Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Napisz tutaj co dobrego Bóg uczynił dla Ciebie na naszych spotkaniach

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Stanisław
Posty: 17660
Rejestracja: 18 paź 2013, 21:53

Re: Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Post autor: Stanisław » 23 lis 2016, 00:46

Serce rośnie, gdy czytam Twoje świadectwa - dzięki!

no i Chwała Panu!

- zawsze i wszędzie Pan jest dobry!

karolccia3
Posty: 8
Rejestracja: 20 lis 2016, 17:43
Kontakt:

Re: Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Post autor: karolccia3 » 25 lis 2016, 09:02

Dokładnie, Jezus czuwa nad nami.
Ostatnio zmieniony 30 lis 2016, 14:49 przez karolccia3, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Bogu-sław
Posty: 44508
Rejestracja: 27 lis 2013, 08:38
Lokalizacja: Podkarpacie

Re: Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Post autor: Bogu-sław » 29 lis 2016, 12:47

Niech kazdy dzien i kazda chwila bedzie dla ciebie laska.
Nic nie otrzymuje dusza pyszna ani wyjatkowa wedlug wlasnego mniemania.
Tylko pokorne serce, uzdolnione jest do milosci i moze otwierac sie na uzdrowienie i posluge w Imie Jezusa.

Zapytam ' Czy pojdziesz za mna? Ile oddasz od siebie. Czy poniesiesz krzyz?
Krzyz, ktory bedzie mial rozne postaci ale z Jezusem bedzie mily Tobie!

Panie za laski, jakie obdarzasz, dziekuje Ci w moim bracie

raf85
Posty: 22
Rejestracja: 29 cze 2015, 09:55

Re: Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Post autor: raf85 » 04 gru 2016, 13:38

W ubiegłą niedzielę byliśmy na Mszy Św. w Czatachowej. Pierwszy raz w życiu byłem w Pustelni. Skład osobowy: ja, ciocia, P. Halina.
W czasie modlitwy uzdrowienia było słowo poznania, że jest tu kobieta, która ma bardzo wysokie ciśnienie powodujące arytmię, a ta arytmia uniemożliwia jej spanie w nocy - Jezus ją uzdrawia z tego. W czasie gdy o. Daniel wygłaszał słowo poznania, P. Halina miała ciarki na całych plecach i mrowienie, a następnie doznała daru łez. Powiedziała nam później, że to do niej tyczyło się to słowo poznania - dzień wcześniej arytmia sprawiła, że nie zmrużyła oka w nocy. Ten problem dręczył ją od wielu lat.

Chciałbym jeszcze nawiązać do świadectwa z 16 listopada, kiedy to pisałem o koledze z którym praktycznie pół roku nie zamieniłem słowa. Kilka dni temu przyszedł do mnie, bo chciał posłuchać o spotkaniach na Przeprośnej Górce i w Czatachowej. Oczy zrobiłem mniej więcej takie: :shock:
Od razu zrodziło się pytanie w mojej głowie: skąd on wie, że ja jeżdżę na te spotkania? W każdym razie poopowiadałem o tym czego doznajemy. Wcześniej o tym wszystkim mówiłem wielu osobom, ale takiego zainteresowania, zadziwienia jak w tym przypadku to jeszcze nie widziałem u nikogo :) Jesteśmy jeszcze umówieni na rozmowę w tej kwestii, bo chłopak chyba żywo zainteresował się tematem Boga i spotkań charyzmatycznych. Daj Boże żeby i on kiedyś pojechał.


Chwała Panu


p.s.
Droga Alicjo, bardzo dziękuję Ci za modlitwę. Niestety, prawie na pewno ja tej osoby nigdy w życiu już nie spotkam, także chyba nie dowiem się czy wybaczyła czy nie... Chyba, że Jezus zechce inaczej ;)

Drogi Stanisławie, moje serce też rośnie :D Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że aż tyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyle zacznie się dziać naszym życiu. W mojej rodzinie dzieją się rzeczy, które kiedyś nawet nie przyszłyby mi do głowy, a o których później tylko czytałem w internecie. Coś, co kiedyś było niemożliwe, później bardzo odległe, teraz staje się i naszym udziałem. Warto wierzyć, warto się modlić ( prosić, dziękować ), warto jeździć na spotkania. Warto iść z Jezusem :)

raf85
Posty: 22
Rejestracja: 29 cze 2015, 09:55

Re: Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Post autor: raf85 » 15 mar 2017, 19:41

Miłość i Miłosierdzie Jezusa

Ponad miesiąc temu moja koleżanka z pracy, Urszula, podczas czyszczenia ucha bagietką dość nieszczęśliwie przebiła sobie błonę bębenkową. Krew, szum w uchu, ból, pogorszenie słuchu... Poszła do laryngolog i dowiedziała się, że obie Panie „będą miały okazję lepiej się poznać”, z uwagi na długotrwały proces leczenia tej przypadłości.
Będąc 18 lutego na spotkaniu otwartym ‘zabrałem’ swoją koleżankę, jak to mawia o. Witko, na „duchowych noszach modlitwy.” W czasie modlitwy o uzdrowienie o. Daniel powiedział żeby wstawiać się za tymi, którzy prosili nas o modlitwę, żeby wymieniać ich imiona. Osób tych mam całkiem sporo, także nie sposób każdego wymienić, jednak pamiętam doskonale, że imię Urszula wypowiedziałem :) Z koleżanką widziałem się trzy dni później – we wtorek. Spytałem jak jej ucho. Okazało się, że w niedzielę rano wyjęła z ucha watę – nie było bólu, szumu, słyszała doskonale. We wtorek późnym popołudniem poszła do laryngolog na kolejną wizytę. Lekarka po dokładnym zbadaniu stwierdziła, że po dziurze w błonie bębenkowej nie ma nawet śladu! Został tylko mały strupek :) Lekarka była bardzo zdziwiona, bo ponoć jest to wielomiesięczne, żmudne leczenie. Chyba, że Jezus bierze się do pracy, wtedy efekt jest natychmiastowy :D Ucho jest w 100% uzdrowione!

Chciałbym tu jeszcze napisać o łaskach, jakie spłynęły w czasie moich modlitw, które zanosiłem Panu w godzinę miłosierdzia. Odkąd dowiedziałem się, że 15:00 jest godziną miłosierdzia ( a miało to miejsce całkowicie „przypadkowo” blisko dwa lata temu ), starałem się zawsze o tej porze chociaż wspomnieć Jezusowi o ważnych sprawach.
Znajomi moich rodziców, Romek i Marysia, od dawna mieli problemy w małżeństwie. Romek od wielu, wielu, wielu lat pił alkohol. Później doszła jeszcze poważna odmiana cukrzycy – sam fakt, że on do dziś nie umarł to już jest wielki cud! Końcem ubiegłego roku ( okolice listopada ) Marysia załatwiła mu badania w szpitalu. Czekała na to kilka miesięcy. Dzień przed zaplanowanym terminem, jej mąż tak się upił, że nie był w stanie pójść do szpitala. Marysia wyrzuciła go z domu i powiedziała, że więcej nie chce go znać. Dowiedziawszy się o tym postanowiłem modlić się za nich właśnie o godz. 15:00 – w godzinę miłosierdzia, kiedy to spływają ogromne łaski. Trwało to jakiś miesiąc czasu. Prosiłem Pana aby Romek wreszcie zmądrzał – przestał pić, poszedł się leczyć i żeby Marysia przyjęła go z powrotem do domu. Miesiąc później całkowicie przypadkowo dowiedziałem się, że Romek nie pije, zrobił wszystkie badania, leczy się na cukrzycę i wrócił do domu :)

Od ponad roku czasu, w godzinę miłosierdzia modliłem się też za mojego dziadka. Mimo iż całe życie chodził do kościoła, to jego wiara była nijaka. Gdy z nim dłużej porozmawiałem, podrążyłem, to się okazało, że uczęszcza do kościoła, bo „tak go nauczyli”. O Bogu, o zbawieniu i innych istotnych aspektach wiary nie wiedział w zasadzie nic. Przeraziłem się tym faktem nie na żarty! Codziennie o 15:00 prosiłem Jezusa aby pomógł mi przyprowadzić go do siebie. Im więcej się modliłem, tym było gorzej... Miałem już takie momenty zwątpienia, że chciałem nawet zaprzestać tej modlitwy, jednak nie zrobiłem tego. Od kilku tygodni dziadek skarżył się na ból w prawym kolanie. 1,5 tygodnia temu miał sen w którym przyszedł do niego Bóg i uzdrowił mu to kolano. Gdy dziadek się obudził okazało się, że kolano nie bolało! To było 1 marca, noga do dziś jest zdrowa. Ten sen dał mu dużo do myślenia. Dziadek nie kpi już sobie z ludzi, którzy są uzdrawiani chociażby na spotkaniach prowadzonych przez o. Daniela. Wie teraz już, że Bóg jest realny, że każdego kocha, że na każdym człowieku mu zależy. Wie, że Bóg uzdrawia. Od tamtego czasu dziadek praktycznie cały czas o tym mówi, ciągle nie może uwierzyć w to, co się stało :) On sam stał się świadectwem dla co najmniej jednej osoby, która też zbyt blisko Boga nigdy nie była. Gdy dziadek o tym opowiada to za każdym razem płacze, nie potrafi o tym mówić bez emocji. Mam teraz dobry punkt wyjściowy do dyskusji aby dalej przyprowadzać go do Jezusa. Pomalutku pracuję też nad tym, żeby kiedyś wybrał się z nami na Przeprośną Górkę. Może kiedyś... ;)

Módlcie się, Kochani, do Boga bezustannie. Wołajcie do Jezusa w godzinę w którą konał na krzyżu – 15:00. Przedstawiajcie mu wtedy swoje prośby. On słucha i wysłuchuje.

Chwała Panu

raf85
Posty: 22
Rejestracja: 29 cze 2015, 09:55

Re: Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Post autor: raf85 » 09 paź 2017, 20:44

Miłość i Miłosierdzie Jezusa


Na początku tego roku moja mama wyczuła guzek na swojej piersi. Była umówiona na specjalistyczne badania. Odsłuchiwała sobie przez internet spotkanie ( tylko nie jest pewna czy z lutego czy z marca b.r. ) i w czasie modlitwy o uzdrowienie o. Daniel wygłosił słowa poznania: "Pan uzdrawia Cię z nowotworu piersi". W tym momencie moją mamę przeszył gorąc od samej głowy, aż po palce u nóg. Kilka dni później pojechała na badania, które wyszły bardzo dobrze. Jest całkowicie zdrowa :)

Odsłuchiwałem sobie wraz z babcią retransmisję spotkania otwartego, które odbyło się w maju. Pamiętam, że w trakcie modliłem się o to, żeby Jezus przytulił mnie do swego serca. O. Daniel wygłosił poznanie: "Rafale, Jezus przytula Cię do swego serca". :)

Mama miała od dłuższego czasu jakiś problem z uchem - tworzyła się w nim ropa. Jak się okazało w uchu była bakteria odpowiedzialna za taki stan rzeczy. Bakteria ta przeżarła błonę bębenkową i w poważny sposób zagrażała innym narządom ucha. Sprawa była już tak poważna, że groziła jej znaczna, a nawet całkowita utrata słuchu. Oczywiście była w tym czasie pod opieką lekarską.
4 czerwca ( Święto Zesłania Ducha Świętego ) byłem w Czatachowej. Jak się okazało, trafiłem na odpust :) Jechałem tam zawożąc w sercu wiele intencji m.in. uzdrowienia ucha mojej mamy. Miałem też własną intencję - od bardzo wielu miesięcy prosiłem o napełnienie Duchem Świętym, bardzo chciałem otrzymać dar języków. Od samego początku pobytu w Czatachowej modliłem się tym fragmentem biblijnym: J, 7, 37-39, "W ostatnim zaś, najbardziej uroczystym dniu święta, Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: "Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza". A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był <dany>, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony." i ogłaszałem go nad swoim życiem. Wierzyłem bardzo głęboko, że to jest mój dzień Pięćdziesiątnicy.
W czasie gdy ja byłem w pustelni, cała moja rodzina ( a właściwie 4 rodziny ) były w kościele w sąsiedniej miejscowości na mszy ofiarowanej za prababcię i pradziadka. Moja mama gdy weszła do kościoła, poczuła niesamowicie intensywny zapach róż, jak sama opisywała - miała wrażenie, że cały kościół pachnie różami. To był dla niej znak, ona wiedziała już wtedy, że coś się wydarzy... ;)
Gdy w Pustelni uwielbialiśmy Jezusa, następnie modliliśmy się do Ducha Św., o. Daniel powiedział żeby sobie wybrać 1 osobę do której w szczególności chcielibyśmy aby Duch Święty przyszedł. Pamiętam, że wtedy w myślach mówiłem tak : "Nie, jedna to za mało, z mało. Jest więcej osób..". Może ze 3 sekundy później o. Daniel wypowiedział poznanie, żeby sobie wybrać więcej tych osób :) Wymieniłem wszystkich! Każdą osobę z imienia, która w tym czasie była w kościele w mojej miejscowości. Co się wydarzyło? Dokładnie w tym samym momencie w kościele w którym modliła się moja rodzina, śpiewano pieśń "Przyjdź Duchu Święty ja pragnę", moja mama spoczęła w Duchu Świętym, moja babcia i ciocia dostały daru łez :shock: To był moment cudownego uzdrowienia ucha mojej mamy! Błona zrosła się całkowicie i jest mocniejsza, trwalsza niż ta w zdrowym uchu.
Pamiętam, że w którymś momencie ( ciężko mi go określić precyzyjnie ), siedząc przed pustelnią spojrzałem w prawo, a na siatce ogrodzeniowej wisiała czapka z daszkiem i z tego daszku wychodziło złote światło, które świeciło prosto w moją twarz. Na tej czapce nie było żadnego metalowego elementu, który mógłby odbijać światło słoneczne... Z resztą, jak napisałem, to było złote światło, nie światło słoneczne :) To był dla mnie znak.
W Czatachowej dalej modliliśmy się i prosiliśmy Parakleta o łaski. Na sam koniec, gdy była modlitwa wstawiennicza, podszedłem do o. Daniela i poprosiłem aby pomodlił się o chrzest Duchem Świętym dla mnie. Ojciec z uśmiechem na twarzy to zrobił. Muszę powiedzieć, że w tym momencie nie poczułem absolutnie nic, ale wiedziałem, że to nie jest żaden wyznacznik. 2 lub 3 dni później zacząłem modlić się innymi językami. To jest niezwykły, niesamowity dar, bo człowiek go kontroluje. W każdej chwili może go "włączyć" i "wyłączyć". Jezus spełnił moje marzenie, napełnił mnie swoim Duchem Świętym. Wiem, że to jest jeden z pomniejszych charyzmatów, który może prowadzić nas do kolejnych. Wierzę głęboko, że na tym nie koniec. Św. Paweł mówił, żeby głównie zabiegać o dar proroctwa... Ja wierzę i dalej proszę :)

W lipcu byłem na spotkaniu młodych. Takiego szalonego uwielbienia jak wtedy, to ja nie pamiętam :) W kościele było zgromadzonych baaaaaardzo wiele osób, była straszna duchota, ale nam to nie przeszkadzało. Uwielbialiśmy Pana w sposób absolutnie szalony, w trakcie uwielbienia przyszedł mi do głowy fragment z Biblii mówiący o tym jak król Dawid cały się spocił uwielbiając Boga ;) Wyszedłem stamtąd cały ugrzany. Nad Górką Przeprośną przeszła ulewa, bardzo się ochłodziło. Ja od małego cierpię na przewlekłe zapalenie migdałów i muszę bardzo uważać. Normalnie w takiej sytuacji już miałbym powiększone migdały, anginę i być może antybiotyk musiałby iść w ruch. Stałem na dworze czekając na znajomych, a w tym czasie podkoszulek zdążył wyschnąć na mnie. Wróciłem do domu i nie było mi kompletnie NIC! Byłem w 100% zdrów :)
Po zakończeniu spotkania, jak czekałem na wyjazd z Górki Przeprośnej, zadzwonił do mnie kolega - Dawid. Spytał mnie czy za niego też się modliłem. Zrobiło mi się głupio, bo on nawet mi na myśl nie przyszedł... Powiedziałem prawdę, że nie.
Kilka dni później przyznał mi się do czegoś. Okazało się, że jest chory. Wyszło, że ma nowotwór kości, zlokalizowany w szczęce! Ręce mi opadły... Chłopak 28 lat, a w ostatnią sobotę września miał się żenić.
Prócz modlitw za niego, podałem mu ( po raz drugi już... ) link do kanału YT ze spotkaniami wspólnoty MIMJ. Powiedziałem, że sobie obejrzał i z wiara prosił o uzdrowienie. Człowiek chory zazwyczaj jest zgodny we wszystkim, więc i on nie odmówił ;) Leżałem u siebie w pokoju i przyszła mi do głowy myśl ( okazało się, że było to poznanie ) że w tym momencie Jezus uzdrawia Dawida. Minęło może z 30 sekund, może 1 minuta - dzwoni telefon. Dawid ;) Powiedział mi, ze nikomu na razie o niczym nie powie, ale mówi mnie, bo wie że ja go nie wyśmieję. Odpowiedziałem, że zamieniam się w słuch. W trakcie słuchania jednego ze spotkań ( nie wiedział którego ) padło poznanie: "Pan Ciebie uzdrawia". W tym momencie poczuł, że coś pękło w jego ustach i wylałą się ropa. Niesamowite ilości ropy wypluwał do kosza. To był nowotwór :) Pojechałna badania, ale wszystko jest ok. Do dziś jest pod opieką onkologa, ale nie ma zagrożenia 8-)

Bodajże w lipcu moją babcię bolało kolano, to trwało kilka dni. Wahałem się długo, ale w końcu ją spytałem czy nie chciałaby abym się o to kolano pomodlił. Zgodziła się. W ciągu 2,5 r. obejrzałem i odsłuchałem na pewno setki godzin rekolekcji/nauczań na temat modlitwy wstawienniczej. Ale teoria to jedno, a praktyka to drugie... Zawsze jest wahanie, nachodzą człowieka myśli: a co jeśli nic się nie stanie? a co jeśli wyjdę na głupka? a jeśli zawiodę kogoś? itd. Dlatego zawsze najlepiej "eksperymentować" na swoich ;) Wybrałem metodę, której naucza Marcin Zieliński i dokładnie tak zrobiłem. Położyłem ręke na kolenie i zacząłem się modlić. Po pierwszej modlitwie ból znacznie został zredukowany. Modlę się dalej ( Marcin naucza żeby próbować do 3 razy ), po drugiej stał się jeszcze mniejszy. Pomodliłem się trzeci i ostatni raz - ból był już niewielki. W imieniu Jezusa ogłosiłem uzdrowienie nad tym kolanem i powiedziałem babci żeby wierzyła. Co się stało? Na drugi dzień bólu nie było już w ogóle i do dziś się nie pojawił!

W sierpniu na spotkaniu otwartym, w czasie modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne najpierw Panie klękały, a Panowie kładli na nie ręce i się modlili, później była zamiana. Na mnie ręce trzymały dwie kobiety, w trakcie modlitwy padło poznanie "Rafale Pan Ciebie uzdrowił". Nie poczułem nic, ale przyjąłem to przez wiarę. Po skończonej modlitwie, jedna z omadlających mnie Pań powiedziała, że to byłem ja, że mnie Jezus dotykał, bo ona to poczuła :)

Oglądałem na Youtube profil pewnej młodej dziewczyny ( mieszka w Gdyni ), która nagrywa filmiki i je zamieszcza. Wiele z nich jest o tematyce religijnej. Poczułem przynaglenie w sercu ( a wiedziałem od Kogo ono pochodzi ), że powinienem się do niej odezwać. Długo z tym zwlekałem, ale po 2 tygodniach zrobiłem to. Napisałem mniej więcej tak: "poczułem przynaglenie w sercu, żeby Ci powiedzieć o spotkaniach, które się odbywają na Przeprośnej Górce...". itd. Co się okazało? Dziewczyna odpisała mi, że w ostatnim czasie już parę osób namawiało ją na wyjazd na spotkanie, a moja wiadomość do niej całkowicie utwierdziła ją w przekonaniu, że powinna jechać :) Tak właśnie działa Duch Święty.

Coraz częściej, a w ostatnim czasie już naprawdę bardzo dużo, modlę się obcymi językami. Tego też człowiek się uczy. Im więcej mówisz, tym więcej słów nowych się pojawia. Językami modlę się teraz spontanicznie, gdy poczuję takie przynaglenie, taką potrzebę. Modlę się tak też w intencjach, które leżą mi na sercu.
Podam tylko dwa przykłady rozwiązania problemu gdy modliłem się językami:
-odsłuchiwałem przez internet spotkanie otwarte z lipca i gdy o. Daniel poprosił, to modliłem się językami wraz z wiernymi. W pewnym momencie w swojej głowie zobaczyłem pewną osobę. Po prostu ona mi przyszła na myśl, zobaczyłem konkretną postać. Ostatni raz widziałem ją 13 lat temu. Jej imię i nazwisko było kluczowe w sprawie, która nurtowała mnie od lutego.
-drugi przypadek, sprzed dwóch tygodni. Modląc się językami, udało mi się odnaleźć dwie osoby, które poznałem na Górce Przeprośnej i z którymi spędziłem kilka miłych spotkań modlitewnych:)
Pismo Święte mówi tak ( Rz 8, 26-27): "Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą."
Warto pragnąć i prosić o ten dar.

Bóg podsyła mi ludzi, którym mam głosić Jezusa, którym mam opowiadać o spotkaniach charyzmatycznych w których biorę udział. Przychodzi mi na myśl pewien kierowca tira, któremu przez godzinę czasu o tym wszystkim opowiadałem, a który stał wytrwale i słuchał z zainteresowaniem moknąć przez ten czas w strugach ulewnego deszczu ;) Wyraził zainteresowanie przyjazdem na spotkanie otwarte we wrześniu. Do Pustelni też chciał się wybrać wraz z całą rodziną. Okazało się, że jego brat mieszka w żarkach. Czy byli? Tego nie wiem.

Dużo rozmów na tematy biblijne przeprowadziłem ze swoim wujkiem ( to jego żona ma uzdrowioną rękę i wątrobę ). Podchodził sceptycznie, bardzo. Ale w przeciągu kolejnych miesięcy zaczął najwyraźniej zmieniać zdanie. Powiedziałem mu, że jeśli chce poznać Boga, to niech zacznie czytać Biblię. I zaczął - czyta od kwietnia tego roku. On w zasadzie był nie wierzący, ale widzę, że już taki nie jest. "Pracuję" nad nim ciągle ;) Ciocia moja tez czyta Biblię. Babcia moja zaczęła także kilka miesięcy temu czytać Pismo Święte. :)

Napomnę jeszcze, że w maju b.r. dostałem proroctwo na moje życie. O to również bardzo wytrwale prosiłem, także o. Daniela w czasie modlitwy wstawienniczej.
To proroctwo zostało potwierdzone przez słowo poznania, które o. Daniel wypowiedział do nas-wiernych w czasie: Święta Zesłania Ducha Św. ( pierwszy raz ), oraz w czasie spotkania młodych w lipcu ( drugi raz ).

Od końca tamtego roku, mam często takie przynaglenia, żeby błogosławić niektórych ludzi. Widzę kogoś i czuję, że mam błogosławić tę osobę i całą jego rodzinę ( często w ogóle nie znam tych ludzi ), nie wiem dlaczego, po prostu wiem, że mam to zrobić. Czynię to oczywiście w myślach, w sposób duchowy.

To chyba z grubsza tyle by było... Chyba, że o czymś zapomniałem. To tak jak człowiek nie jest systematyczny, później robią się zaległości ;)
Było jeszcze kilka poznań i słów proroczych, które odnosiły się bezpośrednio do mojej osoby. Jednakże niektóre zaczynają się wypełniać, a na kolejne czekam. Gdy tylko zaistnieją, złożę
tu kolejne świadectwa.

W najbliższą sobotę po raz 15 wezmę udział w spotkaniu charyzmatycznym prowadzonym przez o. Daniela. Pomyśleć, że dwa lata temu moim wielkim marzeniem było pojechać choćby jeden raz ;) Jezus spełnia pragnienia naszego serca.

1,5 roku temu Jezus postawił na mojej drodze pewną Panią ze wspólnoty. Można powiedzieć, że jest ona Aniołem w ludzkiej postaci. Setki godzin przegadaliśmy na temat wiary, ile dziesiątków, a może i setek modlitw razem odmówiliśmy... Wszystko telefonicznie :) Widujemy się osobiście tylko na spotkaniach. Modlimy się za siebie nawzajem. Nie boję się powiedzieć, że Chrystus prowadzi ją za rękę. Wspaniała, najbardziej boża osoba jaką spotkałem w życiu - ma na myśli osoby świeckie.

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca.

Niech Jezus Chrystus błogosławi każdego, kto czyta to i wcześniejsze moje świadectwa. Niech te same i większe rzeczy staną się udziałem waszego życia. Niech Duch Święty Was napełnia i prowadzi. Amen

Chwała Panu.

p.s.
Czuję wielkie przynaglenie aby Was zachęcić do odprawiania tzw. Godziny Świętej. Jest ona ustanowiona na pamiątkę modlitwy Jezusa Chrystusa w Ogrójcu, kiedy to został całkiem sam, bo uczniowie posnęli.
Godzina Święta jest w każdy czwartek między 23:00, a 24:00. Jest to przede wszystkim czas wynagradzania Panu cierpienia, które wtedy samotnie znosił. Uczestnicząc w tej modlitwie, to tak jakbyśmy byli wraz z Nim i przy Nim. Warto wygospodarować tę jedną godzinę w tygodniu i w całości oddać ją Zbawicielowi :)

raf85
Posty: 22
Rejestracja: 29 cze 2015, 09:55

Re: Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Post autor: raf85 » 18 cze 2018, 11:27

Miłość i Miłosierdzie Jezusa


14.10.2017r., na spotkanie otwarte umówiłem się z dziewczyną, poznaną rok wcześniej w tym właśnie miejscu. Łącznie było nas kilka osób. Siedliśmy sobie na samym końcu zgromadzenia, jak się okazało – miejsce to nie było przypadkowe. W trakcie trwania procesji fatimskiej, zobaczyliśmy cud słońca. Słońce w pewnym momencie zaczęło wirować wokół własnej osi – to zjawisko widziało ok. 10 osób siedzących z tyłu. Patrzyliśmy na to pod różnym kątem, „gołym okiem” i w okularach słonecznych i wszyscy stwierdziliśmy jednoznacznie – słońce wiruje! :) Rozmawiałem później ze znajomą ze wspólnoty ( siedziała mniej więcej po środku zgromadzenia ), ona także widziała cud słońca – zauważyła, że słońce zaczęło zmieniać kolory. My widzieliśmy wirujące słońce, znajoma widziała słońce świecące różnymi barwami.

11 listopada 2017r., spotkanie otwarte, nasza mieszana paczuszka znowu się spotkała, tym razem już w środku Sanktuarium. Przed tym spotkaniem, przez kilka tygodni, dzień w dzień, modliłem się bardzo intensywnie aby Jezus udzielił mi odpowiedzi w pewnej bardzo kluczowej dla mnie sprawie. Tę odpowiedź chciałem otrzymać w postaci proroctwa.
Postawiłem dwa warunki:
-odpowiedź chciałem uzyskać do końca tygodnia
-Bóg miał mi jej udzielić albo przez o. Daniela albo przez jedną z osób ze wspólnoty obdarzoną charyzmatem proroczym.
Spotkanie w Sanktuarium trwało i ja bardzo uważnie obserwowałem wszystko dookoła i wsłuchiwałem się w to, co było mówione. Odpowiedź nie przychodziła. Spotkanie dobiegało końca, a odpowiedzi brak. W końcu o. Daniel zakończył spotkanie i powiedział, że pora na modlitwę wstawienniczą. Był to dla mnie ogromny zawód! Powiedziałem Jezusowi, że mnie zawiódł, że tak się nie robi. Służę mu od kilku lat, staram się kroczyć Jego ścieżkami, a On zawiódł mnie w tak ważnej dla mnie kwestii. Cóż, trwała modlitwa wstawiennicza. Zostałem omodlony. Okazało się, że jedna z osób z naszego autokaru ma głębokie uśpienie w Duchu Świętym i musimy poczekać ( słowo poznania mówiło o 3 takich osobach i o tym, że trzeba będzie je zanieść do autokaru ). Czekaliśmy. W pewnym momencie okazało się, że w Sanktuarium zostało niewiele osób, a o. Daniel skończył już wszystkich omadlać i stał „bezrobotny”. Pomyślałem, że lepszej okazji już nie będzie. Podszedłem do Niego, powiedziałem, że od jakiegoś czasu proszę Jezusa aby mi odpowiedział i spytałem czy mógłby mi prorokować, nie powiedziałem o co chodzi. O. Daniel się zgodził, poprosił abym uklęknął i zaczął się w tej sprawie modlić nade mną. Trwało to może 40 sekund może 1 minutę. O. Daniel powiedział, że do serca przychodzą mu takie oto słowa: „znam ich, troszczę się”. Podziękowałem, ucieszyłem się. Wynieśliśmy naszą ‘szefową’ ( będącą w głębokim uśpieniu ) do autokaru i odjechaliśmy. W drodze powrotnej analizowałem słowo prorocze i wtedy Duch Święty przypomniał mi słowa mojej modlitwy, które powtarzałem przez długi czas. A brzmiały one tak: „Jezu oddaję to Tobie, troszcz się Ty”. :o Szok! Prorocze słowo było dokładnie powtórzeniem słów, którymi wołałem do Jezusa. Radość moja była przeogromna! :D

Lutym 2018r. spotkanie otwarte. Moja Ciocia złożyła świadectwo z cudownego uzdrowienia ręki oraz z uzdrowienia z wirusowego zapalenia wątroby typu C.

Kwiecień 2018r., jadąc na spotkanie otwarte, dostałem w autokarze książeczkę z modlitwami do krwi Chrystusa. Siedząc na Górce Przeprośnej osoba ze wspólnoty rozdawała różańce:
-różaniec do krwi Chrystusa
-różaniec do odmawiania margaretki.
W drodze powrotnej do domu, Pani która organizuje pielgrzymki spytała czy wziąłbym margaretkę za jednego z kapłanów przyjeżdżających na spotkania. Zgodziłem się.
W autokarze dostałem modlitwy do krwi Chrystusa i margaretkę, a na Górce Przeprośnej dwa różańce –
Różaniec do krwi Chrystusa i różaniec do margaretki. Przypadki? Nie, Duch Święty! :)

Za namową, a właściwie sugestią znajomej ze wspólnoty, postanowiłem podjąć post. Pierwszy raz zrobiłem to w okresie Wielkiego Postu i do dziś w miarę regularnie to praktykuję. Różne są te posty, czasami o samej wodzie, czasami o chlebie i wodzie, czasami dobowe czasami dłuższe lub krótsze. Biblia naucza, że gdy umartwiamy nasze ciało, to otwieramy naszego ducha na działanie Boże. Jest w tym dużo prawdy. Poszcząc zawsze staram się wzbudzić intencje. Co najmniej dwie z nich się sprawdziły. Jedną z nich opiszę za chwilę. Polecam każdemu podejmować posty. To naprawdę jest skuteczne.

Za namową dziewczyny z którą spotykałem się kilka miesięcy ( poznana na spotkaniu w Sanktuarium o. Pio ) zacząłem regularnie chodzić do kościoła. Zacząłem od porannego chodzenia w ciągu tygodnia, a teraz staram się chodzić regularnie także i co niedzielę. Począwszy od grudnia ub. roku aż do teraz, w kościele byłem łącznie więcej razy niż przez ostatnie lata razem wzięte ;) ( pomijając spotkania charyzmatyczne na które jeżdżę regularnie ).

Od bardzo długiego czasu prosiłem Boga aby udzielił mi odpowiedzi w pewnej, niezwykle istotnej dla mnie sprawie. Trwa to od kilku miesięcy. Na każdym spotkaniu czy to z o. Witko czy z o. Danielem wsłuchiwałem się bardzo wyraźnie w słowa poznania i proroctwa, które kapłani wypowiadają. Bez rezultatu, totalny brak odpowiedzi. Ciągłe moje modlitwy, posty – nic nie dawały.
Prosiłem o to także 19 maja na Górce Przeprośnej i 20 maja w Czatachowej w czasie Święta Zesłania Ducha Świętego.
Na spotkaniu otwartym ( 19 maja 2018r. ) siedziałem obok kobiety, która w październiku ubiegłego roku także widziała cud słońca. Także było to dla mnie kolejne potwierdzenie tego, że kilka miesięcy wcześniej nic nam się nie wydawało :)

W Święto Zesłania Ducha Świętego bardzo gorliwie modliłem się do Ducha Świętego aby dał mi słowo prorocze, które będzie odpowiedzią na moją bolączkę. W przerwie, siedząc przed wejściem do pustelni, zauważyłem wychodzącą z kościoła kobietę, która miała t-shirta, a na nim cytat z Izajasza 40, 29-31 – czyli słowo, które zostało mi przekazane dokładnie rok wcześniej w czasie modlitwy :) Wiedziałem, że jest to znak od Ducha Świętego, że jest to jakaś odpowiedź, ale to jeszcze nie było to ;)
Spotkanie w pustelni dobiegało końca i przyszła pora na modlitwę wstawienniczą .Ustawiłem, się w kolejce do o. Daniela i gdy Ojciec podszedł to Go poprosiłem aby pomodlił się o słowo prorocze dla mnie, powiedziałem, że bardzo długo o to proszę, czekam i mi zależy. Niestety o. Daniel mi odmówił, powiedział, że jest bardzo dużo osób i nie ma na to czasu. Przeprosił mnie i powiedział, że omodli mnie w tradycyjny sposób. Tak też się stało. Powiem szczerze, że odszedłem zawiedziony. Liczyłem, że Duch Święty ustami o. Daniela ponownie przemówi do mnie. Niestety tak się nie stało.
Ja jestem jak ta uboga wdowa z Ewangelii 8-) , jeśli mi na czymś bardzo zależy, to nie odpuszczam! Dwa dni później, wtorek, ponownie podjąłem post. Ofiarowałem go m.in. w intencji otrzymania tego słowa proroczego. W końcu Bóg w swoim Słowie mówi - "wołaj do mnie, a odpowiem Ci"!
W czasie dnia, szukałem najróżniejszych informacji w internecie. I „przypadkiem trafiłem” na fragment Ez 37, 1-14 o tzw. Dolinie suchych kości. Jedno zdanie tam zawarte sprawiło, ze fragment ten zapisałem. Na drugi dzień, chciałem do niego wrócić, gdy otwierałem ten fragment ( miałem zapisane w pamięci telefonu ) poczułem wokół siebie taki delikatny zapach pomarańczy. Delikatny i krótki. W całym domu nie było ani jednej pomarańczy :) . Wiedziałem, że to nie jest przypadek, tylko, że to Duch Święty coś mi pokazuje. Gdy chwilkę później drugi raz sięgałem po telefon aby fragment przeczytać, po raz drugi poczułem delikatny i krótkotrwały zapach pomarańczy. Nie miałem, już żadnej wątpliwości. Wnikliwie wczytałem się w tekst zawarty w księdze Ezechiela i mówię: tak, to jest to!!!!!! Na to czekałem ,to jest dokładnie to o co prosiłem. Słowo prorocze dla mnie!!!! :D Zacząłem szukać w internecie nauczań i informacji opisujących opisany przeze mnie fragment i znalazłem. Został on także zinterpretowany, jak ja sądziłem. Nie ma m najmniejszej wątpliwości, że Bóg odpowiedział na moją modlitwę i otrzymałem słowo „rhema”. Miałem i mam w głowie myśli mówiące o tym, żeby ten fragment księgi Ezechiela ogłaszać nad problemem życiowym z którym teraz się zmagam. To o co się modlę także jest taką doliną suchych kości i potrzeba cudu aby to wskrzesić :(
Ez 37, 1-14 przemawiał i dalej przemawia do mnie na wiele sposób, gdy się wnikliwie wczytałem w tekst, zobaczyłem w nim podobieństwa do innych fragmentów biblijnych które wcześniej chodziły mi po głowie, które analizowałem... Długo by o tym pisać, a nie chcę tutaj robić szczegółowej analizy. W każdym razie to jest klasyczny przykład tego, w jaki sposób ożywione słowo boże trafia do serca człowieka :) .


Opiszę jeszcze 2 inne, ciekawe sytuacje/świadectwa, które mi się przydarzyły na przełomie kilku miesięcy.
1)Styczeń 2018r. Wracam z pracy po nocnej zmianie. Wczesna godzina poranna. Pytanie – iść czy nie iść do kościoła na mszę poranną? Nie miałem najmniejszej ochoty, byłem tak bardzo zmęczony, śpiący. W końcu się przełamałem się! Powiedziałem, że idę wbrew wszystkiemu. Wszedłem do kościoła, usiadłem w ławce i powiedziałem takie słowa: „Jezu, oto jestem!”. 3 minuty później zaczęła się msza. Celebrans prowadzący mszę powitał nas w taki sposób: „Oto jestem! – tymi słowami witamy Pana, który sam nas do siebie zaprasza:shock: 8-) :D Gdy to usłyszałem, opadła mi szczęka!, a w moim oczach pojawiły się łzy. Wiedziałem, że jest to odpowiedź, której Jezus udziela mi – On mnie zaprosił, czekał na mnie i cieszył się, że przybyłem!
2)Dziewczyna z którą poznałem się na spotkaniu młodych przed dwoma laty, miała jakiś problem. Nie pamiętam już dokładnie o co chodziło, w każdym razie czegoś się obawiała. Przypomniałem sobie co o. Pio mówił – że można do kogoś/komuś posłać swego anioła stróża. Tak też zrobiłem. Poprosiłem mojego anioła, żeby mnie na chwilę zostawił i poszedł do niej, żeby miała dwa anioły do ochrony. Tego samego dnia siadałem w fotelu przed komputerem i coś chrupnęło mi w lewym kolanie w nodze. Ból był nie do zniesienia. Nie umiałem wstać z fotela, musiałem to rozchodzić. Jednak ilekroć się położyłem lub wstawałem, ból był bardzo silny. Trwało to dobre kilka miesięcy. Nie wiem jak to rozumieć. Czy posyłając swojego anioła stróża komuś, sami rezygnujemy z wszelkiej ochrony? Hmm

Chwał Panu

p.s
Jeśli przeczytaliście do końca moje świadectwo, to mam do Was wielką prośbę. Westchnijcie do Pana za mną, poproście Go aby uczynił cud i wskrzesił dolinę suchych kości, która pojawiła się w moim życiu. Tutaj potrzeba takiego cudu, o jakim Ezechiel pisze w swojej księdze. Wierze głęboko, że Bóg uczyni ten cud, tylko nie wiem jak długo przyjdzie mi na to czekać. Mam słowo "rhema" i ogłaszam je nad problemem, ale za wszelakie wsparcie modlitewne bardzo Wam dziękuję. Gdy to nastąpi, będzie to cudowne świadectwo działania bożej mocy, będzie to świadectwo tego, że Bóg jest silniejszy od wszelakiego zła. Opiszę wtedy wszystko tutaj.

Bóg Wam zapłać

Awatar użytkownika
Gosia Wróbel
Członek wspólnoty
Posty: 676
Rejestracja: 23 gru 2011, 23:25

Re: Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Post autor: Gosia Wróbel » 24 paź 2018, 21:19

Rafale, dzieki za swiadectwa! Chwala Panu, ze dziala z wielka moca! Ale prosze Cie nie rob tak, ze cos wymagasz od Boga - stawiasz mu warunki jak sam pisałeś...Bog wie co jest dla nas dobre, zna pragnienia naszych serc.
Mozna sie pomodlic i czekac po prostu...nic na sile. Tak samo o.Daniel jesli bedzie mial do Ciebie slowo prorocze po prostu Ci powie. Przyjmij z radoscia to co dostajesz nawet jesli to bedzie modlitwa wstawiennicza bez slow proroczych to w oczach Bozych ta modlitwa jest bardzo cenna i wazna bo wynika z wiary i jest pelna pokory, zaufania Bogu. Jesli czujesz niepokoj, lek, gniew to pomodl sie by Bog to zabral.
Pozdrawiam

Mojzesz
Posty: 1761
Rejestracja: 05 sie 2018, 14:20

Re: Jezus leczy także i pomaga przez internet - moje świadectwa

Post autor: Mojzesz » 09 lis 2018, 20:24

Niech Bog będzie uwielbiony w każdej malej rzeczy jaka ciebie otacza, dotyka i przenika.

Szukanie to normalna sprawa w wzroście duchowym.
A duchowa walka jest trudniejsza niż najcięższa praca fizyczna.

W dzienniczku Swietej Faustyny jest napisane ze walczymy do końca naszego zycia i do ostatniego oddechu.
A rozmyslanie o wielu rzeczach często jest pulapka, w która sam człowiek wpada. Potem sa leki i nawet gorsze rzeczy.
Podobnie dzieje się z rozeznawaniem, które jest jeszcze trudniesze gdy dotyczy spraw nad naturalnych.
W tym przypadku nalezy nie zastanawiac sie, ale unizyc i patrzec z miloscia.

Zawsze ale to zawsze ma byc miłość do Boga i czlowieka.

A najwiekszy blad jaki czlowiek popelnia w podazaniu do Boga. To ze Bog nie jest najwazniejszy ale nasze"ja" i co slyszymy, widzimy i odczuwamy.

Tak dzieje sie z charyzmatami, ktore przyslaniaja osobe Stworcy.

Unikaj tego i odrzucaj.

Zapewne ktos o to zapyta powyzej, dlaczego unikac i odrzucac.
Gdyz nie tak latwo rozeznac od kogo one pochodza i komu sluza. A Bog widzi osobe i zna jej serce. Przez oddawanie nie wpadamy w pulapke a jedynie idziemy ku Bogu.
Podobnie jest ze słowem proroczym. Ono w wielu przypadkach nie jest dosłowne i tak pojmowane jak my byśmy tego pragnęli. Może ono dotyczyc bardzo odległych rzeczy przyszłych i to nawet następnych pokoleń.

Zycze ci aby milosc byla w twoim sercu tak prosta jak dziecka. Bez pragnienia charyzmatow, bez pragnienia bycia kims. Tylko abys byl soba. Takim jakim widzi ciebie Bog, z slabosciami i sercem.
On uczyni ciebie narzedziem wedlug jego woli- jak zechce.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości