„W jaki sposób realizuje się ta niewierność? – pytał Franciszek. – Realizuje się poprzez nieuporządkowanie, nie wiadomo, gdzie jest Bóg, a gdzie Go nie ma, myli się Boga z diabłem”. W ten sposób Papież nawiązał do dzisiejszej Ewangelii, w której dobre czyny Jezusa, Jego cuda, uzdrowienia przypisywano mocy Belzebuba.

„A to jest bluźnierstwo – podkreślił Ojciec Święty. – Bluźnierstwo będące ostatnim słowem tej drogi, która rozpoczyna się od niesłuchania, od zatwardziałości serca”, a „prowadzi do zamieszania, do zapominania o wierności i ostatecznie do bluźnierstwa”
. Biada temu ludowi, który zapomina o zachwycie, jaki towarzyszył pierwszemu spotkaniu Jezusa:

„Każdy z nas powinien się dziś zapytać siebie: «Czy zatrzymuję się, aby posłuchać Słowa Bożego, biorę do ręki Biblię i mówi ona do mnie? Czy moje serce stało się zatwardziałe? Czy oddaliłem się od Pana? Czy przestałem być wierny Panu i żyję ze swoimi bożkami, które świat codziennie mi podsuwa? Czy nie utraciłem radości z zachwytu, który towarzyszył pierwszemu spotkaniu Jezusa?». Dzisiaj jest dzień, w którym mamy słuchać. «Słysząc głos Pana – modliliśmy się – serc nie zatwardzajcie». Prośmy o tę łaskę: łaskę słuchania, abyśmy nie zatwardzali serc naszych”
– zakończył Ojciec Święty.

pp/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 29 mar 2017, 20:01

Papież: zgnuśnienie gorsze od letniego serca


Zgnuśnienie jest jeszcze gorsze niż letnie serce – mówił Papież na Mszy w Domu św. Marty. W homilii nawiązał do dzisiejszej ewangelii o uzdrowieniu paralityka nad sadzawką Betesda. Gdy Jezus go zobaczył, zapytał, czy chce wyzdrowieć.

„Jakie to piękne, Jezus zawsze nas pyta: «chcesz być uzdrowiony? Chcesz być szczęśliwy? Pragniesz, aby twoje życie było lepsze? Chcesz być pełen Ducha Świętego? Chcesz wyzdrowieć?» – to słowa Jezusa... Wszyscy inni, którzy się tam znajdowali – chorzy, niewidomi, chromi, paralitycy – odpowiedzieliby: «tak, Panie, tak!». Ten człowiek jest jednak trochę dziwny i odpowiada Jezusowi: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie, kiedy ja dochodzę, inny wstępują przede mną». Owa odpowiedź to narzekanie: «zobacz Panie, jakże niedobre, niesprawiedliwe dla mnie jest życie. Wszyscy inni mogą wejść [do sadzawki] i zostać uzdrowionymi, a ja od 38 lat próbuję i nic...»”
– mówił Ojciec Święty.

Papież porównał tego człowieka do drzewa zasadzonego nad płynącą wodą, które ma jednak uschłe korzenie. Nie sięgają one wody i stąd nie mogą z niej czerpać życia.

„Widać to w zachowaniu, w narzekaniu oraz w próbie obarczenia winą drugiego człowieka: «są inni, którzy wchodzą przede mną, ja jestem biedaczyną już od 38 lat...». To brzydki grzech, grzech zgnuśnienia. Ten człowiek był chory nie tyle z powodu paraliżu, ale ze zgnuśnienia, które jest gorsze niż letnie serce, jest jeszcze gorsze. Wprawdzie żyje, ale chociaż żyje to nie ma ochoty, aby iść dalej, nie ma ochoty, aby cokolwiek w życiu zrobić, zapomniał o radości życia. Ten człowiek nawet nie znał słowa radość, zagubił je. To jest grzech. To obrzydliwa choroba. «Ale tak mi jest wygodnie, jestem do tego przyzwyczajony... Bo życie obeszło się ze mną niesprawiedliwie...». To chowanie uraz, zgorzkniałe serce” – powiedział Papież.

Franciszek zaznaczył, że Chrystus nie upomniał paralityka, ale kazał mu wziąć nosze, na których leżał i zacząć chodzić. Uzdrowiony nawet nie podziękował Jezusowi, nawet Go nie zapytał o imię i nie wiedział, kto go uleczył. Wstał w swym zgnuśnieniu, które sprawia, że „żyje się, ponieważ tlen jest gratis”, „żyje się, patrząc na innych, którzy są szczęśliwsi niż ja” i żyje się w smutku, zapominając o radości. „Zgnuśnienie bowiem – mówił Papież – to grzech, który paraliżuje”. Jezus patrzy na nas, grzeszników, także dziś i mówi, abyśmy się podnieśli i zaczęli żyć.

„Dziś Pan mówi do każdego z nas: «wstań, weź życie takim, jakie jest; piękne, brzydkie, niezależnie jakie jest, weź je i idź dalej. Nie bój się, idź dalej z twoimi noszami». «Ależ Panie, to nie są najlepsze nosze, najnowszy ich model...». Mimo to idź! Z tymi być może starymi noszami, ale idź dalej! To jest twoje życie, to jest twoja radość. «Chcesz wyzdrowieć?» – to pierwsze pytanie, które dziś zadaje ci Jezus. «Tak Panie». «Wstań!». W antyfonie na rozpoczęcie Mszy był taki piękny początek: «Spragnieni, przyjdźcie do wody – woda jest gratis, bezpłatna – pijcie z radością». Jeśli powiemy Panu: «tak, chcę wyzdrowieć. Tak Panie, pomóż mi, chcę się podnieść» to doświadczymy radości zbawienia” – zakończył Papież.

pp/rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 04 kwie 2017, 18:48

Papież w Domu św. Marty: grzeszymy, ale nie ulegajmy zepsuciu


O skorumpowanych przewrotnością i sztywnością sędziach oraz o Jezusie, który miłosiernie osądza i przebacza, mówił Papież na Mszy w Domu św. Marty. Nawiązując do obu dzisiejszych czytań liturgicznych: z Księgi proroka Daniela o Zuzannie fałszywie oskarżonej o cudzołóstwo i z Ewangelii św. Jana o jawnogrzesznicy, Franciszek podkreślił, iż w obu przypadkach mamy do czynienia z „niewinnością, grzechem, zepsuciem i prawem”, ponieważ „w obu przypadkach sędziowie byli nieuczciwi”.

„Na świecie zawsze byli skorumpowani sędziowie... Także i dziś spotykamy ich we wszystkich częściach świata. A to właśnie oni... Dlaczego człowiek staje się skorumpowany? Bo grzech to jedna sprawa: «Zgrzeszyłem, upadam, jestem niewierny Bogu, ale potem staram się nie grzeszyć więcej czy uporządkować życie z Panem, albo przynajmniej wiem, że to coś niedobrego». A do zepsucia dochodzi wtedy, kiedy grzech wchodzi, coraz bardziej wchodzi do serca i nie zostawia miejsca nawet na powietrze” – mówił Ojciec Święty.

Papież zaznaczył, że ludzie ulegli zepsuciu bezkarnie uważają, iż postępują dobrze. Starcy, którzy oskarżyli Zuzannę, byli zdemoralizowani pożądliwością, a ci, którzy przyprowadzili do Jezusa kobietę cudzołożną, w interpretacji prawa byli tak sztywni, że nie pozostawiali miejsca na działanie Ducha Świętego.

„Jezus mówi niewiele, tylko parę rzeczy. «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». A do jawnogrzesznicy: «I ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz». I to jest pełnia prawa, a nie ta uczonych w Piśmie i faryzeuszów, którzy wypaczyli swe umysły, tworząc wiele przepisów prawnych bez pozostawienia miejsca na miłosierdzie. Jezus jest pełnią prawa i Jezus sądzi z miłosierdziem” – kontynuował Papież.

Kończąc homilię Franciszek zauważył, że do skorumpowanych sędziów odnoszą się mocne słowa wypowiedziane przez proroka: „Zestarzeli się w swojej przewrotności”. Dlatego zachęcił, abyśmy zastanowili się nad niegodziwością, z jaką nasza przewrotność ocenia innych:

„My także w sercu osądzamy innych, nieprawdaż? Ulegliśmy już zepsuciu? A może jeszcze nie. Zatrzymajcie się. Zatrzymajmy się. Popatrzmy na Jezusa, który zawsze osądza z miłością: «I ja ciebie nie potępiam. Idź w pokoju i nie grzesz więcej»”
– zakończył Ojciec Święty.

pp/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 06 kwie 2017, 19:56

Papież na Mszy: pamiętajmy o wierności Boga

Zastanówmy się nad historią naszego życia, nad błogosławieństwem i upadkami, nad łaską i naszymi grzechami, i zobaczmy w tym wierność Boga – zachęcał Papież na porannej Mszy w Domu św. Marty. Swą homilię osnuł wokół historii Abrahama i Boga, który jest zawsze wierny.

Ojciec Święty podkreślił, że Abraham jako człowiek wiary i nadziei wierzy, gdy słyszy, że będzie miał syna pomimo swoich 100 lat i niepłodności żony; wierzy wbrew nadziei. Gdyby ktoś chciał opisać życie Abrahama – mówił Franciszek – mógłby powiedzieć, że to wielki marzyciel. I rzeczywiście miał coś z niego, ten sen nadziei, ale nie był szaleńcem.

„Wystawiony na próbę po tym, jak urodził mu się chłopiec. Kiedy syn był jeszcze nastolatkiem, został wezwany, by złożyć go w ofierze. Okazał posłuszeństwo i poszedł wbrew nadziei. To jest nasz ojciec Abraham, który idzie dalej, ciągle dalej, a kiedy Jezus mówi, że Abraham ujrzał Jego dzień, widział Jezusa, rozradował się. Tak: widział tę obietnicę i tę radość zobaczenia pełni obietnicy przymierza, radość ujrzenia, że Bóg go nie oszukał, że Bóg – jak modliliśmy się w psalmie responsoryjnym – zawsze jest wierny swojemu przymierzu” – powiedział Papież.

Franciszek zauważył, że między Abrahamem a nami jest inna historia; to historia Ojca niebieskiego i Jezusa, dlatego mówi On do faryzeuszów: Abraham rozradował się nadzieją, bo ujrzał „mój dzień”, „widział go i był pełen radości”. Kościół zachęca nas więc dzisiaj, abyśmy zatrzymali się i zobaczyli „nasze korzenie”, „naszego ojca”, który stworzył z nas lud.

„Popatrzmy na historię: nie jestem sam, należę do ludu. Idziemy razem. Kościół jest ludem. Ale ludem wyśnionym przez Boga, ludem, który wydał na ziemi ojca będącego posłusznym, i mamy Brata, który oddał za nas swoje życie, aby stworzyć z nas lud. I w ten sposób możemy patrzeć na Ojca i dziękować, patrzeć na Jezusa i dziękować, patrzeć na Abrahama i na nas, którzy uczestniczymy w tej drodze” - mówił Ojciec Święty.

Na zakończenie Papież zachęcił, aby dzisiejszy dzień stał się dla nas „dniem pamięci”. Podkreślił, że w tej wielkiej historii, której ramy tworzą Bóg i Jezus, jest i mała historia każdego z nas.

„Zachęcam was, byście usiedli dziś na pięć, dziesięć minut, bez radia ani telewizji, i zastanowili się nad własną historią: nad tym co było w niej błogosławieństwem i nad wszelkimi problemami. Nad łaską i grzechami, nad wszystkim
– mówił Franciszek. – I byście dostrzegli w tym wierność Boga, który pozostał wierny swemu przymierzu, pozostał wierny obietnicom złożonym Abrahamowi, pozostał wierny zbawieniu, które obiecał w swym Synu Jezusie. Jestem pewien, że wśród brzydkich rzeczy, bo każdy z nas je ma w swoim życiu, odkryjemy także piękno miłości Boga, piękno Jego miłosierdzia, piękno nadziei. I jestem przekonany, że napełni to nas wszystkich radością”.

pp, bz/ rv

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 13 kwie 2017, 21:38

Homilia papieża Franciszka wygłoszona podczas Mszy św. Krzyżma

„Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ mnie namaścił i posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych” (Łk 4,18). Pan, namaszczony przez Ducha Świętego, niesie dobrą nowinę ubogim. Wszystko co Jezus głosi, a także my, kapłani, jest dobrą nowiną. Jest radosne radością ewangeliczną: człowieka namaszczonego w swojej grzeszności olejem przebaczenia i namaszczonego w swoim charyzmacie olejem misji, aby z kolei namaścić innych. I kapłan, na równi z Jezusem, czyni nowinę radosną całą swoją osobą. Gdy głosi homilię – krótką, jeśli to możliwe – czyni to z radością, która porusza serce jego ludu przez słowo, którym Pan poruszył go na modlitwie. Podobnie jak każdy uczeń-misjonarz, kapłan czyni swoje przepowiadanie radosnym całą swoją istotą. A z drugiej strony, to właśnie najmniejsze szczegóły – doświadczyliśmy tego wszyscy – najlepiej zawierają i przekazują radość: szczegół osoby czyniącej mały krok ponadto, co konieczne i sprawiający, że miłosierdzie obfituje nad miarę na ziemi niczyjej; szczegół osoby postanawiającej ukonkretnić, wyznaczając dzień i godzinę spotkania; szczegół osoby pozwalającej z łagodną dyspozycyjnością, by wykorzystywano jej czas …

Dobra nowina może wydawać się zwyczajnie innym sposobem powiedzenia „Ewangelia” jako „dobra nowina” lub „dobra wiadomość”. Zawiera jednak coś, co podsumowuje całą resztę: radość Ewangelii. Podsumowuje wszystko dlatego, że jest samo w sobie radosne.

Dobra nowina jest ewangeliczną cenną perłą. Nie jest to przedmiot, ale misja. Wie o tym ten, kto doświadcza „słodkiej i pełnej pociechy radości z ewangelizowania” (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 10).

Dobra nowina rodzi się z namaszczenia. Pierwszym, „wielkim namaszczeniem kapłańskim” Jezusa, było to, którego dokonał Duch Święty w łonie Maryi.

W tych dniach, radosne zwiastowanie sprawiło, że Matka-Dziewica wyśpiewywała Magnificat, napełniło świętym milczeniem serce jej oblubieńca Józefa, i sprawiło, że Jan skakał z radości w łonie swej matki Elżbiety. Dzisiaj Jezus wraca do Nazaretu, a radość Ducha Świętego odnawia namaszczenie w małej prowincjonalnej synagodze: Duch spoczywa na Nim i napełnia Go, namaszczając olejkiem radości (por. Ps 45,8).

Dobra nowina. Jedno słowo – Ewangelia – która w akcie głoszenia staje się prawdą radosną i miłosierną.

Niech nikt nie próbuje oddzielić tych trzech łask Ewangelii: jej prawdy – która nie podlega negocjacjom -, jej miłosierdzia – bezwarunkowego dla wszystkich grzeszników – oraz jej radości – wewnętrznej i integrującej.

Nigdy prawda o dobrej nowinie nie może być jedynie jakąś prawdą abstrakcyjną, z tych prawd, które nie w pełni wcielają się w życie ludzi, ponieważ czują się wygodniej w drukowanym piśmie książek.

Nigdy miłosierdzie dobrej nowiny nie może być fałszywą litością, która pozostawia grzesznika w jego niedoli, gdyż nie podaje jemu ręki, aby powstał i nie towarzyszy jemu w dokonaniu kroku naprzód w jego trudzie.

Nigdy głoszenie nie może być smutne lub neutralne, ponieważ jest ono wyrazem radości w pełni osobistej, „radości Ojca, który nie chce, aby się zatracił któryś z Jego najmniejszych” (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 237): jest radością Jezusa, gdy widzi, że ubogim głoszona jest Ewangelia a dzieci wyruszają, aby głosić Ewangelię (por. tamże, 5).

Radości Ewangelii – teraz używam liczby mnogiej, bo są one liczne i zróżnicowane, w zależności od tego, jak Duch zechce je przekazywać w każdej epoce, każdej osobie, w każdej poszczególnej kulturze – są radościami specjalnymi. Trzeba je umieścić w nowych bukłakach, tych o których mówi Pan, by wyrazić nowość swojego orędzia.

Dzielę się z wami, drodzy kapłani, drodzy bracia, trzema ikonami nowych bukłaków, w których dobra nowina dobrze się przechowuje, nie staje się octem i z których wylewa się obficie.

Jedną z ikon dobrej nowiny są stągwie kamienne wesela w Kanie Galilejskiej (por. J 2,6). W jednym szczególe dobrze odzwierciedlają one te doskonałe bukłaki jakim jest ona sama, z ciałem i duszą – Nasza Pani, Maryja Panna. Ewangelia mówi, że „I napełnili je aż po brzegi” (J 2,7). Wyobrażam sobie, jak niektórzy ze sług obserwowali Maryję, by zobaczyć, czy to wystarczy i nastąpił gest, którym powiedziała, że trzeba dolać jeszcze jedno wiadro. Maryja jest nowym bukłakiem zaraźliwej pełni. Jest Ona „pokorną służebnicą Ojca, radującą się, kiedy Go wielbi” (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 286), Matką Bożą spieszącą ochotnie, tą która ledwie począwszy w swoim niepokalanym łonie Słowo życia, idzie nawiedzić i służyć swojej kuzynce Elżbiecie. Jego zaraźliwa pełnia pozwala nam przezwyciężać pokusę lęku: tą pokusę braku odwagi, aby dać się napełnić aż po brzegi, tej małoduszności by nie iść i zarażać innych radością. Nic z tego, bo „Radość Ewangelii napełnia serce i całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem” (tamże, 1).

Drugą ikoną dobrej nowiny jest ten dzban, który wraz z drewnianym czerpakiem w pełnym słońcu południa niosła na głowie Samarytanka (por. J 4,5-30). Dobrze wyraża kluczową kwestię: konkretności. Pan, który jest Źródłem wody żywej, nie miał niczego, aby mógł nabrać wody i wypić kilka łyków. A Samarytanka zaczerpnęła nabierką wody ze swego dzbana i zaspokoiła pragnienie Pana. A zaspokoiła je jeszcze bardziej wyznając swoje konkretne grzechy. Wstrząsając bukłaki tej samarytańskiej duszy, Duch Święty przepełniony miłosierdziem wylał się na wszystkich mieszkańców tego małego miasteczka, którzy zaprosili Pana, by zatrzymał się poród nich.

Nowy bukłak z ową integrującą konkretnością podarował nam Pan w „samarytańskiej” duszy, jaką była Matka Teresa z Kalkuty. Powołał ją i powiedział: „Pragnę”. „Moja mała, chodź, zabierz mnie do bukłaków ludzi ubogich. Przyjdź, bądź moim światłem. Nie mogę iść sam. Nie znają mnie i dlatego mnie nie chcą. Zabierz mnie do nich”. A ona, począwszy od pewnego konkretu, ze swoim uśmiechem i swoich sposobem dotykania rękoma ran zaniosła dobrą nowinę do wszystkich.

Trzecią ikoną dobrej nowiny jest ogromny Bukłak przebitego Serca Pana: doskonałość łagodna, pokorna i uboga, która przyciąga wszystkich do siebie. Od Niego musimy się nauczyć, że nie można dokonywać głoszenia wielkiej radości tym, którzy są bardzo biedni inaczej, jak w sposób naznaczony szacunkiem i pokorą, aż po upokorzenie. Ewangelizacja nie może być zarozumiała. Nie może być surową integralnością prawdy. Duch Święty głosi i naucza „całej prawdy” (J 16,13), i nie boi się, aby można ją było pić łykami. Duch mówi nam w każdej chwili, to co powinniśmy powiedzieć naszym przeciwnikom (por. Mt 10,19) i oświeca mały krok naprzód, jaki w tej chwili możemy uczynić. Ta łagodna integralność daje radość ubogim, ożywia grzeszników, pozwala odetchnąć uciśnionym przez diabła.

Drodzy kapłani, jeśli będziemy kontemplowali i pili z tych trzech nowych bukłaków, to dobra nowina będzie w nas miała zaraźliwą pełnią, którą Matka Boża przekazuje całą swoją istotą, integrującą konkretność przepowiadania Samarytanki oraz łagodną integralność, z jaką Duch Święty nieustannie wypływa i wylewa się z przebitego Serca Jezusa, naszego Pana.

Tłumaczenie: Radio watykańskie

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 26 kwie 2017, 18:58

Homilia Ojca św. Franciszka wygłoszona w Wigilię Paschalną

„Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób” (Mt 28,1). Możemy sobie wyobrazić te kroki…: typowy krok ludzi idących na cmentarz, znużony krok zażenowania, wyczerpany krok osób, które nie dają się przekonać, że w ten sposób wszystko się skończyło… Możemy sobie wyobrazić ich blade twarze, zroszone łzami… I pytanie: jak to możliwe, że Miłość umarła?

W przeciwieństwie do uczniów, są tam kobiety – tak jak towarzyszyły ostatniemu tchnieniu Mistrza na krzyżu, a dalej Józef z Arymatei, aby Go pochować; dwie kobiety, które potrafią nie uciekać, potrafią wytrwać, zmierzyć się z życiem, takim, jakim jest, i znosić gorzki smak niesprawiedliwości. I oto one, przed grobem, między cierpieniem a niezdolnością do utraty nadziei, do pogodzenia się z tym, że wszystko zawsze musi tak się kończyć.

A jeśli wysilimy naszą wyobraźnię, to w obliczu tych kobiet możemy odnaleźć twarze wielu matek i babć, twarze dzieci i ludzi młodych, znoszących ciężar i ból wielkiej nieludzkiej niesprawiedliwości. Widzimy odzwierciedlone w nich twarze tych wszystkich, którzy idąc przez miasto, odczuwają cierpienie nędzy, cierpienie z powodu wyzysku i handlu ludźmi. Widzimy w nich również twarze tych, którzy doświadczają pogardy, bo są imigrantami, bez ojczyzny, domu, rodziny; twarze tych, których wzrok ujawnia samotność i opuszczenie, bo mają zbyt szorstkie dłonie. Odzwierciedlają one oblicze kobiet, matek, które płaczą widząc, że życie ich dzieci jest pogrzebane pod ciężarem korupcji, która odbiera prawa i podkopuje wiele aspiracji, w codziennym egoizmie krzyżującym i grzebiącym nadzieje wielu, pod paraliżującą i jałową biurokracją, nie pozwalającą na zmianę stanu rzeczy. W ich bólu, mają one oblicze tych wszystkich, którzy idąc przez miasto, widzą godność ukrzyżowaną.

W obliczu tych kobiet jest wiele twarzy, być może znajdziemy twoją twarz i moją. Podobnie jak one, możemy czuć się pobudzeni, by iść, a nie godzić się z tym, że wszystko zawsze musi tak się kończyć. To prawda, nosimy w naszym wnętrzu obietnicę i pewność wierności Boga. Ale także nasze twarze mówią o ranach, mówią o wielu niewiernościach – naszych i innych osób – mówią o przegranych próbach i bitwach. Nasze serce wie, że sytuacja może wyglądać inaczej, jednakże niemal nie zdając sobie z tego sprawy, możemy się przyzwyczaić do współistnienia z grobem, do współistnienia z frustracją. Co więcej, możemy dojść do przekonania, że jest to prawo życia, znieczulając się ucieczkami, które jedynie gaszą nadzieję, jaką Bóg złożył w naszych rękach. Takie są często nasze kroki, takie jest nasze podążanie, podobne do tych kobiet, podążanie między pragnieniem Boga a smutną rezygnacją. Umiera nie tylko nasz Nauczyciel: wraz z Nim umiera również nasza nadzieja.

„A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi” (Mt 28, 2). Nagle kobiety te doznały silnego uderzenia, coś i ktoś wstrząsnął grunt pod ich nogami. Po raz kolejny ktoś wyszedł im na spotkanie i powiedział: „Nie lękajcie się”, ale tym razem dodając: „zmartwychwstał jak powiedział”. Taka jest właśnie wieść, jaką obdarowuje nas ta Święta Noc z pokolenia na pokolenie: Nie lękajmy się bracia, bo zmartwychwstał, jak powiedział!. „Życie rozdarte, zniszczone, unicestwione na krzyżu ponownie się zbudziło i pulsuje na nowo” (por. R. GUARDINI, Bóg, Nasz Pan Jezus Chrystus, Osoba i życie, Warszawa 1999, s. 399). Puls serca Zmartwychwstałego Chrystusa daje nam siebie jako dar, jako prezent, jako perspektywę. Puls serca Zmartwychwstałego jest tym, co zostało nam dane i co mamy z kolei dawać innym jako przemieniającą moc, jako zaczyn nowej ludzkości. Poprzez zmartwychwstanie Chrystus nie tylko odwalił kamień z grobu, ale chce także rozbić wszystkie przeszkody zamykające nas w naszych jałowych pesymizmach, w naszych wyrachowanych światach koncepcji, które oddalają nas od życia, w naszych obsesyjnych poszukiwaniach bezpieczeństwa i bezgranicznych ambicjach, zdolnych do igrania godnością innych osób.

Kiedy arcykapłan, przywódcy religijni we współpracy z Rzymianami wierzyli, że wszystko można wyliczyć, kiedy sądzili, że ostatnie słowo zostało wypowiedziane, i że do nich należało jego ustalenie, Bóg wtargnął, aby wywrócić do góry nogami wszystkie kryteria, a tym samym zaoferować nową szansę. Bóg po raz kolejny wychodzi nam na spotkanie, aby ustanowić i umocnić nowy czas, czas miłosierdzia. To właśnie jest obietnicą od zawsze zarezerwowaną, oto jest zaskakujący gest Boga dla swego wiernego ludu: raduj się, bo twoje życie kryje zalążek zmartwychwstania, ofertę życia, które czeka na przebudzenie.

Oto właśnie ta noc wzywa nas do głoszenia wieści: uderzenia serca Zmartwychwstałego, Chrystus żyje! Właśnie to zmieniło krok Marii Magdaleny i drugiej Marii: to właśnie sprawia, że wyruszyły pospiesznie i ​pobiegły, aby oznajmić to Jego uczniom (por. Mt 28, 8). To właśnie sprawia, że powracają do swoich kroków i swoich spojrzeń; powracają do miasta, aby spotkać się z innymi.

Jak z nimi weszliśmy do grobu, tak z nimi zachęcam was, byście wyruszyli, powrócili do miasta, powrócili do naszych kroków i naszych spojrzeń. Idźmy wraz z nimi, aby głosić nowinę, idźmy… Do wszystkich tych miejsc, gdzie wydaje się, że grób miał ostatnie słowo i gdzie zdaje się, że śmierć była jedynym rozwiązaniem. Idźmy, aby głosić, dzielić się, objawić, że to prawda: Pan żyje. Żyje i pragnie zmartwychwstać w wielu twarzach, które pogrzebały nadzieję, pogrzebały marzenia, pogrzebały godność. A jeśli nie jesteśmy zdolni, aby pozwolić, żeby Duch prowadził nas na tej drodze, to nie jesteśmy chrześcijanami.

Idźmy i dajmy się zaskoczyć tą inną jutrzenką, dajmy się zadziwić nowością, jaką może dać tylko Chrystus. Pozwólmy, aby Jego czułość i miłość kierowały naszymi krokami, pozwólmy, aby uderzenie Jego serca przemieniło nasz słaby puls.

Tłumaczenie: Radio watykańskie

Awatar użytkownika
Agnieszka Weychan
Członek wspólnoty
Posty: 4762
Rejestracja: 22 sty 2011, 21:57

Re: Homilie Papieża Franciszka

Post autor: Agnieszka Weychan » 26 kwie 2017, 19:00

Papież: nie dla teologii „można” – „nie można”


Nie wolno nam zapominać, że nasza wiara jest konkretna i odrzuca wszelkie kompromisy czy idealizowanie – mówił Papież na porannej Mszy w Domu św. Marty. Na Eucharystii obecni byli także członkowie dziewięcioosobowej Rady Kardynałów, która dziś rozpoczyna swoje kolejne spotkanie.

Nawiązując do dzisiejszej Ewangelii Franciszek zauważył, że Jezus cierpliwie i z miłością tłumaczy Nikodemowi konieczność ponownych narodzin, czyli potrzeby przejścia od jednej mentalności do innej. Aby lepiej to ukazać, odwołał się do czytania z Dziejów Apostolskich o uzdrowieniu przez Piotra i Jana chromego. Uczeni w Prawie zastanawiali się, jak ukryć ten fakt, bo był publicznie znany. Apostołowie natomiast odpowiadają z prostotą, że nie mogą milczeć i nie mówić o tym, co widzieli i słyszeli. I to jest coś konkretnego – mówił Papież – to jest konkretna wiara w przeciwieństwie do kompromisu, do którego chcieli doprowadzić uczeni w Piśmie. Piotr i Jan mają odwagę, są szczerzy, a to oznacza mówienie otwarcie, bez kompromisów. I to jest konkret wiary.

„Czasami zapominamy, że nasza wiara jest konkretna: Słowo stało się ciałem, nie ideą: stało się ciałem. A kiedy mówimy «Wierzę w Boga», mówimy rzeczy konkretne: «Wierzę w Boga Ojca, Stworzyciela nieba i ziemi, i w Jezusa Chrystusa, który narodził się, umarł...» – to są rzeczy konkretne. Nasze wyznanie wiary nie mówi: «Wierzę, że mam zrobić to, że mam zrobić tamto, że coś muszę...» – nie! Wyznanie wiary jest konkretne. Konkretność wiary, która prowadzi do szczerości, do dawania świadectwa aż po męczeństwo, które przeciwne jest kompromisom czy idealizowaniu wiary” – powiedział Ojciec Święty.

Papież zauważył, że czasami Kościół popadał w „teologię «można i nie można»”. Dla uczonych w Prawie Słowo nie stało się ciałem, ale prawem; trzeba postępować tak, a nie inaczej i dalej już nie można.

„W ten sposób zamykali się w tej racjonalistycznej mentalności, która z nimi się nie skończyła, nieprawdaż? Chociaż Kościół potępił racjonalizm, iluminizm, to w swojej historii wiele razy wpadał w teologię «można, nie można», «można dotąd, do tego miejsca» i zapomniał o mocy, wolności Ducha, o tym rodzeniu się z Ducha, który daje wolność, szczerość w przemawianiu, w głoszeniu, że Jezus Chrystus jest Panem” – stwierdził Papież.

Na zakończenie Franciszek zachęcił, aby prosić Pana o Ducha, który daje nam namaszczenie jasną, konkretną wiarą.

„«Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha»: słyszy głos, idzie za wiatrem, idzie za głosem Ducha nie wiedząc, gdzie w końcu dojdzie. Ponieważ opowiedział się po stronie wiary konkretnej i narodzin z Ducha. Niech Pan da nam wszystkim tego paschalnego Ducha, łaskę pójścia drogami Ducha bez kompromisów, bez skostnienia, z wolnością głoszenia Jezusa Chrystusa takim, jakim przyszedł: w ciele”
– zakończył Ojciec Święty.

pp/ rv

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości